piątek, 12 lipca 2013

Wyznania w Polsce wg. danych spisu powszechnego z 2011 r.

Tematyka statystyczno-wyznaniowa gościła już na moim blogu: zamieszczałem tu swego czasu tabelkę statystyczną opracowaną przez Nuncjaturę warszawską, opublikowaną w 1994 r. oraz mój artykuł o statystyce UKGK w Polsce 1988-2013, zamieszczony pierwotnie w Kalendarzu "Błahowista" za 2013 r.

W dniu wczorajszym w serwisie Ekumenizm.pl ukazał się mój artykuł "Wyznania w Polsce wg. spisu powszechnego z 2011 r.". Ponieważ publikacja ta pod względem technicznym daleka jest od doskonałości, postanowiłem zamieścić ów tekst także i tutaj:




Statystyka wyznaniowa w Polsce współczesnej w świetle Narodowego Spisu Powszechnego z 2011 r.

NSP 2011 był pierwszym od 80 lat polskim spisem powszechnym, w którym pojawiło się  pytanie o przynależność wyznaniową respondenta.  Było to pytanie fakultatywne. Można było:  1) odmówić udzielenia odpowiedzi lub 2)  podać wyznanie, do którego się należy lub też 3) zadeklarować bezwyznaniowość.

Podkreślić należy, iż NSP 2011 przewidywał zastosowanie 2 typów ankiet spisowych: „pełnej” i „reprezentacyjnej”. Pytanie o wyznanie zawarte było jedynie w wersji reprezentacyjnej badania spisowego. Wersja ta miała objąć zaledwie 20 % ludności. Stąd też wyniki uzyskane w spisie są swego rodzaju ekstrapolacją wyników owej cząstkowej ankiety na sumaryczny wynik badania. Nie podważając metodologii, zastosowanej przez GUS do wyliczeń, które będą zaprezentowane poniżej, wypadało jednak zasygnalizować, że dane wyznaniowe zebrane w ramach NSP 2011 miały charakter quasi-sondażowy i być może w tym fakcie dopatrywać się można źródła pewnych „niespodzianek” zawartych w opublikowanych przez GUS w opracowaniu Ludność. Stan i struktura demograficzno-społeczna. Dla uzyskania pełniejszego obrazu sytuacji dane NSP 2011 dotyczące poszczególnych społeczności wyznaniowych skonfrontowane zostaną  poniżej z danymi pochodzącymi z GUS-owskiej publikacji Wyznania Religijne - Stowarzyszenia Narodowościowe i Etniczne w Polsce 2009-2011, w której zawarto autodeklaracje poszczególnych wspólnot wyznaniowych w przedmiocie liczby członków.

Ogółem spis objął 38 mln. 512 tys. osób, spośród których aż 2 mln. 734 tys. (7,1 %) odmówiło odpowiedzi na pytanie o przynależność wyznaniową. Dla całkiem sporej grupy, bo aż dla 627 tys. (1,63 %), nie udało się ustalić przynależności wyznaniowej. Jak wyjaśnia GUS, „są to przede wszystkim przypadki osób, które w trakcie badania spisowego przebywały za granicą, a także mieszkańcy obiektów zbiorowego zakwaterowania i bezdomni, którym nie zadawano większości pytań spisowych, w tym – pytania o wyznanie”.

Odpowiedzi na pytanie dotyczące wyznania udzieliło zatem 35 mln. 151 tys. osób, czyli 91,27 % ludności, z czego do bezwyznaniowców zalicza się 929 tys. osób, czyli  2,41 % ludności. Do poszczególnych wyznań należy więc według danych spisowych 34 mln. 222 tys. osób, tj. 88,86 % ludności Polski.

Statystyczną palmę pierwszeństwa dzierży – co do tego chyba nikt nie mógł mieć wątpliwości – Kościół rzymskokatolicki, inaczej „Kościół Katolicki – obrządek łaciński”. Obejmuje on 33 mln. 729 tys. wiernych, co stanowi 87,58 % ludności. Sam Kościół rzymskokatolicki zadeklarował GUS-owi w 2011 r., iż jego wierni stanowią 95,5 % ludności (nie podając liczby bezwzględnej). Jak widzimy, w świetle NSP 2011 procent ten jest niższy o ok. 8 pkt. Co ciekawe, Kościół rzymskokatolicki istotnie liczy sobie  95,95 % - ale nie ludności Polski, lecz osób, które odpowiedziały na pytanie o przynależność wyznaniową.

Pozycja nr 2 – tu również nie ma niespodzianki: „[Polski Autokefaliczny] Kościół Prawosławny”. Sporym jednakże zaskoczeniem dla osób znających statystykę PAKP jedynie z autodeklaracji tego Kościoła jest liczba wiernych wynikająca z danych spisowych: zaledwie 156 tys. (0,41 % ludności). Dla porównania: sam PAKP podał do GUS-u liczbę 504 tys. 150 wiernych, czyli ponad trzykrotnie większą. Do sprawy tej powrócę w zakończeniu.

Na trzecim miejscu uplasował się Związek Wyznania Świadków Jehowy ze 137 tys. wiernych (0, 36 % ludności). Sami jehowici podali 129 tys. 270 jako liczbę „głosicieli”, czyli pełnoprawnych, ochrzczonych członków Związku w 2011 r. Być może tutaj właśnie tkwi źródło lepszego wyniku w spisie – wynik NSP odzwierciedlać może tych adeptów ZWŚJ, którzy już utożsamiają się z doktryną jehowicką, biorą udział w życiu tej społeczności, ale jeszcze nie zostali pełnoprawnymi „głosicielami”. Oczywiście może to być też przeszacowanie wynikłe z winy GUS.

