wtorek, 9 marca 2021

Narodowy Spis Powszechny 2021 - mój osobisty apel do grekokatolików w Polsce

 SŁAWA ISUSU CHRYSTU!


1 kwietnia 2021 r. rozpocznie się w Polsce Narodowy Spis Powszechny Ludności i Mieszkań 2021 (w skrócie: NSP 2021). Pierwotnie miał trwać do 30 czerwca br., obecnie w toku procesu legislacyjnego jest nowelizacja ustawy, przesuwająca ową datę do 30 września br.

Jak podaje GUS, w ramach spisu będą zbierane m.in. następujące dane:


Charakterystyka etniczno-kulturowa:

  1. narodowość – przynależność narodowa lub etniczna;
  2. język, którym posługują się osoby w kontaktach domowych;
  3. wyznanie – przynależność do wyznania religijnego.


Podstawową metodą spisową będzie tym razem samospis internetowy (zob. spis.gov.pl/jak-mozna-sie-spisac/ ).

W związku z tym chciałbym niniejszym zaapelować do zamieszkałych w Polsce moich współwyznawców - grekokatolików. Jest to apel osobisty, prywatny, kierowany przez jednego z członków wspólnoty kościelnej do pozostałych jej wiernych. 


PO PIERWSZE: Bardzo proszę o to, by nie wstydzić się podać zgodnie z prawdą swej przynależności kościelnej. Nie odmawiać odpowiedzi, nie podawać odpowiedzi niezgodnej z prawdą. Przynależność kościelna jest - należy pamiętać - obiektywną częścią tożsamości człowieka, nie zaś kwestią subiektywnego poczucia. Zgodnie przy tym z prawem kanonicznym, nawet długotrwałe praktykowanie w innym obrządku nie wpływa na przynależność kościelną wiernego (por. KPK, kan. 112 par. 2 i KKKW, kan. 36). 

Dla chrześcijanina wierność Prawdzie jest wartością niepodważalną. Dla grekokatolika - członka mniejszościowego wschodniego Kościoła katolickiego w kraju o większości rzymskokatolickiej - jest to również arcyważny element osobistego świadectwa. Świadectwa wiary świętej, ale i wierności naszej świętej tradycji, która jest naszą przyrodzoną formą wyznawania i praktykowania tejże wiary.

Zatem nie bójmy się przyznawać do swej przynależności, nie kryjmy się za odmową odpowiedzi, nie podawajmy się też za kogoś, kim obiektywnie nie jesteśmy!


PO DRUGIE: W odniesieniu do pytań o identyfikację narodowo-etniczną oraz język nie bójmy się odpowiadać zgodnie z prawdą i sumieniem. 

W pytaniu o język domowy - odpowiedzmy zgodnie z prawdą. W odróżnieniu od NSP 2011, na stronie GUS nie opublikowano jak dotąd aplikacji testowej, w której można by się przekonać, jak dokładnie wygląda elektroniczny kwestionariusz spisowy. Nie wiadomo zatem, czy będzie można podać tylko jeden, czy też dwa języki. Jeśli będzie możliwość podania dwóch - a w naszym kręgu domowym rzeczywiście są używane 2 języki - proszę podać oba. Pytanie o język domowy jest pytaniem, odpowiedź na które ma charakter obiektywny, tak jak i pytanie o przynależność wyznaniową. 

W przypadku pytania o identyfikację narodowo-etniczną: odpowiedzmy zgodnie z sumieniem, zgodnie z tym, kim się naprawdę czujemy. Unikajmy przy tym pokusy dostosowywania się do czyichkolwiek życzeń czy poglądów. Jeśli czujesz się Ukraińcem, zadeklaruj to, bez względu na to, jakie o Ukrainie i Ukraińcach czytujesz komentarze w sieci, jak odbierasz politykę rządu wobec mniejszości narodowych, jak by się podobało Twemu sąsiadowi/koledze z pracy/szefowi. Jeśli czujesz się Polakiem, to pamiętaj, że jako grekokatolik nie masz żadnego religijnego (!) czy innego obowiązku, by koniecznie być Ukraińcem - i ani ksiądz proboszcz, ani Jego Ekscelencja Ksiądz Biskup, ani zarząd Związku Ukraińców w Polsce (dowolnego szczebla, od koła po ZG) nie mają w tej sprawie nic do gadania. Jeśli czujesz się Łemkiem, i jako taki - członkiem odrębnego narodu wschodniosłowiańskiego, również zadeklaruj to otwarcie w ankiecie spisowej, nie zważając na poglądy innych. 

Jeżeli będzie możliwość identyfikacji podwójnej, a Ty się do takowej poczuwasz - np. jako Polak pochodzenia ukraińskiego uważasz swe korzenie za ważną część tożsamości osobistej - nie wstydź się podać tej drugiej identyfikacji. Podobnie, jeśli jesteś Łemkiem opcji ukraińskiej, uwzględnij to w ankiecie spisowej. 


Nie wiadomo, czy w spisie będzie pytanie o język ojczysty. To nie to samo, co język domowy. Jeśli będzie pytanie o język ojczysty, rozumiany jako "język najbardziej bliski sobie" (jak było w spisie powszechnym z 1931 r.) - to zadeklaruj zgodnie z sumieniem. Tak ujęty język ojczysty nie musi być tym językiem, którym władasz najlepiej. Wydaje się jednak, że ewentualne pytanie o język ojczysty będzie pytaniem o mother tongue, czyli język pierwszy, czyli ten, w którym dana osoba nauczyła się mówić. Takie są tendencje statystyki międzynarodowej, więc nie ma się co spodziewać, by w spisie obecnym nastąpił od nich odwrót - tym bardziej, że w 1931 r. pytanie o język ojczysty było w istocie substytutem pytania o narodowość, którego w owym spisie nie było. Pytanie o "język pierwszy" jest pytaniem o rzeczywistość obiektywną - odpowiedzmy zatem zgodnie z prawdą. O ile, rzecz jasna, takie pytanie w ogóle padnie.


PODSUMOWUJĄC: potraktujmy spis poważnie, dążmy do tego, by spisać się sami, bez udziału rachmistrza, odpowiadajmy na pytania zgodnie z prawdą obiektywną i sumieniem, tj. realną naszą samoświadomością, nie starając się nikomu przypodobać ani dostosować do czyichkolwiek życzeń.     


TYLKO PRAWDA I SUMIENIE! - niech to będzie naszą dewizą.


niedziela, 7 marca 2021

"Живі у нашій пам’яті – віртуальний український некрополь у Польщі" - звернення Укр. Історичного Т-ва у Польщі

 Як звичайний член (а насправді член-засновник) УІТуП поміщую внизу звернення отримане від Голови Товариста, п. проф. Романа Дрозда:


ЗВЕРНЕННЯ

 

Українське історичне товариство у Польщі за підтримки Об’єднання українців у Польщі та інших українських організацій приступає до здійснення проєкту «Живі у нашій пам’яті – віртуальний український некрополь у Польщі», звертається до всіх, яким небайдужа доля відомих дочок та синів українського народу, підтримати реалізацію проєкту.

 

Метою проєкту є створення загальнодоступної інформаційної платформи on-line (у польському- та українськомовному варіантах) про місця поховань у Польщі постатей важливих для української національної пам’яті. Проєкт передбачає зібрання наявних даних про кілька сотень місць поховань, виконання фотографічної документації та виготовлення біографічних інформацій про вказаних осіб. Здійснення проєкту буде відбуватися поетапно протягом трьох років.

Здійснення цього едукаційного проєкту створить можливість віднайти місце поховання даної особи та отримати про неї основні інформації. Таким чином, ми повернемо у сучасну свідомість значне число людей, які мають свій незаперечний внесок в українську історію та культуру.

 

У першому етапі проєкту  протягом 2021 року „«Живі у нашій пам’яті – віртуальна некрополь української інтелігенції у Польщі міжвоєнного періоду”, проходитиме документація місць поховань вояків українських армій, які проживали у Польщі після поразки Визвольних змагань 1917–1921 років. Імена тих українських героїв-воїнів, часто героїв двох народів, досі, на жаль, маловідомі широкому загалу як у Польщі, так і в Україні. Наш проєкт має змінити цю погану ситуацію. Ми хочемо пригадати, що завдяки тодішній інтелектуальній еліті українського народу відбувався процес формування модерної політичної нації, яка відродила традицію української державности. Водночас плануємо задокументовання місць поховань видатних українців з Лемківщини, Бойківщини, Перемишльщини, Надсяння, Ярославщини, Любачівщини, Холмщини, Підляшшя у період 1918-1939.