Podobnie rzecz się ma z czwartą grupą wyznaniową w kraju: Kościołem Ewangelicko-Augsburskim (luterańskim), liczącym sobie wg. spisu 71 tys. wiernych (0,18 % ludności), podczas gdy sam KE-A w 2011 r. deklarował 61 tys. 738 wiernych. Być może nastąpiło przeszacowanie z winy GUS, być może sam KE-A nieco zbyt rygorystycznie „urealnił” swą statystykę (dla porównania: w r. 2000 deklarował 87 tys. 300 wiernych, w 2005 – już 77 tys. 500 członków, zaś w roku 2009 liczba luteranów wynosić miała 75001). Możliwym wyjaśnieniem jest też fakt, iż parafie luterańskie nie są w Polsce rozsiane równomiernie (dotyczy to właściwie wszystkich większych grup wyznaniowych w RP, poza rzymskimi katolikami). Spore połacie kraju są ich pozbawione (przykład: całkiem spore województwo lubelskie liczy sobie 1 parafię – w stolicy województwa, z 1 filiałem – w małej wiosce przygranicznej). Spory „naddatek” luterańskich wiernych może być zatem pochodną ich diasporalnego statusu, który sprawia, że wielu ewangelików augsburskich po prostu „wypada” z ewidencji parafialnej, nie przestając jednak odczuwać związku z luteranizmem.

Piąte miejsce zajął Kościół greckokatolicki, inaczej „Kościół Katolicki – obrządek bizantyjsko-ukraiński”, czyli metropolia przemysko-warszawska Ukraińskiego Kościoła Greckokatolickiego. Wg. spisu liczba grekokatolików w Polsce wynosi 33 tys. (0,09 %), przy czym dotyczy to wiernych UKGK, a nie innych katolików tradycji bizantyjskiej, w szczególności neounitów, ujętych w spisie jako osobna pozycja. GUS w publikacji Wyznania Religijne - Stowarzyszenia Narodowościowe i Etniczne w Polsce 2009-2011 podał liczbę wiernych zaczerpniętą z Annuario Pontificio 2012 – 55 tys. Dodać wszakże należy, iż moje własne – a zatem przez greckokatolickiego duchownego dokonane – szacunki, publikowane w oficjalnych wydawnictwach UKGK, opiewały na maksymalnie 31 tys. wiernych na początku XXI w., jeszcze przed akcesją RP do WE i falą masowych wyjazdów do pracy na Zachodzie. Do problemu powrócę w zakończeniu tego artykułu.

Miejsce szóste należy do Kościoła Zielonoświątkowego – 26 tys. wiernych (0,07 % ludności). Co ciekawe, także i tym przypadku dane spisowe są bardziej optymistyczne od autodeklaracji (22 tys. 429 wiernych w 2011 r.). Być może powodem takiego wyniku są deklaracje osób jeszcze nie ochrzczonych, a już utożsamiających się z KZ – podobnie jak to (hipotetycznie) było w przypadku Świadków Jehowy?

Na miejscu siódmym – ostatnim wśród imiennie wskazanych wspólnot wyznaniowych  –  GUS umieścił Starokatolicki Kościół Mariawitów z 10 tys. (na s. 101 opracowania dodano „niespełna”), co stanowi 0,03 % ludności. Sam SKM deklarował wobec GUS liczbę 23 tys. 436 wiernych, czyli ponad dwukrotnie więcej.  Co jest przyczyną tak dużej rozbieżności? Piszący te słowa nie czuje się kompetentnym, by odpowiedzieć na to pytanie.

Na mariawitach „płockich” kończy się GUS-owska lista największych grup wyznaniowych. Członkowie wszystkich pozostałych konfesji razem wzięci według danych spisowych liczą sobie jedynie 59 tys. (0,15 % ludności).

Jak widzimy, wstępne dane spisowe mają charakter fragmentaryczny. Być może już jesienią 2013 r. pojawi się pełniejsze opracowanie danych spisowych nt. wyznań. Dopóki go nie ma, bez odpowiedzi pozostają pytania np. o to, gdzie „podziały się” wspólnoty takie, jak Kościół Polskokatolicki (deklarujący 20 tys. 402 wiernych w 2011 r.) czy Kościół Adwentystów Dnia Siódmego (odpowiednio 9 tys. 654 wiernych)? Czy dane uzyskane w ramach NSP 2011 w przypadku tych dwóch wyznań były na tyle niższe od 10  tys. wiernych, że spowodowały nieuwzględnienie tych wspólnot wśród największych wyznań w Polsce? A może lista siedmiu wspólnot, od rzymskich katolików po mariawitów „płockich”, niekoniecznie odzwierciedla rzeczywistą strukturę liczebności poszczególnych grup wyznaniowych? Jeśli sięgniemy do wersji demo formularza spisowego  (ma być dostępna w internecie do 25 lipca 2013 r.), to łatwo możemy stwierdzić, że gdy na s. 10 formularza osobowego pojawia się „wyznaniowe” pytanie nr 4, to po wybraniu wariantu „należę do:” pojawia się do wyboru lista…tychże samych siedmiu wyznań, niemal w tej samej kolejności (jedyna różnica: zielonoświątkowcy na ostatnim miejscu). Ósmym punktem do wyboru jest „inne” – ale tu już trzeba wybrać z listy (ew. wpisać własną opcję). Być może zatem to, co prezentuje GUS, niekoniecznie jest rzeczywistym wykazem wyznań liczących od („niespełna”) 10 tys. wiernych w górę, ile zestawieniem statystyki tych wspólnot, które z góry uznano za „wiodące”? Może w bardziej szczegółowych opracowaniach, które mają się niezadługo ukazać, liczba polskokatolików czy adwentystów „głównego nurtu” okaże się również bliska 10 tys. (a może, zwłaszcza w przypadku pierwszej grupy, nawet i wyższa)? Skądinąd nie można wykluczyć, że takie właśnie sformułowanie ankiety mogło wpływać sugerująco na rachmistrzów czy osoby dokonujące samospisu – powodując albo deklarowanie przynależności do któregoś z wyznań „głównej listy”, albo też np. odmowę udzielenia odpowiedzi? Przypominam, że odpowiedzi odmówiły 2 mln. 734 tys. osób, zaś liczba członków wszystkich grup wyznaniowych poza Kościołem rzymskokatolickim ma wg. spisu wynosić ledwie 493 tys., czyli ponad 5 razy mniej.

Osobnym, złożonym problemem jest statystyka prawosławnych i grekokatolików. Na jej temat opublikowałem był w nr 21 tygodnika ukraińskiego „Nasze Słowo” z 26 maja 2013 r. artykuł Kościoły w spisie ludności 2011 r. Z uwagi na to, że dostępny jest on jedynie w języku ukraińskim, w Polsce mało znanym, postaram się jego zasadnicze tezy przedstawić w osobnym tekście polskojęzycznym.

niedziela, 23 czerwca 2013

Moje stanowisko wobec problemu "Wołynia"

Na łamach ukazującego się w Warszawie tygodnika ukraińskiego "Nasze Słowo" tematyka zbrodni zwanych potocznie acz nieściśle "wołyńskimi" doczekała się ostatnio licznych publikacji. Ba, powstał nawet na stronie internetowej "NS" osobny dział - "Wołyń 1943".

W jednym z tych artykułów Autor - nie należący do Redakcji - poświęcił jedno zdanie mojej osobie oraz mym poglądom na kwestię "wołyńską".  Uznałem za stosowne napisać replikę, prostującą dane na temat mej osoby i precyzującą, na czym zasadza się me stanowisko w kwestii "Wołynia" - Redakcja zaś ową replikę opublikowała w nr 25/2013 tygodnika (z datą dzisiejszą).

Ponieważ w tekście opublikowanym redaktor stylistyczny wprowadził pewne zmiany - nie naruszające zresztą w niczym zasadniczego sensu mej wypowiedzi, ale nieco zniekształcające mój styl - postanowiłem opublikować poniżej wersję oryginalną, skopiowaną i wklejoną prosto z pliku wysłanego niegdyś do Redakcji:





                                               «Волинь» - моя позиція


Пан Михайло Шумада з Ольштина у своїх Вільних зауваженнях... («НС» № 21 від 26 травня 2013) присвятив моїй особі та поглядам ось таке речення: 

Диякон Петро Сивицький з Люблина (викладач теологічних дисциплін для студентів) вважає, що українці повинні офіційно признатися до вбивств поляків на Волині і засудити цей ганебний злочин: це був би необхідний акт «морального самоочищення української нації».

П. Шумада назвав мене серед трьох прикладів «католицьких ієрархів вищого рівня», погляди яких на «Волинь» йому не подобаються - зараз після латинського львівського архиєпископа М. Мокшицького, а перед сумнозвісним о. ТІ-З.
Я очевидно, вдячний ольштинському дописувачеві за визнання мене «ієрархом вищого рівня» (як диякон, перебуваю якраз на найнижчому щаблі ієрархічної драбини). Проігнорував би також помилку щодо мого заняття: я за першою освітою історик і викладаю лише історію й архівістику, які вочевидь до «теологічних дисциплін» не належать. Але це, що написав про мої погляди стосовно «волинського питання», вимагає з мого боку репліки.

Моя позиція – позиція християнина і українця. Християнина – вірного і священнослужителя Української Греко-Католицької Церкви. Українця, який зараховує себе не до націоналістичної, а до християнсько-консервативної школи суспільно-політичного мислення, який схиляє голову перед постатями В’ячеслава Липинського і Андрея Шептицького, а не Д. Донцова чи С. Бандери.

Як християнин не визнаю колективної відповідальности. «Признаватися» і каятися мали б ті, що скоїли злочини, порушуючи Божу заповідь «Не вбивай». З непричетних досить, коли не будуть злочинів заперечувати, вибілювати, виправдовувати, промовчувати, а злочинців прославляти як героїв. У кожному катихизмі, навіть у катихизмовій частині молитовника, знайти можна перелік т.зв. чужих гріхів: 1. Наказувати гріх 2. Спонукувати до гріха 3. Дораджувати до гріха 4. Дозволяти на гріх 5. Допомагати до гріха 6. Не карати за гріх 7. Гріх боронити 8. Гріх хвалити 9. На гріх мовчати. Отож, хто сам не мордував, мав би лише стриматися від отого чужого гріха. Звичайно, похвально було б крім того – в кого є змога – включитися в процес «вигоювання ран» через спільну молитву, допомогу родинам жертв у впорядкуванні місць поховання тощо. Треба водночас мати свідомість, що діяльність ОУН-Б та «другої» УПА була суто регіональним явищем і абсолютна більшість українців (тодішніх і теперішніх) зовсім непричетна до «волинських» чи пак «волинсько-галицьких» подій. Отож більшості українців, якщо треба морально очищуватися (а це потрібно кожному, адже всі ми грішні), то не у зв’язку з «Волинню».  