 

Сьогодні ми хочемо похилитися над їхніми могилами, щоб їм віддати належну пошану, а нам і нашим нащадкам допомогти плекати думку, що історію творять небайдужі люди, заангажовані в працю для суспільного блага. Хочемо водночас усвідомити, що польсько-українська історія не обмежується поодинокими сумними чи радісними подіями, але поляки і українці були і будуть сусідами завжди.

Фінансові пожертви на кошти виконання проєкту слід висилати на банківський рахунок Українського історичного товариства у Польщі з допискою  „Na działalność statutową – żywi w naszej pamięci” 

Nr konta: 36 1440 1387 0000 0000 1310 6525

Для заграниці:

BIC (SWIFT):  BPKOPLPW

IBAN: PL 36 1440 1387 0000 0000 1310 6525

Bank name: PKO Bank Polski SA

Bank address: PKO Bank Polski S.A., 02-515 Warszawa, ul. Puławska 15

 

Без Вашої фінансової підтримки наш задум неможливо реалізувати. Збережім пам’ять про місця поховань наших славних предків!

 

др габ. Роман Висоцький,

Ярослав Вуйцік,

проф. Ігор Галагіда,

др габ. Богдан Гальчак,

проф. Роман Дрозд,

проф. Ростислав Жерелик,

др Григорий Купріянович,

Александр Маслей,

проф. Марко Мельник,

др Лука Рейт,

Юрій Рейт,

Мирослав Скірка,

Олександр Стець,

Петро Тима.

 

sobota, 6 marca 2021

„Żywi w naszej pamięci - wirtualna ukraińska nekropolia w Polsce": apel Ukr. Tow. Historycznego w Polsce

Jako członek zwyczajny (a ściślej: członek-założyciel) UTHwP zamieszczam poniżej apel otrzymany od Prezesa Towarzystwa, p. prof. Romana Drozda:


 

APEL

 

Szanowni Państwo!

 

Ukraińskie Towarzystwo Historyczne w Polsce rozpoczyna realizację kilkuletniego projektu edukacyjnego

„Żywi w naszej pamięci - wirtualna ukraińska nekropolia w Polsce".

 

Celem projektu jest stworzenie strony internetowej z interaktywną mapą, na którą zostaną naniesione cmentarze i miejsca pochówków osób pochodzenia ukraińskiego, które zasłużyły się dla narodu ukraińskiego i polskiego po 1918 r., a ich groby znajdują się na terytorium dzisiejszej Polski. Zaznaczone na mapie pochówki zostaną wyposażone w kartę nagrobka, dokumentacją fotograficzną z opisem oraz notę biograficzną osoby tam spoczywającej. Strona, mapa oraz powstały katalog osób będą udostępnione dla wszystkich zainteresowanych.

 

Pierwszym etapem realizacji projektu  w 2021 r.  – „Żywi w naszej pamięci - wirtualna nekropolia inteligencji ukraińskiej w Polsce okresu międzywojennego”, jest stworzenie  interaktywnego katalogu - mapą rozmieszczenia na terenie Polski mogił osób pochodzenia ukraińskiego, zasłużonych dla rozwoju nauki, kultury, życia społecznego i gospodarki w Drugiej Rzeczypospolitej Polskiej. Podobną inwentaryzacją  zostaną objęte cmentarze żołnierzy Ukraińskiej Republiki Ludowej.

 

W sferze zainteresowania są groby ukraińskiej emigracji politycznej 1918-1921 roku – wojskowych ukraińskich walczących z Rosją bolszewicką o wolną Ukrainę i wolną Polskę, przedstawicieli wielotysięcznej elity państwa ukraińskiego zmuszonej do opuszczenia zniewolonej przez bolszewików Ukrainy i osiadłej na emigracji w Polsce. Inwentaryzacją zostaną objęte także groby osób, które wniosły znaczący wkład w rozwój życia religijnego i społecznego środowisk ukraińskich II RP, a także działały na rzecz współpracy polsko-ukraińskiej.

 

Projekt realizowany będzie w ciągu 3 lat, a jego zakres zależny będzie od wysokości zgromadzonych środków finansowych oraz od ilości odnalezionych na terenie Polski grobów.

Projekt będzie dostępny on-line w polskiej i ukraińskiej wersji językowej.

 

Szanowni Państwo, pomóżcie zrealizować ten projekt wpłacając datek finansowy na konto bankowe Ukraińskiego Towarzystwa Historycznego w Polsce z dopiskiem: „Na działalność statutową – żywi w naszej pamięci”.

Nr konta: 36 1440 1387 0000 0000 1310 6525

dla wpłat z zagranicy:

BIC (SWIFT):  BPKOPLPW

IBAN: PL 36 1440 1387 0000 0000 1310 6525

Bank name: PKO Bank Polski SA

Bank address: PKO Bank Polski S.A., 02-515 Warszawa, ul. Puławska 15

 

Realizacja naszego projektu będzie niemożliwa bez Państwa wsparcia finansowego. Zachowajmy pamięć o zasłużonych dla nas wszystkich ludziach!

 

Prof. Roman Drozd

Prof. Igor Hałagida

Dr hab. Bohdan Halczak

Dr Grzegorz Kuprianowicz

Aleksander Maślej

Prof. Marek Melnyk

Jerzy Rejt

Dr Łukasz Rejt

Mirosław Skórka

Aleksander Stec

Piotr Tyma

Jarosław Wujcik

Dr hab. Roman Wysocki

Prof. Rościsław Żerelik

 

 

czwartek, 25 lutego 2021

MOJE UWAGI DO "Tez do projektu ustawy o cmentarzach i pochówkach, opracowanych przez uczestników Inicjatywy Społecznej >Niezapomniane cmentarze<”

 

Tezy do projektu ustawy o cmentarzach i pochówkach opracowane przez uczestników Inicjatywy Społecznej „Niezapomniane cmentarze”

 

Na początek zastrzeżenie, właściwie zbyteczne, ale na wszelki wypadek warto je poczynić. Autor uwag jest duchownym greckokatolickim i historykiem, ale wypowiada się tu wyłącznie w imieniu własnym, nie zaś Kościoła czy instytucji świeckiej, ze współpracy z którą się utrzymuje.

Uwaga wstępna – „Tezy do projektu” firmują w dużej mierze prawnicy, w tym pięcioro samodzielnych pracowników nauki, czyli doktorów habilitowanych bądź „tytularnych” profesorów nauk prawnych (na 17 sygnatariuszy) – a także jeden radca prawny, o którym nie wiemy, czy stopień bądź tytuł naukowy posiada. Jest rzeczą nieco zawstydzającą, że grono złożone w 35 % z jurystów nie przedłożyło po prostu gotowego projektu ustawy, wzbogaconego o streszczenie zmian, które miałyby zostać w nowej ustawie wprowadzone do polskiego porządku prawnego. Co gorsza, kilka punktów „Tez” ma charakter kompletnie anormatywny, wskutek czego trudno się do nich pozytywnie czy negatywnie ustosunkować.

Poza prawnikami oraz działaczami społecznymi (na których zapewne spoczął główny, jeśli nie cały ciężar pracy nad stworzeniem „Tez”) wśród 17 sygnatariuszy znajdujemy tylko jedną osobę powiązaną zawodowo z branżą pogrzebową. Zwraca też uwagę brak przedstawicieli środowiska zarządców cmentarzy, w tym duchownych różnych wyznań (acz jeden z prawników jest również teologiem baptystycznym). Być może jest to zamierzone przez pomysłodawców „Tez” – domyślam się, że chodzić mogło o uniknięcie sprzeciwów wobec niektórych przedstawionych poniżej pomysłów, skoro i tak można przewidzieć, że w toku procesu legislacyjnego zainteresowane środowiska będą i tak w ten czy inny sposób konsultowane. Jeśli takie były motywy, to cóż – mieszczą się one w granicach racjonalności, co nie zmienia faktu, że (być może wskutek takiego właśnie składu grona firmującego „Tezy”) kilka punktów oceniam jako oderwane od cmentarnej rzeczywistości. 

 

 

1) Cmentarze jako dobro użytku publicznego mogą być tylko własnością publiczną (Skarbu Państwa i jednostek samorządu terytorialnego) lub związków wyznaniowych.

 

To nie jest żadnym novum – ustawa z dnia 31 stycznia 1959 r. o cmentarzach i chowaniu zmarłych (dalej U95) w ust. 1 przewiduje istnienie wyłącznie cmentarzy komunalnych i wyznaniowych. Ustawa z dnia 28 marca 1933 r. o grobach i cmentarzach wojennych (dalej U33) w art. 6 ust. 1 „dorzuca” jeszcze i „groby i cmentarze wojenne”, znajdujące się „pod opieką Państwa”.

Dopuszcza się oddanie cmentarzy będących własnością publiczną w zarząd podmiotów niepublicznych na ściśle określonych warunkach.