Як українець, не погоджуюся на поділ жертв на кращі й гірші, тобто, відповідно, вбиті в рамках «жорстокого ґеноциду» та «справедливої відплати». Хай перших було більше за других, хай і дійсно дії ОУН та УПА були ґеноцидом, а дії польських «месників» - «лише» воєнним злочином: невинній, мирній людині зовсім байдуже, чи її вбивають у рамках «ґеноциду» чи «воєнного злочину».    Я також принципово проти того, щоби моральну проблематику зв’язану зі злочинами українських інтегральних націоналістів зводити лише до вбивств польського населення. На жаль, ми зараз є свідками цього: у різних заявах українських церковних ієрархів і суспільних діячів, мовиться про вбивства поляків (не зовсім ясно ким), автори й «підписанти» простягають полякам руку, навіть «прощають і просять прощення». Питання ж українських жертв ОУН-Б вищеназваними представниками української еліти просто ігнорується. У сучасній Україні про це резонансно говорять мабуть лише т.з. антифашисти, звідти ж певно і в самого п. М. Шумади таке переконання, що, мовляв, звинувачення «націоналістичного руху» у винищенні також українців – це «традиційне і завжди брехливе» діло Москви. Нібито писане Митр. Андреєм у 1942 р. про «вбивство брата-громадянина», нібито післявоєнні мельниківські та бульбівські спогади про жорстоке винищування бандерівцями політичної конкуренції – все московських рук твори. Це або вищого сорту наївність, або моральна зрада тих українців, які загинули за те, що хотіли України «не такої» чи не тим самим «Вождем» очоленої. Це, свідоме чи ні, фальшування рідної історії. Прикро, що до такого прикладають руку і представники Церков – адже Церква Христова якраз і покликана бути моральним орієнтиром суспільства, а дане питання, крім суто історичного аспекту (який, утім, має сам по собі чимале виховне значення), має і аспект цілком сучасний. Адже в сучасній Україні діють політичні сили, які посилаються на традиції та ідеологію інтегрального націоналізму. Зводячи всі моральні контроверсії докола цього ж націоналізму до «українсько-польського конфлікту», не відмежовуючися вчасно від інтегрального націоналізму як такого, представники Церков ризикують хоча б тим, що на випадок яскравих розходжень між націоналістичною владою і Церквою, коли Церква з огляду на основні свої приципи скаже націоналістичній владі Non possumus! – не отримає належної підтримки з боку власних вірян, яким у свій час не було надано відповідної вакцини проти націоналістичного віруса.       

Накінець нагадаю ще одну подію з вересня 1939 р. У с. Коросно біля Перемишлян місцеві українці, користуючися моментом анархії після вторгнення совєтів, пограбували тамошніх польських колоністів. От, «було ваше – тепер наше». Пограбували тільки, не вбивали. Проте коли довідався про це бл. Омелян Ковч (1884-1944), парох Перемишлян і Коросна, його реакція була ясна і недвозначна: сказавши людям, що таким чином вони виявили марність його душпастирської праці («я вас виховував на добрих людей, добрих українців – а виховав голоту»), наказав віддати забрані речі. А не був це «хрунь» чи «угодовець» - це був колишній капелан УГА, діяч міжвоєнного періоду, неодноразово репресований польськими властями. Цікаво, якими словами окреслив би винуватців масових убивств мирного населення, коли б дожив до 1943/44 р. на волі. Можемо припускати, що ці слова не були б лагіднішими, ніж ті з 1939 р. І саме ця «лінія» священномученика Омеляна, разом із ученням Митрополита Андрея, є для мене надійним дороговказом, якщо ідеться про оцінку трагічгих подій сорокових років.

диякон Петро Сивицький



A oto wersja polskojęzyczna, powstała z inicjatywy Pana Wiesława Tokarczuka:




„Wołyń” – moje stanowisko
 

Pan Michał Szumada z Olsztyna w swoich „Swobodnych uwagach...” („Nasze Słowo" № 21 z 26 maja 2013 r.) poświęcił mojej osobie i poglądom takie oto zdanie:


Diakon Piotr Siwicki z Lublina (wykładowca dyscyplin teologicznych dla studentów) uważa, że Ukraińcy powinni oficjalnie przyznać się do mordowania Polaków na Wołyniu i potępić tę haniebną zbrodnię: byłby to konieczny akt „moralnego samooczyszczenia narodu ukraińskiego".

P. Szumada wymienił mnie wśród trzech przykładów „katolickich hierarchów wysokiej rangi”, których poglądy na temat  „Wołynia” nie podobają mu się  -  zaraz po łacińskim arcybiskupie lwowskim M. Mokrzyckim, a przed cieszącym się smutną sławą ks. T. I.-Z.

Ja, oczywiście, jestem wdzięczny olsztyńskiemu autorowi za uznanie mnie za „hierarchę wysokiej rangi" (jako diakon, znajduję się akurat na najniższym szczeblu drabiny hierarchicznej). Zignorowałbym także błąd w przedmiocie mego zajęcia: jestem  z  pierwotnego wykształcenia historykiem i wykładam jedynie historię i archiwistykę, które do „dyscyplin teologicznych" oczywiście nie należą. Ale to, co [p. Szumada] napisał o moich poglądach na „kwestię wołyńską" wymaga repliki z mej strony.  

Moje stanowisko  -  to stanowisko chrześcijanina i Ukraińca. Chrześcijanina – wiernego i duchownego Ukraińskiego Kościoła Greckokatolickiego.  Ukraińca, który zalicza siebie nie do nacjonalistycznej, ale do chrześcijańsko-konserwatywnej szkoły myśli społeczno-politycznej,  który chyli głowę przed postaciami Wacława Lipińskiego [Wiaczesław Łypynśkyj, 1882-1931]  i Andrzeja Szeptyckiego, a nie Dymitra Doncowa czy Stefana Bandery.

Jako chrześcijanin nie uznaję zasady odpowiedzialności zbiorowej. „Przyznawać się" i kajać winni ci, którzy popełnili zbrodnie, naruszając Boże przykazanie „Nie zabijaj". Jeśli chodzi o ludzi nie mających udziału w zbrodniach, to wystarczy, że nie będą zbrodni negować, wybielać, usprawiedliwiać i przemilczać, a zbrodniarzy gloryfikować jako bohaterów. W każdym katechizmie, a nawet w katechizmowym rozdziale modlitewnika, można znaleźć listę tak zwanych cudzych grzechów cudzych:

1. Nakazywać grzech;
2. Nakłaniać do grzechu;
3. Doradzać popełnienie grzechu;
4. Zezwalać na grzech;
5. Pomagać w grzechu;
6. Nie karać za grzech;
7. Bronić grzechu;
8. Pochwalać grzech;
9. Milczeć w obliczu grzechu.

Zatem ten, kto osobiście nie mordował, powinien tylko powstrzymać się od popełniania owych  grzechów cudzych. Oczywiście, byłoby to godne pochwały, gdyby ponadto każdy, kto ma taką możliwość, zaangażował się w proces „gojenia ran" poprzez wspólną modlitwę, pomoc dla rodzin ofiar w porządkowaniu miejsc pochówku i tak dalej. Jednocześnie musimy mieć świadomość, że działalność OUN-B i „drugiej" UPA była zjawiskiem stricte regionalnym i absolutna większość Ukraińców (ówczesnych i współczesnych) nie miała i nie ma nic wspólnego z wydarzeniami „wołyńskimi" czy raczej „wołyńsko-halickimi". Większość Ukraińców, o ile potrzebuje moralnego oczyszczenia (a ono potrzebne jest każdemu, bo wszyscyśmy grzeszni), to nie w związku z „Wołyniem".

Jako Ukrainiec nie zgadzam się na podział ofiar na lepsze i gorsze, to jest, odpowiednio, zamordowane w ramach „okrutnego ludobójstwa" i „sprawiedliwego odwetu". Niechże tych pierwszych będzie więcej niż drugich, niech rzeczywiście działania OUN i UPA będą ludobójstwem, a działania polskich „mścicieli" – „tylko" zbrodniami wojennymi: dla niewinnego, spokojnego człowieka to zupełnie obojętne, czy zabijają go w ramach „ludobójstwa" czy „zbrodni wojennej". Jestem także zasadniczo przeciwny temu, aby problematykę moralną związaną ze zbrodniami  ukraińskich integralnych nacjonalistów sprowadzać wyłącznie do mordów na ludności polskiej. Niestety, obecnie jesteśmy tego świadkami: w różnych oświadczeniach ukraińskich hierarchów kościelnych i działaczy społecznych mówi się o mordowaniu Polaków (nie do końca wiadomo przez kogo), ich autorzy i sygnatariusze wyciągają do Polaków rękę, nawet „przebaczają i proszą o przebaczenie"  -  natomiast kwestia ukraińskich ofiar OUN-B przez wyżej wymienionych przedstawicieli ukraińskiej elity jest po prostu ignorowana. We współczesnej Ukrainie szerokim echem w tej sprawie odbija się chyba tylko głos tak zwanych antyfaszystów, stąd też zapewne wziął się pogląd p. M. Szumady, że oskarżanie „nacjonalistycznego ruchu" o eksterminację także Ukraińców, to „tradycyjne i zawsze fałszywe" dzieło Moskwy. Tak, jak gdyby to, co pisał  Metropolita Andrzej w 1942 roku o „zabójstwie brata-współobywatela", jak gdyby powojenne wspomnienia melnykowców i bulbowców o brutalnym eksterminowaniu konkurencji politycznej przez banderowców - wszystko to wyszło spod moskiewskiej ręki. Jest to albo naiwność najwyższego stopnia, albo moralna zdrada tych Ukraińców, którzy zginęli za to, że chcieli Ukrainy „nie takiej" lub z niewłaściwym „Wodzem" na czele. Jest to, świadome lub nie, fałszowanie ojczystej historii. Szkoda, że przykładają do tego rękę także przedstawiciele Kościołów – ponieważ właśnie Kościół Chrystusowy jest powołany do roli moralnego drogowskazu społeczeństwa, a przedmiotowy problem, oprócz swego czysto historycznego aspektu (który zresztą sam w sobie posiada duże znaczenie wychowawcze), ma również aspekt bardzo współczesny. We współczesnej Ukrainie działają przecież siły polityczne, które odwołują się do tradycji i ideologii integralnego nacjonalizmu. Redukując wszelkie moralne kontrowersje wokół tegoż nacjonalizmu do „konfliktu ukraińsko-polskiego", nie odcinając się w porę od integralnego nacjonalizmu jako takiego, przedstawiciele Kościołów ryzykują chociażby tym, iż w przypadku rażących różnic pomiędzy nacjonalistyczną władzą a Kościołem, kiedy Kościół ze względu na swoje fundamentalne zasady powie nacjonalistycznej władzy Non possumus!  -  nie otrzyma należytego wsparcia od swych własnych wiernych, którym w swoim czasie nie podano odpowiedniej szczepionki przeciwko nacjonalistycznemu wirusowi.