Zastanawiające, dlaczego PT. Sygnatariusze nie rozważają w ogóle pomysłu, by „podmioty niepubliczne” (inne niż związki wyznaniowe) mogły po prostu „na ściśle określonych warunkach” cmentarze zakładać. Wprowadzanie komercyjnego (?) zarządcy na cmentarz publiczny wydaje mi się daleko mniej stosownym rozwiązaniem. Doświadczenia z tzw. partnerstwem publiczno-prywatnym, delikatnie mówiąc, nie zawsze są najlepsze. Jeśli, powiedzmy, gmina odda jedyny swój cmentarz komunalny w zarząd podmiotowi komercyjnemu, będzie to sytuacja przypominająca znane następstwa pochopnej prywatyzacji monopoli naturalnych. Jeśli gmina poza „zwykłym” cmentarzem komunalnym założy drugi, przeznaczony z góry pod „partnerstwo publiczno-prywatne”, to zachodzi jedna z 2 ewentualności: albo ten „zwykły” jest bliski zapełnienia, ergo mamy znów do czynienia z faktyczną prywatyzacją (przewidywanego) monopolu naturalnego, albo – gdy „zwykły” funkcjonuje normalnie – to dlaczego równolegle działający cmentarz „komercyjny” (w sensie: nie wyznaniowy) nie mógłby od początku działać na gruntach zakupionych przez podmiot planujący prowadzić taką działalność? W szczególności pewne formy pochówków, zakładające chowanie prochów czy nawet ciał zmarłych bez upamiętnień jednostkowych lub też z upamiętnieniami nietrwałymi z założenia (np. krzyż drewniany nie podlegający wymianie po upływie wyznaczonego okresu), umożliwiające przez to chowanie na pewnej ograniczonej powierzchni niemalże nieograniczonej liczby zmarłych, mogłyby być dla podmiotów komercyjnych atrakcyjną formą rozszerzenia profilu działalności (zakładam, że w grę wchodziłyby głównie firmy już czynne w branży pogrzebowej). Oczywiście, musiałaby to być działalność podległa specjalnym regulacjom, ale w końcu i dzisiaj firmy pogrzebowe prowadzą działalność w obszarze dość ściśle unormowanym.  

 

 Dopuszcza się pochówki prochów ludzkich poza cmentarzami za zgodą właściciela nieruchomości i przy spełnieniu szczegółowych wymagań.

Prochów owszem, ale dlaczego nie zwłok również (oczywiście „przy spełnieniu…” itd.)? Jeśli ktoś ma posiadłość ziemską i chce być pochowany w grobie pod ulubionym drzewem – to dlaczego nie?

 

2) Wprowadzenie podziału na cmentarze czynne i nieczynne, w tym formalnie zamknięte i w związku z tym przekształcone w tereny cmentarne, a po ekshumacji wszystkich szczątków ludzkich – przekształcone w tereny pocmentarne.

 

A jakie tu można dostrzec istotne novum w stosunku do regulacji już obowiązujących (U59, art. 1 ust. 4-5, art. 6, art. 7 ust. 6)? Nie wiem, czy to skromne zakresowo doprecyzowanie będzie miało znaczenie w kwestii żywo obchodzącej przynajmniej niektórych działaczy społecznych firmujących „Tezy”, a mianowicie – w sprawie statusu i losów cmentarzy niejako opuszczonych na skutek wysiedleń bądź eksterminacji (a czasem zaniku wskutek asymilacji czy emigracji) społeczności etniczno-wyznaniowych, których członkowie byli tam chowani (cmentarze określane nieraz z użyciem przedrostka „po-”: „poukraińskie”, „poniemieckie”, skądinąd żydowskie rzadko są określane jako „po-”).

 

3) Wskazanie podmiotów odpowiedzialnych za podjęcie decyzji o zamknięciu cmentarza będącego w przeszłości był [!] cmentarzem wyznaniowym, a obecnie stanowi własność Skarbu Państwa lub jednostki samorządu terytorialnego.

 

Wskazanie – kogo mianowicie? Przez analogię do przepisów obecnie obowiązujących: rada miasta/gminy (wojewoda) za zgodą/po zasięgnięciu opinii właściwej władzy wyznaniowej (problem, gdy takiej nie ma – dotyczy to w szczególności pewnej liczby denominacji protestanckich z ziem północnych i zachodnich). Czy jakoś inaczej? Jedna z propozycji na tyle ogólnych, że trudno się wypowiadać na tak lub nie.

 

4) Wprowadzenie wymogu, iż zbyciu i zabudowie mogą podlegać wyłącznie tereny pocmentarne.

Słusznie.

 

5) Zapewnienie związkom wyznaniowym (w tym będącym pierwotnie właścicielem) prawa zgłaszania sprzeciwu wobec decyzji o zmianie przeznaczenia terenu cmentarnego po cmentarzu wyznaniowym. Przyznanie związkom wyznaniowym interesu prawnego w zakresie ochrony cmentarzy (czynnych) i terenów cmentarnych przed ich niszczeniem, w tym w drodze zabudowy (związek wyznaniowy powinien mieć prawa strony w postępowaniach administracyjnych z zakresu planowania przestrzennego i prawa budowlanego).

 

Słuszne wzmocnienie ochrony z art. 6 ust. 2-3 U59.

 

6) Wprowadzenie zasady, że dawny cmentarz wyznaniowy nie traci swego wyznaniowego charakteru wskutek tego, że własność nieruchomości cmentarnej przeszła na rzecz Skarbu Państwa lub jednostek samorządu terytorialnego.

 

Należałoby doprecyzować, co w tym wypadku znaczy „wyznaniowy charakter”. Czy obowiązek zachowania specyficznych norm prawa religijnego danej społeczności, czy też jakieś prawa (obowiązki?) odnośnych organów danego wyznania w stosunku do takiego cmentarza?

 

7) Nałożenie na gminy obowiązku rejestracji / identyfikacji i oznakowania wszystkich cmentarzy. Nałożenie obowiązku wpisu wszystkich cmentarzy (czynnych i nieczynnych) do wojewódzkich i gminnych ewidencji zabytków (w związku z art. 6 ustawy o ochronie zabytków mówiącym, że każdy cmentarz jest zabytkiem, bez względu na stan zachowania).

 

Rejestracja i oznakowanie – tak. Natomiast ustawa z dnia 23 lipca 2003 r. o ochronie zabytków i opiece nad zabytkami w art. 6 ust. 1 pkt 1 lit. f nie stanowi bynajmniej, „że każdy cmentarz jest zabytkiem”. Należałoby zapewne wprowadzić po prostu stosowną cezurę wieku czy daty założenia: zabytkowym jest każdy cmentarz założony 50 (100 lat) temu lub przed 1.I.1946 (1.IX.1939). Pierwsze rozwiązanie pozwoli na sukcesywne uzupełnianie listy cmentarzy zabytkowych bez konieczności nowelizacji ustawy.

 

8) Rozróżnienie cmentarzy w rozumieniu ustawy i zabytków archeologicznych obejmujących pochówki (przesądzenie kwestii: od kiedy „czasowo” istnieje cmentarz o długiej historii).

 

Rozumiem, że doprecyzowanie/rozwinięcie myśli, którą znajdujemy już w art. 19 U59 jest celowe i pożądane, ale znów – nie ma tu żadnej konkretnej propozycji! Myślę, że problemu nie stanowią z jednej strony cmentarzyska kultur pradziejowych (czyli z okresu, gdy na naszych ziemiach nie znano pisma, czy też nie zachowały się rodzime źródła pisane z tego okresu), z drugiej – cmentarze zakładane na mocy przepisów oświeceniowych i późniejszych, zwykle poza miastem czy na peryferiach. Problemem są ewentualnie dawniejsze cmentarze przykościelne czy przycerkiewne, na ogół dawno już zatarte na powierzchni ziemi, oraz nekropolie znajdujące się w kryptach świątynnych, gdzie może spoczywać i kilka tysięcy osób (casus badanych niedawno krypt dawnej katedry unickiej w Chełmie). Niestety, PT. Sygnatariusze nie proponują żadnego konkretnego rozwiązania…

 

9) Wprowadzenie obowiązku oznaczania cmentarzy, terenów cmentarnych i terenów pocmentarnych w ewidencji gruntów.

 

Słuszne.

 

10) Szczegółowe uregulowanie prawa do grobu.

 

Znowu brak jakichkolwiek konkretów.

 

11) Regulacja pochówków (dawnych i nowych) w miejscach innych niż cmentarze (np. na terenie budynków sakralnych, terenów przylegających do tych budynków), w tym uregulowanie procedury wydawania zgody na takie pochówki.