Na koniec przypomnę jeszcze pewne wydarzenie z września 1939 roku. W wiosce Krosienko (ukr. Korosno) w pobliżu Przemyślan miejscowi Ukraińcy, wykorzystując moment anarchii po wtargnięciu Sowietów, ograbili tamtejszych polskich kolonistów. Ot, „było wasze - teraz nasze". Ograbili tylko, nie zabijali. Gdy jednak dowiedział się o tym błogosławiony Emilian Kowcz (1884-1944), proboszcz Przemyślan i Krosienka, jego reakcja była jasna i jednoznaczna: mówiąc ludziom, że w ten sposób pokazali daremność jego pracy duszpasterskiej („ja was wychowywałem na dobrych ludzi, dobrych Ukraińców – a wychowałem hołotę"), polecił zwrócić zabrane rzeczy.

A nie był to chruń czy „ugodowiec"  -  to był kapelan Ukraińskiej Armii Halickiej, działacz okresu międzywojennego, wielokrotnie represjonowany przez polskie władze. Ciekawe, jakimi słowami określiłby winnych masowych mordów cywilnej ludności, gdyby dożył do lat 1943-1944 na wolności?  Można przypuszczać, że te słowa nie byłyby łagodniejsze, niż owe z 1939 roku. I ta „linia" kapłana-męczennika Emiliana, wraz z nauczaniem Metropolity Andrzeja,  jest dla mnie niezawodnym drogowskazem, gdy mówimy o ocenie tragicznych wydarzeń lat czterdziestych.

diakon Piotr Siwicki

 
  

czwartek, 20 czerwca 2013

(Niektóre) zawiłości wschodniego katolicyzmu wyjaśnia ks. Bogdan Pańczak

Terra incognita wschodniego katolicyzmu. Krótki przewodnik

Bliska wizyta (27-29 czerwca), z jaką przybędzie do Polski zwierzchnik Ukraińskiego Kościoła Greckokatolickiego Światosław Szewczuk, niewątpliwie wywoła duże zainteresowanie środków masowego przekazu. Będzie to bowiem nie tylko wydarzenie religijne – obchody  1025. rocznicy Chrztu Rusi-Ukrainy, ale i historyczne, związane z 70. rocznicą tragedii wołyńskiej. Złą tradycją jest nonszalancja mediów w ukazywaniu realiów Kościołów wschodnich, w szczególności grekokatolików. Telewizja publiczna, jak każdego roku, informowała na początku maja o świętowaniu Wielkanocy przez wschodnich chrześcijan. Słowa poświęcone prawosławnym zilustrowano materiałem filmowym… z greckokatolickiej cerkwi w Lublinie, zgodnie z zasadą znaną z dziedziny sportowej: „co innego widzisz, co innego słyszysz”. Brak profesjonalizmu owocuje czasem sytuacjami anegdotycznymi, jak kilka lat temu, gdy jedna z pomorskich gazet opisywała liturgię Wielkiego Piątku u grekokatolików. Wyłożenie do adoracji płaszczanicy, czyli ikony na płótnie przedstawiającej Chrystusa złożonego do grobu, przemieniło się w „wyłożenie płaszcza Nyci”. Proponujemy krótką „ściągawkę”, która powinna pomóc w nawigacji po terra incognita wschodniego katolicyzmu.
  
A Arcybiskupstwo Większe (Arcybiskup Większy) – forma organizacyjna Ukraińskiego Kościoła Greckokatolickiego (UKGK), jedna z kilku, w jakich istnieją →Katolickie Kościoły Wschodnie. Niższa od →Patriarchatu, wyższa od Metropolii.  Kościół arcybiskupi większy to Kościół wschodni sui iuris (swego prawa), któremu przewodniczy metropolita stolicy określonej lub uznanej przez najwyższą władzę kościelną, a któremu nie został nadany tytuł patriarszy. Do Kościołów arcybiskupich większych i arcybiskupów większych ma zastosowanie to, co odnosi się w prawie wspólnym do Kościołów patriarchalnych i patriarchów.

B Białoruś Po Unii Brzeskiej (1596) to głównie ziemie białoruskie były terenem, gdzie zjednoczona z Rzymem Metropolia Kijowska rozwijała się najdynamiczniej. Tak widzi skutki zniszczenia Kościoła greckokatolickiego białoruski badacz: „Główną zasługą Unii było to, że w specyficznych warunkach historii białoruskiej była ona faktycznie jedyną instytucją zjednoczenia narodowego. Przez swoje środki, w tym sztukę, kształtowała ona główne cechy charakteru narodowego: tolerancję, miłość do Ojczyzny, szczerość, szacunek do pracy i nauki, a przede wszystkim – głęboką wiarę. Dlatego zniesienie Unii było tragedią narodową. Doprowadziło do zatracenia przez naród białoruski swej godności i swej świadomości narodowej. Ciężkie rany zadane zniesieniem Unii pozostają nie zaleczone do dziś”(Jury Chadyka, „Kulturotwórcza rola Unii Brzeskiej na Białorusi”, w: „Unia Brzeska z perspektywy czterech stuleci”, red.wyd. KUL, Lublin 1998, s. 1770).

C Cerkiew Choć Rada Języka Polskiego zatwierdziła używanie nazwy „Cerkiew” w znaczeniu „ogółu wiernych, wspólnoty religijnej, instytucji”, to warto ignorować tę nieprzemyślaną decyzję i pozostać przy stosowaniu cerkwi i pochodnych w odniesieniu do architektury, muzyki i sztuki wschodniochrześcijańskiej. W imię niewprowadzania dodatkowych podziałów w i tak podzieloną Ekklesię.

D Davies Norman, prof., o grekokatolikach: „Chrześcijaństwo europejskie nie było jednak nigdy jednością. Różnice w obrzędach Kościoła łacińskiego i greckiego utrwaliły się w 1054 roku w postaci trwałej schizmy. Temu »skandalowi w łonie chrześcijaństwa« nie zaradzono do dziś. Ponawiane od soboru florenckiego wysiłki na rzecz zakończenia rozłamu spełzły na niczym. Z jednej strony mamy wojownicze nastawienie kontrreformacyjnego katolicyzmu w stosunku do Wschodu, z drugiej zaś ksenofobię rosyjskiej Cerkwi prawosławnej, która została stworzona pod koniec XVI wieku przez Iwana Groźnego jako osobny patriarchat będący narzędziem ekspansji Moskwy.
Najsmutniejszy w tej historii jest los greckokatolickich unitów, którzy połączyli niepochodzącą z Rosji tradycję prawosławną z wiernością wobec papieża. Padali oni ofiarą brutalnych represji na każdym etapie rosyjskiej ekspansji - od momentu, kiedy Moskale zdobyli w 1662 roku Kijów, odbierając go Polsce, do zajęcia Ukrainy Zachodniej przez Stalina pod koniec II wojny światowej. Obecną nadal w Europie gorycz po dawnym rozłamie religijnym najdobitniej ilustruje niedawna wojna w Bośni” ”.(N. Davies, „Europa między Wschodem a Zachodem”, wyd. Znak, Kraków 2007, s. 48).

E Eparchia Odpowiednik diecezji.  

G Greckokatolicki KościółNazwa skonstruowana analogicznie do rzymskokatolicki i wprowadzona w zaborze austriackim za rządów cesarzowej Marii Teresy.
  Górowo Iławeckie Kilkutysięczna miejscowość na północy woj. warmińsko-mazurskiego, w okolice której w ramach Akcji „Wisła” w roku 1947 przesiedlono licznych Ukraińców. Działa tu ukraińska szkoła. Grekokatolikom udało się na pocz. lat 80. przejąć zrujnowany kościół ewangelicki. Gruntownie wyremontowany i odrestaurowany służy jednej z największych wspólnot greckokatolickich w Polsce. Ikonostas i polichromie wykonał prof. →Jerzy Nowosielski. Główne miejsce obchodów 1025 rocznicy Chrztu Rusi-Ukrainy w archi eparchii przemysko-warszawskiej.

H HaliczDziś miasteczko w obwodzie iwano-frankowskim na Ukrainie. Dawna stolica księstwa ruskiego, od poł. XII w. stolica eparchii. Od łac. średni. nazwy Halicza – Galicia pochodzi Galicja.


K Katolickie Kościoły WschodnieKościoły należące do wschodnich tradycji chrześcijańskich, które pozostają w pełnej jedności z Rzymską Stolicą św. Piotra. Terminu „wschodnie” nie należy rozumieć w sensie geograficznym, gdyż dzisiaj Katolickie Kościoły Wschodnie mają swe struktury na wszystkich kontynentach. Używane w przeszłości w odniesieniu do wschodnich katolików określenie „unici”, a dla samej metody przywracania jedności termin „uniatyzm” (od unii zawieranych z Rzymem), odbierane jest dzisiaj jako pejoratywne. Tak samo stosowany jeszcze przez Sobór Watykański II termin „obrządek” (ritus) jako synonim Kościoła partykularnego (Orientalium Ecclesiarum 2, 4, 16, 17, 19)  ma dzisiaj węższe, ściśle określone znaczenie.



O Obrządek Według Kodeksu Kanonów Kościołów Wschodnich (KKKW) jest „dziedzictwem liturgicznym, teologicznym, duchowym i dyscyplinarnym, wyodrębnionym przez kulturę i okoliczności historyczne narodów, wyrażającym  sposób przeżywania wiary, właściwy dla każdego Kościoła sui iuris”

P Patriarchat To określony obszar administracji kościelnej, podległy władzy patriarchy (Encyklopedia Katolicka, t. XV). Patriarchat UKGK – http://www.seminarija.pl/images/kai.pdf

R Ruski Słowo – ofiara ignorancji, jedna z największych w nowożytnej historii nie tylko Polski

S Stereotypy  „Jednym z bardziej nieprzyjemnych skutków niedostatecznej wiedzy o Europie Wschodniej jest to, że bezkarnie uchodzi powielanie wielu pogardliwych stereotypów zbiorowych, nawet w dziełach akademickich.
Podobnie jak jeszcze niedawno wszyscy Walijczycy byli złodziejami, a wszyscy Żydzi oszustami, dziś nadal słychać niespotykające się ze sprzeciwem obelgi na temat całych zbiorowości: mieszkańcy Europy Wschodniej to "wieśniacy" lub "antysemici", Polacy są leniwi, Rumuni to włóczędzy, a Ukraińcy kolaborowali podczas wojny z okupantem.
W rzeczywistości zadziwiające jest, jak niewielu z ponad 40 milionów Ukraińców aktywnie współpracowało z hitlerowcami w porównaniu z dla przykładu Duńczykami, Holendrami czy Belgami. Dobrym punktem wyjścia do dyskusji jest tutaj pełna lista żołnierzy dywizji Waffen-SS złożonych z ochotników”.(N. Davies, „Europa między Wschodem a Zachodem”, wyd. Znak, Kraków 2007, s. 57).
Szeptycki Andrej, metropolita, Sługa Boży

Szeptycki - wybitny pasterz czy upiór zagubiony w stadzie?