Pomysł regulowania dziś „dawnych” pochówków tego typu może co najwyżej służyć jako kanwa dla różnego rodzaju dowcipów. Jeśli chodzi o pochówki współczesne, to owszem, regulacja w sensie określenia pewnych norm – higienicznych przede wszystkim – wydaje się racjonalna, natomiast „uregulowanie procedury wydawania zgody” kłóci się chociażby z propozycją z pkt 12 (zakładam, że chodzi o zgodę władz publicznych, nie zaś – istotnie konieczną, ale nie potrzebującą ustawowej regulacji w przedmiocie procedury uzyskania – zgodę kompetentnych władz wyznaniowych). 

 

12) Wprowadzenie do listy możliwych form pochówku praktyki rozsypania na terenie prywatnym popiołów (szczątków)  pochodzących ze spopielenia – po zyskaniu zgody właściciela oraz na terenie publicznym (samorządowym, państwowym) bez zgody z wyłączeniem niektórych miejsc – np. wód śródlądowych i morza w określonej odległości od wybrzeża (na wzór prawa w Wielkiej Brytanii). Wprowadzenie do listy możliwych miejsc pochówku prywatnych kolumbariów, katakumb itp.

 

Tak, ale z 2 zastrzeżeniami. Primo: taka forma pochówku winna być oparta na udokumentowanej uprzedniej zgodzie osoby, której szczątki mają być w ten sposób potraktowane. Inaczej dochodzić może – zwłaszcza w skomplikowanych układach rodzinnych – do sytuacji w istocie polegających na znieważeniu szczątków ludzkich. Secundo: nie wiem, czy w przypadku terenów publicznych nie byłoby lepsze raczej określenie miejsc, na których wolno rozsypywać prochy, niż sporządzenie listy wyjątków.

Nota bene: regulacje obecne nie zawierają efektywnych mechanizmów uniemożliwiających rozsypywanie prochów. Po kremacji nie ma obowiązku pochowania urny w określonym terminie. Nikt też przy pochówku urnowym nie kontroluje zawartości urny, czy np. nie zawiera ona 3 kg żwiru, podczas gdy rzeczywiste prochy osoby zmarłej zostały gdzieś rozsypane.

 

13) Określenie prawa do pochowania szczątków ludzkich.

 

Kolejny punkt, co do którego właściwie nie można się wypowiedzieć, ponieważ brak w nim rzeczywistej treści normatywnej. Skądinąd U59 w art. 10 określa dość szczegółowo „prawo pochowania zwłok ludzkich”. Na czym miało być polegać novum?  

 

14) Wprowadzenie prawa do pochówków w nieoznaczonych grobach na wydzielonych kwaterach cmentarzy (łąki pamięci, kwatery leśne).

 

Słuszne, z zastrzeżeniem wyrażonym już powyżej wobec rozsypywania prochów: powinna być wymagana uprzednia zadokumentowana zgoda osoby, której szczątki mają być w ten sposób pochowane. W warstwie terminologicznej sprzeciw budzi nazywanie „łąką pamięci” formy pochówku, której istotą i celem jest właśnie zatarcie pamięci o zmarłym. Jeśli ktoś chce być w ten sposób pochowany – proszę bardzo, lecz chyba mogłoby to się obyć bez gwałtu na języku polskim tudzież elementarnym zdrowym rozsądku?

 

15) Wprowadzenie taksy (maksymalnej stawki opłaty) cmentarnej (także w stosunku do cmentarzy wyznaniowych), ustalanej w oparciu o medianę wynagrodzenia w gminie (lub o inny mierzalny wskaźnik) oraz wprowadzenie obowiązku podawania do publicznej wiadomości cenników usług cmentarnych.

 

Obligatoryjna jawność i przejrzystość cenników – niewątpliwie tak. Wprowadzanie taks – wyłącznie (ewentualnie) w przypadku cmentarzy publicznych. Zarządcom wyznaniowym czy komercyjnym (o ile tacy by się pojawili) taks narzucać nie można, a już zwłaszcza razi ten pomysł w powiązaniu z punktami 21-22 (o czym niżej). Być może za to należałoby pomyśleć o reformie zasiłku pogrzebowego, który – dawniej wynoszący 200 % średniej pensji krajowej – od 1 marca 2011 r., a zatem już od lat 10, trwa w niezmienionej kwocie 4000 zł., również jednakowej dla całego kraju?

 

16) Utworzenie państwowego funduszu na rzecz ochrony zabytkowych nagrobków i nagrobków o szczególnej wartości architektonicznej lub znaczeniu historycznym.

 

Myśl w ogólnym kształcie słuszna, pytanie czy wsparcie ochrony zabytków cmentarnych winno się odbywać poprzez powołanie kolejnego państwowego funduszu.

 

17) Stwierdzenie wieczystej nienaruszalności pochówków osób zasłużonych i wprowadzanie obowiązku ochrony nagrobków osób zasłużonych lub posiadających wartość zabytkową, architektoniczną, artystyczną lub znaczenie historyczne.

 

Jak najbardziej słuszne – pozostaje tylko zaproponować stosowne procedury, w szczególności w kwestii uznawania zmarłego za „osobę zasłużoną”.

 

18) Uregulowanie statusu znajdujących się poza cmentarzami miejsc pochówku ofiar wojen i totalitaryzmów – określenie procedury nadawania takim miejscom statusu cmentarzy (dotyczy m.in. terenów niemieckich hitlerowskich obozów zagłady). Kwestia statusu grobów masowych, w tym grobów ofiar epidemii, wojen i totalitaryzmów oraz mordów masowych.

 

Sprawy te są już przynajmniej po części uregulowane w U33. Doprecyzowanie i rozszerzenie tych regulacyj byłoby ze wszech miar pożądane – chociaż oczywiście trudno się wypowiadać o regulacjach postulowanych, których konkretnej treści nie znamy. Dodałbym tu problem dołów z prochami ofiar hitlerowskich obozów – niektóre z nich zostały odkryte niedawno dzięki danym z analizy archeologicznych zdjęć lotniczych.

 

19) Wywłaszczenie istniejących w dniu wejścia w życie projektowanej ustawy cmentarzy prywatnych (należących do podmiotów innych niż Skarb Państwa, gminy i związki wyznaniowe), z wyjątkiem cmentarzy będących własnością podmiotów, które mają w celach statutowych dbanie o takie cmentarze.

 

Oczywiście wywłaszczenie za słusznym odszkodowaniem.

 

20) Ochrona i wyłączenie z obrotu starych nagrobków (ustalenie cezury czasowej ochrony), przepadek na rzecz gminy lub Skarbu Państwa nagrobków znajdujących się w posiadaniu osób trzecich.

 

Słuszne. Należałoby doprecyzować, na czyją rzecz przepadek (moim zdaniem raczej Skarbu Państwa, zwłaszcza gdy nagrobek pochodzi z jednej gminy, a przechowywany i konfiskowany jest w innej, a także w innych sytuacjach dla gminy może to być kłopot). Kwestią do doprecyzowania może być także i przypadek, gdy rodzina będąca dysponentem grobu wymienia pomnik – czy poprzedni musi podlegać przepadkowi?

 

21) Obowiązek prowadzenia Biuletynu Informacji Publicznej przez wszystkich zarządców cmentarzy, wyznaniowych i komunalnych.

22) Nałożenie na właścicieli cmentarzy obowiązku cyfrowej inwentaryzacji pochówków i nagrobków oraz udostępniania jej w Internecie.

 

Do punktów 21-22 łącznie: nakładanie na zarządców/właścicieli cmentarzy takich obciążeń organizacyjno-finansowych mogłoby być dopuszczalne jedynie w przypadku cmentarzy będących w zarządzie Państwa lub miast/gmin, przy czym i tak w przypadku samorządów należałoby oczywiście zapewnić finansowanie z dotacji państwowej. W kontekście pkt 15 pomysł nałożenia takich ciężarów na wszystkich zarządców, w tym na małe, wiejskie parafie – jest szczególnie niestosowny. Jednocześnie określać taksy i nakładać obowiązki pociągające za sobą znaczący wzrost wydatków to pomysł nie do przyjęcia. Do przyjęcia byłoby natomiast nałożenie obowiązku prowadzenia BIP-ów i „grobonetów”, ale na koszt Państwa.

 

CZEGO W „TEZACH” ZABRAKŁO?

 

1) Tradycyjnych chrześcijańskich form pochówku w warunkach deficytu miejsca. Mam na myśli ossuaria oraz ten typ pochówków na dawnych cmentarzach wiejskich, który przypomina nieco tak zwane „łąki pamięci”, ale się od nich różni istnieniem (nietrwałych) upamiętnień w postaci krzyży drewnianych, które – gdy ulegną naturalnym procesom rozkładowym – nie są już wymieniane na nowe, a teren po pewnym czasie jest ponownie wykorzystywany dla nowych pochówków. Wydaje się, że skoro czytelną intencją PT. Sygnatariuszy (jak też i osób firmujących analogiczne inicjatywy w ostatnich latach) jest odejście od dość sztywnego i wąsko zakrojonego modelu z U59 na rzecz możliwie najszerszego wachlarza możliwości pochowania ciała/szczątków/prochów osób zmarłych. W tym kontekście warto nie tylko sięgać do form nowych, „postępowych” i znanych ze świata zachodniego, ale i dać formalną zgodę na powrót do niektórych starych, sprawdzonych przez wieki i mających wiele zalet praktyk.

 

2) U59 i wydane na jej podstawie przepisy wykonawcze wychodzą z założenia, że „cmentarz” w pojęciu prawa polskiego jest obszarem chowania ciał (w grobach ziemnych, murowanych i katakumbach) oraz prochów z kremacji – w urnach, które się umieszcza już to w grobach, już to w kolumbariach. Wskutek takich założeń obowiązują dość surowe normy sanitarne – odległość od siedzib ludzkich, ujęć wody, uwzględnianie poziomu wód gruntowych etc. Wydawałoby się celowym wyraźne dopuszczenie istnienia cmentarzy o węższej „specjalności”. Np. cmentarz mieszczący wyłącznie kolumbaria na urny z prochami mógłby być zwolniony z tak surowych wymogów sanitarnych. Dałoby to większy wybór możliwych lokalizacji. Np. w Lublinie przy kościele ewangelicko-augsburskim istnieje dawny cmentarz przykościelny; na części położonej bezpośrednio przy kościele zachowała się część dawnych nagrobków – na części bliższej ul. Krakowskie Przedmieście już nie. Sądzę, że ustawienie kolumbariów na tej drugiej części mogłoby być dla parafii dodatkowym źródłem przychodów, zaś wielu lublinianom obierającym kremację swych zwłok taki mały cmentarzyk w samym śródmieściu zapewne bardzo by odpowiadał. W ten sposób przestrzeń cmentarna zostałaby wykorzystana racjonalnie, z pożytkiem dla wszystkich, zgodnie z pierwotnym przeznaczeniem terenu i bez szkody dla kogokolwiek.

 

3) „Tezy” słusznie doprecyzowują kwestię dawnych cmentarzy wyznaniowych, nie uwzględniają jednak częstych w złożonej historii naszych ziem wypadków, gdy jeden i ten sam cmentarz zmieniał (czasem więcej niż raz w ciągu swych dziejów) wyznaniowego właściciela/zarządcę. Oto w miejscowości A. mamy cmentarz, założony w początkach XIX w. jako parafialny wyznania X. Około połowy XIX w. władze świeckie kasują ową parafię, cmentarz zostaje upaństwowiony, a jednocześnie udostępniony liczebnie małej parafii wyznania Y dla chowania zmarłych. Po kilku latach wyznanie Y zostaje skasowane i włączone do wyznania Z, które przejmuje i tenże cmentarz. Jako cmentarz wyznania Z, faktycznie od kilku dziesięcioleci nie wykorzystywany dla nowych pochówków, zostaje on w latach 70-ych XX w. (tak jak wiele innych „opuszczonych” cmentarzy w Polsce) zlikwidowany i przekształcony w skwer. Skwer ten na mocy decyzji administracyjnej w ramach odzyskiwania mienia wyznaniowego otrzymuje po 1989 r. na własność parafia wyznania Z, po czym w XXI w. wydzierżawia jego część prywatnej spółce pod budowę hipermarketu. Do budowy nie dochodzi wskutek protestów mieszkańców, popartych przez władze miasta, które doprowadziły do uchwalenia miejscowego planu zagospodarowania przestrzennego. Pozostaje jednak pytanie, w jaki sposób ewentualna nowa ustawa mogłaby uregulować status cmentarzy, które w ciągu swych dziejów zmieniały właścicieli/zarządców, tak by prawa wszystkich stron były zachowane.

 

4) W nawiązaniu do przykładu z punktu poprzedniego: przy likwidacji cmentarza ogłoszona była formalnie i przeprowadzona ekshumacja. Zabrano i wywieziono (zakopano w jakimś dole) nagrobki. Ale badania georadarowe w XXI w. wykazały, że ekshumacja była najprawdopodobniej niezupełna; być może ekshumowano tylko te szczątki, w sprawie których ktoś się zgłosił był do zarządcy, zaś inne pozostały pod ziemią po dziś dzień. Wypadałoby zatem pomyśleć o prawnych zabezpieczeniach przed takimi sytuacjami na przyszłość oraz wprowadzić mechanizm pozwalający na weryfikację tego typu ekshumacji przeprowadzanych dawniej, w szczególności w okresie PRL.     

środa, 13 stycznia 2021

Umarł biskup "z ludzką twarzą": + Florentyn Crihalmeanu (17.IX.1959-12.I.2020)

 CHRYSTOS RAŻDAJETSIA!


Kolejna wieść, której by się nigdy nie chciało otrzymać: komplikacje po COVID-19 przecięły nić żywota arcypasterza eparchii Cluj-Gherla w Siedmiogrodzie, Florentyna Crihalmeanu.

Każdemu, kto ciekaw jest biografii tego hierarchy, polecam wspomnienie opublikowane przez KAI oraz stosowny rekord w bazie Catholic Hierarchy. Nie będę w tym miejscu dublował podanych tam informacji biograficznych. Wspomnę tylko, dlaczego przedwczesny zgon tego właśnie biskupa, którego widziałem tylko kilka razy w życiu, a rozmawiałem z nim tylko raz, krótko i na temat techniczno-organizacyjny, tak bardzo mnie dotknął.

W dniach 4-9 września 2007 r. odbywało się w rumuńskim Sybinie (rum. Sibiu, węg. Nagyszeben, niem. Hermannstadt) III Europejskie Spotkanie Ekumeniczne. Byłem jego uczestnikiem jako członek delegacji Konferencji Episkopatu Polski, reprezentujący w ramach tejże delegacji UKGK w RP. Tam właśnie miałem okazję zetknąć się ze śp. Biskupem Florentynem. Na początku zresztą nie wiedziałem, że tak właśnie się nazywa, ani że to akurat On jest biskupem obejmującej Sybin eparchii Cluj-Gherla. Zwrócił mą uwagę szlachetnością rysów, bijącą z twarzy inteligencją i ujawniającą się w zachowaniu niekłamaną i nieudawaną dobrocią i życzliwością. Pamiętam, jak w sobotę 8.IX.2007 (święto Narodzenia NMP - w Rumunii święta nieruchome zarówno prawosławni, jak i grekokatolicy, obchodzą wg. nowego stylu), po Liturgii greckokatolickiej sprawowanej w hali widowiskowej, gdy już wychodziliśmy stamtąd - jak witał się z wiernymi świeckimi i z duchownymi. Jaką emanował serdecznością i jak ona była odwzajemniana, co potwierdzało raz jeszcze, że nie jest to jakaś jednorazowa poza na użytek obserwatorów zagranicznych. Taki mały obrazek: Biskup radośnie wita się z młodym księdzem, wychodzącym z hali w towarzystwie żony i pchającym dziecinny wózek. Wymienili pozdrowienia i uśmiechy, potem Biskup odszedł kilka kroków... by jeszcze raz zawrócić i z uśmiechem pogładzić niemowlaka po nosku. Opis nie oddaje niestety atmosfery tych wydarzeń. W każdym razie było widać, że to jest arcypasterz kochający swoje "owieczki" i nawzajem przez nie kochany. Daleki jestem od łatwych zachwytów i egzaltacji, skoro zatem tych parę dni w Sybinie, te przelotne obserwacje i kontakty wywarły we mnie wrażenie niezatarte, takie na całe życie - to doprawdy coś znaczy. Podobnie błp. Kurt I. Lewin, Żyd ocalony z Zagłady dzięki m.in. braciom Szeptyckim (bł. Klemensowi i Czcigodnemu Słudze Bożemu Andrzejowi), raz tylko zetknął się z bł. Emilianem Kowczem, spędził noc na plebanii w Przemyślanach, by za dnia pójść w drogę do Uniowa - przegadali może kilka godzin, ale niezatarte wrażenie duchowej wielkości przemyślańskiego proboszcza pozostało synowi rabina do końca życia (o czym sam mi mówił, będąc już u kresu życia). Zresztą słyszałem i od innej, o wiele lepiej ode mnie orientującej się w realiach rumuńskich osoby, potwierdzenie słuszności mych spostrzeżeń na temat biskupa Florentyna. Nie mam zatem żadnych wątpliwości, że to, co pisze p. Bogumił Luft dla KAI  (Dla rumuńskich grekokatolików niespodziane odejście tego „pracowitego, łagodnego i skromnego” biskupa – jak Go określili autorzy wydanego z tej okazji oficjalnego komunikatu diecezji Kluż-Gherla – jest bardzo bolesne. Biskup Florentin był człowiekiem niezwykłym, a jako hierarcha stosunkowo młody – był nadzieją swojego Kościoła.) w zupełności odpowiada prawdzie.

Biskup Florentyn odszedł do Domu Ojca. W to nie wątpię. Ale jak bardzo szkoda, że ten wredny wirus rodem z Chin skosił nam, pozostającym na tym łez padole, kolejnego dobrego człowieka, który nie przestał nim być, obejmując rządy w eparchii. Biskupa nie zbiskupiałego. Na szczęście nie ostatniego...


niedziela, 20 grudnia 2020

Profesor I. Skoczylas (+ 20.XII.2020)

 Straszna, przygnębiająca nowina ze Lwowa... Nie żyje Profesor I. Skoczylas, najwybitniejszy w Ukrainie historyk Kościoła unickiego (On nb. zawsze używał i propagował inny termin - Kościół unijny) okresu przedrozbiorowego (XVI-XVIII w.).

Nie byliśmy osobiście zbyt sobie bliscy, acz oczywiście znaliśmy się. Współredagowałem (z Prof. A. Gilem) Jego "Sobory eparchii chełmskiej XVII wieku. Program religijny Slavia Unita w Rzeczypospolitej" (Lublin 2008), co więcej - choroba i śmierć Profesora zastała mnie nad tłumaczeniem dla wydawcy polskiego 2 rozdziałów Jego książki - której już nie zdążył dokończyć. 🙁
Są różne przypadki śmierci człowieka. Niekiedy jest ona wypełnieniem dobrze przeżytego, długiego życia. Czasem wyzwoleniem z długoletnich cierpień i prywacji przynoszonych przez chorobę, starość, niedołęstwo. Nie jest dewocyjną przesadą modlitwa o dobrą śmierć dla siebie - wszak czynimy to w każdej Boskiej Liturgii, gdy na wezwanie "O chrześcijańskie zakończenie życia naszego, bezbolesne, bez zawstydzenia, spokojne, i o dobre usprawiedliwienie przed budzącym bojaźń Trybunałem Chrystusa, prośmy" (tłum. ks. H. Paprockiego) odpowiada lud "Racz dać, o Panie!". Niekiedy po prostu kończy się czas przeznaczony na czyjeś życie, dobrze czy źle przeżyte, ale wystarczająco długie, by (w przypadku gdy chodzi o bardzo wiekowych luminarzy, którzy dawno już wycofali się z aktywnego życia) telewizyjne zapewnienia o "wielkiej stracie, jaką poniosła polska sztuka/kultura/nauka" etc. przyjmować cum grano salis.
ALE TO NIE JEST TAKI PRZYPADEK. Profesor poległ w walce z komplikacjami po chorobie COVID-19 rzeczywiście W PEŁNI SIŁ TWÓRCZYCH. I jest to autentyczna wielka strata dla Nauki, nie tylko ukraińskiej. W tym wypadku, niestety, nie są to rytualne "gotowce", wygłaszane nad profesorską trumną, bez względu na stan faktyczny. TO JEST NAPRAWDĘ WIELKA TRAGEDIA.
I, niestety, nie tylko w wymiarze naukowym. Bo zmarł nie tylko Uczony, zmarł Człowiek. Porządny chrześcijanin, przykładny mąż i ojciec, dobry człowiek, którego ludzkie podejście bardzo chwalili sobie studenci Ukraińskiego Uniwersytetu Katolickiego, gdzie był dziekanem.
W tej strasznej chwili jedyną pociechą stają się słowa, które abp
Melecjusz Smotrycki napisał przy końcu swego dziełka "Consideratiae albo Uważania sześciu różnic między Cerkwią Wschodnią y Zachodnią...":
MEGO ŻYWOTA JEDYNA NADZIEJA PAN IEZUS CHRYSTUS.
Boże duchów i ciała wszelkiego, który śmierć zdeptałeś, szatana obezwładniłeś i darowałeś życie Twemu światu, sam Panie, daj odpoczynek duszy zmarłego sługi Twego Igora w miejscu światłości, w miejscu szczęśliwości, w miejscu pokoju, skąd ucieka boleść, smutek i westchnienie. Przebacz mu, jako Dobry i Przyjaciel człowieka Bóg, wszelki grzech popełniony przez niego słowem, uczynkiem i myślą, gdyż nie ma człowieka, który by żył i nie zgrzeszył. Ty bowiem jedyny jesteś bez grzechu, sprawiedliwość Twoja jest sprawiedliwością na wieki i słowo Twoje jest prawdą. Albowiem Ty jesteś zmartwychwstaniem i życiem, i pokojem zmarłego sługi Twego Igora, Chryste Boże nasz, i Tobie chwałę oddajemy z Ojcem Twoim nie mającym początku, i z Najświętszym i Dobrym, i Życiodajnym Twoim Duchem, teraz i zawsze, i na wieki wieków. *
--------------------
* Modlitwa za zmarłych z Boskiej Liturgii, według przekładu ks. H. Paprockiego.



środa, 25 listopada 2020

Habemus tertiam eparchiam! - czyli o dokonanej nareszcie reformie podziału terytorialnego UKGKwRP

 Sława Isusu Chrystu!


Potrzeba zmiany istniejącego od 1996 r. podziału administracyjnego UKGK w RP była (nie tylko dla mnie) oczywistą od lat. Moje osobiste poglądy w tej sprawie wyrażałem był niejednokrotnie, także i na niniejszym blogu, w szczególności we wpisach z 29 sierpnia 2012 r., z 23 września 2014 r., wreszcie z 12 marca 2018 r. We wpisach tych zawarłem zarówno konkretne propozycje podziału, jak też i zasady, którymi winni się kierować projektodawcy nowego podziału. Zasady te częściowo zaczerpnięte były bezpośrednio z dokumentów Kościoła powszechnego (w szczególności z dekretu Soboru Watykańskiego II o pasterskich zadaniach biskupów w Kościele Christus Dominus), w części zaś wyinterpretowane z warunków miejscowych i tradycyj kościelno-historycznych ziem, które UKGK w RP obejmuje swą jurysdykcją.

Od pewnego czasu wiele znaków na ziemi (a może i na niebie? - osobiście nie widziałem, ale...) wskazywało na to, że reforma się zbliża i że jej "kośćcem" merytorycznym będzie utworzenie trzeciej eparchii z terenów głównie (lub wyłącznie) północnych eparchii metropolitalnej, ze stolicą zapewne w Olsztynie. Niejasnym (przynajmniej dla mnie) pozostawało jednak, czy nastąpią przy tej okazji zmiany szersze, tzn. czy nowa eparchia "uszczknie sobie" również jakąś część terytorium eparchii wrocławsko-gdańskiej i czy zracjonalizowany zostanie przebieg granicy między eparchiami wrocławsko-gdańską i metropolitalną. 

Dzisiaj, w dniu 25 listopada 2020 r., a zatem w uroczystość św. Jozafata, Arcybiskupa Połockiego i Męczennika (+ 1623) według starego stylu, ogłoszono oficjalnie nowy podział terytorialny UKGK w RP. Oto stosowny komunikat Nuncjatury:

Nuncjatura Apostolska w Polsce

N. 4925/20

KOMUNIKAT

Ojciec Święty Franciszek:

1. Ustanowił nową eparchię olsztyńsko-gdańską Kościoła greckokatolickiego w Polsce i mianował jej biskupem dotychczasowego proboszcza w Wałczu i protoprezbitera (dziekana) koszalińskiego ks. Arkadiusza TROCHANOWSKIEGO.

Do czasu objęcia eparchii przez jej pierwszego biskupa, obowiązki administratora eparchii olsztyńsko-gdańskiej będzie pełnił metropolita przemysko-warszawski arcybiskup Eugeniusz Popowicz.

2. Nowa eparchia powstała przez włączenie do niej terytorium pokrywającego się z granicami następujących metropolii Kościoła łacińskiego: warmińskiej, gdańskiej, białostockiej oraz diecezji płockiej z metropolii warszawskiej. Siedzibą nowej eparchii będzie miasto Olsztyn (ul. Lubelska 12), a kościołem katedralnym cerkiew p.w. Pokrowa (Opieki) Matki Bożej. Nowa eparchia zostanie włączona do metropolii przemysko-warszawskiej Kościoła greckokatolickiego w Polsce.

3. Zmienił nazwę obecnej eparchii wrocławsko-gdańskiej na eparchię wrocławsko-koszalińską, z dotychczasową siedzibą we Wrocławiu.

4. Zmienił granice archieparchii przemysko-warszawskiej tak, że obejmuje ona obecnie terytorium pokrywające się z granicami metropolii Kościoła łacińskiego: przemyskiej, krakowskiej, lubelskiej, łódzkiej, warszawskiej (oprócz diecezji płockiej) oraz diecezji radomskiej z metropolii częstochowskiej.

5. Zmienił granice eparchii wrocławsko-koszalińskiej tak, że obejmuje ona obecnie terytorium pokrywające się z granicami metropolii Kościoła łacińskiego: wrocławską, poznańską, szczecińsko-kamieńską, gnieźnieńską, katowicką i częstochowską (bez diecezji radomskiej).

Warszawa, 25 listopada 2020 roku

Salvatore Pennacchio
Nuncjusz Apostolski

ŹRÓDŁO: episkopat.pl

Dla większej jasności poniżej publikuję stosowną mapkę (ŹRÓDŁO: cerkiew.nazwa.pl )



 Odnosząc się do opisanych powyżej zmian, wypada w pierwszej kolejności życzyć nowemu Biskupowi Eparchialnemu, by szczególne wstawiennictwo św. Jozafata było dlań stałym wsparciem w biskupim posługiwaniu, zaś przykład Świętego - natchnieniem, by w owej nielekkiej posłudze iść za wzorem, który nam Święty był pozostawił! Oczywiście mutatis mutandis, bo czasy i okoliczności zupełnie inne. Chociaż z drugiej strony - czasy i ludzie niby zawsze "inni", ale zarazem ci sami...

ΕΙΣ ΠΟΛΛΑ ΕΤΗ ΔΕΣΠΟΤΑ!


A teraz kilka słów KOMENTARZA DO SAMEJ CYRKUMSKRYPCJI AD 2020:


Niewątpliwie przeważają tu momenty dodatnie, toteż od nich zaczniemy:


1) Nareszcie metropolia UKGK w RP otrzymała trzeciego eparchę, co czyni możliwym utworzenie metropolitalnego synodu biskupów jako organu stojącego na czele Kościoła greckokatolickiego w Polsce.


2) Nowa eparchia została zaprojektowana racjonalnie. Nareszcie największe skupisko grekokatolików w Polsce (zwłaszcza gdy weźmiemy pod uwagę tych "zasiedziałych", obywateli polskich od pokoleń) ma biskupa eparchialnego "na miejscu", a nie na drugim końcu Polski (przy marnej jakości połączeń komunikacyjnych północ-południe, zwłaszcza we wschodniej połowie kraju). Dobrze, że jednocześnie nie ograniczono się do operacji na terytorium eparchii metropolitalnej, lecz odważnie rozszerzono granice eparchii olsztyńskiej na zachód, dzięki czemu stać się ona mogła eparchią olsztyńsko-gdańską. Mam nadzieję, że będzie to bodziec dla zwiększenia znaczenia i wkładu wspólnoty grekokatolików Trójmiasta we wspólne dobro zarówno nowej eparchii, jak też i całej metropolii. Równocześnie dzięki tej operacji uzyskano efekt "jeszcze bardziej centralnego" usytuowania stolicy eparchialnej, co też jest elementem racjonalnego zaprojektowania struktury administracyjnej.


3) Ogromne znaczenie ma zracjonalizowanie granic eparchialnych w ogóle, w szczególności granicy między eparchią metropolitalną a wrocławsko-koszalińską. Odejście od kretynizmu granicy na Wiśle, granicy tnącej żywe regionalne wspólnoty cerkiewne (aglomeracja warszawska, ale nie tylko), a przy tym nie doprowadzonej do końca (przypominam: Wisła ma źródła w Polsce, na południe od tych źródeł eparchie były zatem dotąd nie rozgraniczone!!!) - na rzecz poszanowania realnej sytuacji pastoralnej. Teraz nie ma tak, że biskupowi we Wrocławiu podlega formalnie skrawek woj. lubelskiego na zachodnim brzegu Wisły, albo że proboszczowie warszawscy (i podwarszawscy z prawego brzegu) mają swego arcypasterza w Przemyślu, a już duszpasterze z Pruszkowa czy Ożarowa Mazowieckiego - we Wrocławiu. Dziś Przemyślowi podlega i Warszawa, i Łowicz, i Łódź... W czasach, gdy mamy do czynienia z liczebnie ogromną imigracją z Ukrainy, skupienie jurysdykcji nad Warszawą i aglomeracją w jednym ręku ma ogromne znaczenie. Podobnie w przypadku Krakowa i zapewne kilku innych miast.


4) Poniekąd wspomniałem był o tym implicite już powyżej, ale warto jednak ową okoliczność wyrazić explicite w punkcie osobnym: nowy podział może nie dzieli Polski na trzy równe części, ale jest stosunkowo bliski temu stanowi rzeczy. Uniknięto pokusy utworzenia nowej eparchii jako "wygodnicko-emeryckiej" z dużą liczbą wiernych na nieproporcjonalnie małym w stosunku pozostałych eparchij terytorium. Nie mam teraz czasu podliczać, ile kilometrów kwadratowych przypadło na każdą z eparchii (watykański biuletyn prasowy skrupulatnie podał, że nowa eparchia ma 90.075 km kw. i 5.991.158 mieszkańców - NIE wiernych!). Wydaje się jednak, że do ideału 1/3 Polski na każdą z 3 eparchii (który to ideał, rzecz jasna, nie może być traktowany zbyt dosłownie) zbliżyliśmy się w sposób zauważalny. To dobrze, choć zarówno Wrocław, jak i zwłaszcza Przemyśl pozostały stolicami położonymi dość peryferyjnie w stosunku do podległych sobie terenów. Cóż, nie można mieć wszystkiego...


Teraz, po "plusach", momenty ambiwalentne.


1) Nie stworzono eparchii "łemkowskiej" ani nie zjednoczono terenów z największymi skupiskami Łemków w jednym organizmie eparchialnym. Było to do przewidzenia, zwłaszcza że jeden z proponowanych przeze mnie wariantów polegał na degradacji Wrocławia z rangi stolicy samodzielnej eparchii do roli jedynie miasta "konkatedralnego". Swoją drogą, jest to nadal "do zrobienia" poprzez ewentualną cesję obecnego dekanatu krakowsko-krynickiego na rzecz eparchii wrocławsko-koszalińskiej. Jest to atoli możliwość czysto teroretyczna - nie po to ustalano nowe granice, żeby zaraz je zmieniać. Sygnalizując tę kwestię, nie potępiam nowego podziału, ponieważ: a) o ile jestem zwolennikiem jak najpełniejszego zadbania o realne duszpasterskie potrzeby Łemków (w tym tej ich części, która odcina się od ukraińskości), o tyle nie uważam, by w tym celu było konieczne tworzenie osobnych "łemkowskich" (w cudzysłowie, bo realnie nie da się wykroić eparchii z samych tylko czysto łemkowskich parafii, zawsze będzie spory komponent Ukraińców "zwykłych" i Polaków) eparchii, b) nie będąc Łemkiem, staram się unikać wypowiadania się w sposób kategoryczny o sprawach łemkowskich. 


2) Podział oparto o granice metropolii i diecezji Kościoła łacińskiego. Nie jest to jakiś wielki minus, w Polsce, przy gęstej i czytelnej sieci parafialnej rzymskokatolickiej, granice diecezji łacińskich mogą służyć jako pomocnicze w naszej własnej cyrkumskrypcji. Osobiście wolałbym podział oparty na świeckiej mapie administracyjnej RP, jak zresztą proponowałem był zawsze we wszystkich mych artykułach poświęconych temu zagadnieniu. Dlaczego? Po pierwsze dlatego, że świecki podział administracyjny jest bardziej powszechnie znany i "oczywisty" dla każdego, a już zwłaszcza na pewno bardziej "poglądowy" dla imigrantów z Ukrainy, którzy (w tym i kapłani, przynajmniej z początku) pojęcia nie mają o granicach diecezyj łacińskich. Poza tym podział ten jest jednak trójstopniowy, obejmuje województwa dzielące się na miasta na prawach powiatu i powiaty, a te ostatnie na gminy. Dzięki temu można granice eparchialne kształtować bardziej elastycznie, uwzględniając nawet granice gmin, gdy tymczasem diecezje łacińskie można brać zasadniczo tylko "w całości" (a jeśli w części, to tylko dzieląc te diecezje wzdłuż linii rzek albo też - co w dobie GPSów stało się możliwe w praktyce - wzdłuż konkretnych południków lub równoleżników, jak ongiś kolonie w Afryce). Na szczęście nowy podział, gdy się spojrzy na mapę, raczej nie będzie wprowadzał zamieszania w dotyczasowych granicach parafij greckokatolickich - no, może w przypadku granicy eparchialnej poprowadzonej na Pomorzu po linii granicy diecezyj pelplińskiej i koszalińsko-kołobrzeskiej może się zdarzyć jakiś trudny casus - ale to już pytanie do tamtejszych proboszczów, czy tak będzie w istocie.

Nadmieniam, że zarówno UKGK w Ukrainie, jak też i Kościoły greckokatolickie słowacki i węgierski przy okazji tworzenia w tych krajach struktur metropolitalnych wyznaczyły granice eparchialne zgodne z przebiegiem granic świeckich jednostek administracyjnych, a nie diecezyj łacińskich.


Pora na stosunkowo nieliczne aspekty ujemne nowego podziału.


1) Warszawa z aglomeracją pozostała w związku i pod władzą Przemyśla, choć do Olsztyna zdecydowanie bliżej (i w dawnym podziale na 4 dekanaty Warszawa - ba, także i Lublin! - znajdowała się w dekanacie olsztyńskim). Pozostała również miastem bez biskupa. Oczywiście, po części można temu zaradzić, powołując w eparchii metropolitalnej biskupa pomocniczego z rezydencją w Warszawie. Można i przenieść do stolicy kraju rezydencję metropolity. W takim jednak razie starodawna stolica przemyska zostałaby de facto pozbawiona swego arcypasterza i nawet wariant z nominacją biskupa pomocniczego rezydującego w Przemyślu nie zmienił by tego faktu w sposób zasadniczy. Oczywiście, łatwo zrozumieć przyczyny, dla których stało się tak, jak się stało. Z jednej strony Przemyśl ma pełną, że tak powiem, infrastrukturę kurialną wraz z obsadą personalną. Z drugiej - urządzanie stolicy biskupiej w Warszawie, przy tamtejszych cenach nieruchomości i wysokości płac (jedno i drugie bez porównania z sytuacją przemyską!) to nie w kij dmuchał, zwłaszcza w dzisiejszych niepewnych "pandemicznych" czasach. Po trzecie - południowe dekanaty eparchii metropolitalnej charakteryzują się małą liczbą wiernych, niekorzystną strukturą wiekową, niekoniecznie dużym stopniem zamożności, do czego dochodzi konieczność utrzymywania szeregu zabytkowych cerkwi. Zrozumiałym jest, że w takiej sytuacji eparchia metropolitalna potrzebuje terenów nowej emigracji, z aglomeracją warszawską na czele. "Tak krawiec kraje, jak mu materii staje". Wydaje się jednak, że nie można w tej sytuacji zaniedbać starań o budowę cerkwi konkatedralnej w stolicy oraz o powołanie rezydującego tam biskupa pomocniczego, którego ważnym zadaniem, poza koordynacją opieki nad wiernymi aglomeracji stołecznej, byłaby reprezentacja UKGK w stolicy kraju, również w kontaktach z władzami RP.


2) Nowy podział, przy okazji którego jedna z eparchii dotyczasowej zmieniła nieco nazwę, był okazją do tego, by naprawić dotychczasowe zaniedbania i uwzględnić fakt rozpościerania się jurysdykcji UKGK na tereny dawnej eparchii chełmskiej z Chełmem. Oczywiście, skoro tereny te pozostały w eparchii metropolitalnej (a nie np. weszły do postulowanej przeze mnie eparchii ze stolicą w Warszawie), to jedynym możliwym rozwiązaniem byłaby tu zmiana nazwy eparchii metropolitalnej przez dodanie trzeciego członu "-chełmska". Oczywiście, można to przeprowadzić i osobno, poza cyrkumskrypcją, jednakże pozostaje rzeczą oczywistą, że moment cyrkumskrypcji byłby dogodniejszy, zatem niestety zmarnowano bezpowrotnie nadarzającą się okazję, by w sposób symboliczny zaznaczyć, że zbrodnia reżimu rosyjskiego z 1875 r. nie udała się do końca, że chełmska eparchia greckokatolicka "nie wszystka umarła", ba - na jej XIX-wiecznym terytorium (dzięki imigracji) struktury greckokatolickie znajdują się w stadium rozwoju. Zmiana nazwy diecezji nie jest rzeczą kosztowną, ot - wymiana pieczątek i blankietów oraz ewentualnie korekta wpisów w księgach wieczystych nieruchomości należących do eparchii (jako takiej, bo parafialnych już nie). Niestety, poziom świadomości historycznej decydentów hierarchicznych nie dorównuje standardom wyznaczanym przez Andrzeja Szeptyckiego czy Józefa Slipego (z których żaden by nigdy "nie odpuścił" tej sprawy), ani nawet poziomowi współczesnego UKGK w Ukrainie, gdzie tworząc eparchię ze stolicą w Chmielnickim (dawnym Proskurowie/Płoskirowie) obejmującą obwód chmielnicki, mimo wszystko nadano jej tytuł eparchii kamienieckiej, choć w rzeczy samej samodzielna eparchia w Kamieńcu istniała mniej niż 100 lat (poł./II poł. XIV w.  - po 1434), a potem przez lat kilkaset Kamieniec Podolski był tylko ostatnim członem tytulatury biskupów halickich (od 1539 r. - lwowskich); po odnowieniu metropolii halickiej metropolici tytułowali się wprawdzie "metropolitami halickimi, arcybiskupami lwowskimi i biskupami Kamieńca Podolskiego", jednak realnie nawet nie sprawowali jurysdykcji nad Kamieńcem, odciętym granicą Cesarstwa Rosyjskiego, gdzie unię skasowano w 1839 r. Zupełnie inny ciężar gatunkowy ma tradycja chełmska, wielusetletniej samodzielnej eparchii, jaśniejącej postaciami wielkich arcypasterzy, jak Metody Terlecki, Jakub Susza, Porfiry Skarbek-Ważyński, Ferdynand Ciechanowski, intelektualistów jak ks. Paweł Szymański (1782-1852), wreszcie męczenników, tych oficjalnie beatyfikowanych, ale i tysięcy męczenników i wyznawców nie mniej realnych, czasem znanych z nazwiska, a czasem i nie, którzy dzielnie opierali się rosyjskiemu uciskowi religijnemu w latach 1875-1905. Już choćby z powodu, że w tych ciężkich czasach eparchia przemyska nie pomogła eparchii chełmskiej (ba - z jej terenów przyszedł do Chełma niejeden kapłan i niejeden kleryk, którzy następnie włączyli się gorliwie w szeregi prześladowców!), powinna nastąpić jakaś refleksja moralna i symboliczne zadośćuczynienie. Niestety, na razie nic takiego nie nastąpiło. Cały czas jednak otwarta jest furtka do symbolicznego "wskrzeszenia" eparchii chełmskiej i to na 2 (zasadniczo wykluczające się) sposoby:

a) ten, o którym mowa wyżej, czyli dodanie trzeciego członu nazwy eparchii metropolitalnej - przy czym należałoby jednocześnie wystarać się u Stolicy Rzymskiej o zniesienie ustanowionego za Benedykta XVI tytularnego biskupstwa chełmskiego tradycji łacińskiej;

b) wystaranie się u Stolicy Rzymskiej o zniesienie tytularnego łacińskiego biskupstwa chełmskiego i ustanowienie tytularnego biskupstwa chełmskiego tradycji bizantyjsko-ukraińskiej, najlepiej w ten sposób, by na taką stolicę tytularną mianowani byli ex officio biskupi pomocniczy eparchii metropolitalnej rezydujący w Warszawie.  

 

Na koniec wniosek natury personalno-kadrowej. Nowy biskup jest moim rówieśnikiem. Im młodsze pokolenia kapłanów UKGK w RP będziemy rozpatrywać, tym mniejszy wśród nich odsetek celibatariuszy. A trzeba pamiętać, że nie każdy kapłan-celibatariusz, nawet jeśli ma spełnione inne warunki formalne (wiek minimum 35 lat, staż kapłański nie krótszy niż 5 lat, doktorat lub licencjat kościelny ew. "biegłość" w jakiejś "świętej dyscyplinie"), nadaje się na biskupa. Zatem należy już rozpocząć u władz RP starania, by na przyszłość nominacje biskupie w naszej metropolii zwolnione były od rygoru art. 7 ust. 3 Konkordatu z 1993 r., tj. wymogu posiadania obywatelstwa polskiego. W przypadku obywateli obcych powinien wystarczyć przepis analogiczny do art. 14 ust. 4 ustawy z 17 maja 1989 r. o gwarancjach wolności sumienia i wyznania - czyli uprzednie zgłoszenie kandydatury ministrowi właściwemu do spraw wyznań religijnych i 60 dni dla ministra na wyrażenie zastrzeżeń (brak zastrzeżeń w ww. terminie jest równoznaczny z udzieleniem zgody). Inaczej na przyszłość możemy mieć kłopoty z obsadą naszych 3 eparchij, których arcypasterze osiągną kanoniczny wiek emerytalny w latach 2032, 2036 i 2048.