Metropolita Andrzej Szeptycki a zbrodnie ludobójstwa

U Unie KościelnePo zerwaniu jedności między Kościołem bizantyńskim i łacińskim, które formalnie nastąpiło w roku 1054, a w powszechnej świadomości wiernych na Wschodzie utwierdziło się po najeździe krzyżowców na Konstantynopol w roku 1204, podejmowano próby przywrócenia jedności poprzez zawieranie unii kościelnych. Zmierzające do tego celu działania II Soboru Lyonskiego w 1274 r. oraz Soboru Florenckiego w r. 1439 nie dały trwałych rezultatów, niemniej jednak ten ostatni Sobór posłużył jako model dla zawartej w 1596 r. w Brześciu nad Bugiem unii między Kościołem prawosławnym Metropolii Kijowskiej a Rzymem. Pomijając drugorzędne motywy, unie kościelne zrodziły się z autentycznego pragnienia odbudowania jedności między podzielonymi Kościołami. Dokonywało się to zgodnie ze stopniem świadomości eklezjalnej owych czasów (Jan Paweł II, List  Magnum Baptismi donum (14. 02. 1988) do ukraińskich katolików z okazji 1000-lecia Chrztu Rusi Kijowskiej, 4) i krytyka metody unijnej według dzisiejszych kryteriów jest anachronizmem. Przy zawieraniu unii dochodziło do zderzenia dwóch wizji: Kościoły wschodnie rozumiały unię jako przywrócenie jedności między Kościołami, Rzym natomiast jako podporządkowanie części wschodniego chrześcijaństwa jurysdykcji papieża, co miało znaleźć wyraz w bezwarunkowym przyjęciu wszystkich dogmatów wiary. Używane do niedawna pojęcie „obrządek” rozumiano jako włączenie do jednego (rzymskokatolickiego) Kościoła grup chrześcijan wschodnich, którym pozwolono na zachowanie swojej tradycji liturgicznej i części dyscypliny kanonicznej. W rezultacie unii dochodziło do podziału w łonie Kościołów wschodnich i prawie wszystkie Katolickie Kościoły Wschodnie mają swoje „odpowiedniki” po stronie prawosławnej. Każdą z unii kościelnych należy rozpatrywać oddzielnie, gdyż nie był to fenomen jednolity. O niektórych wschodnich katolikach wręcz nie można w żaden sposób mówić jako o „unitach”, gdyż ich jedność z Rzymem nie jest wynikiem żadnej unii.

W Współczesne problemy wschodnich katolików W XX wieku, przede wszystkim dzięki II Soborowi Watykańskiemu i pontyfikatowi Jana Pawła II (promulgacja KKKW, list apostolski Orientale Lumen) niepomiernie wzrósł status oraz uświadomienie roli i znaczenia Katolickich Wschodnich Kościołów. Niemniej jednak w sferze ich relacji z Rzymską Stolicą Apostolską pozostaje do rozwiązania kilka problemów, z których najważniejsze wymienił prefekt Kongregacji Kościołów Wschodnich w wystąpieniu na sympozjum z okazji 10-lecia obowiązywania KKKW (Watykan, 19-23. XI. 2001). Dotyczą one: jurysdykcji patriarchów poza terytorium patriarchatów, celibatu duchowieństwa żyjącego poza terytorium określanego jako wschodnie oraz kwestii kompetencji Synodów, przede wszystkim w dziedzinie nominacji biskupów.
Ks. Bogdan Pańczak

poniedziałek, 17 czerwca 2013

Wielce Błogosławiony Światosław Szewczuk odwiedzi Lublin


Z a p r o s z e n i e
                W dniach 27-29 czerwca 2013 r. odwiedzi Polskę, Zwierzchnik Kościoła Greckokatolickiego abp Światosław Szewczuk. Celem wizyty Jego Świątobliwości Patriarchy kijowsko-halickiego będą obchody 1025. rocznicy Chrztu Rusi Kijowskiej oraz modlitwa w intencji ofiar zbrodni Wołyńskiej w 70-tą rocznicę tych tragicznych wydarzeń. Abp Szewczuk spotka się m. in. z prezydentem RP Bronisławem Komorowskim, przewodniczącym Konferencji Episkopatu Polski abp Józefem Michalikiem. 27 czerwca, po południu w Cerkwi Zaśnięcia Matki Bożej ojców bazylianów przy ul. Miodowej odprawi nabożeństwo w 70. rocznicę tragedii wołyńskiej z udziałem przedstawicieli Konferencji Episkopatu Polski oraz Prezydenta RP, Bronisława Komorowskiego, z którym później spotka się w Pałacu Prezydenckim. 28 czerwca br. rano w siedzibie sekretariatu KEP zwierzchnik UKGK odbędzie spotkanie z przewodniczącym KEP abp Józefem Michalikiem i zespołem ds. kontaktów z przedstawicielami Kościoła greckokatolickiego na Ukrainie. W południe odwiedzi marszałka Sejmu RP Ewę Kopacz i marszałka Senatu RP Bogdana Borusewicza. Po rozmowach uda się na spotkanie z kard. Kazimierzem Nyczem, metropolitą warszawskim. W ostatnim dniu wizyty 29 czerwca br. zwierzchnik UKGK spędzi w Górowie Iławeckim, gdzie odprawi pontyfikalną Liturgię z okazji 1025-lecia Chrztu Rusi Kijowskiej z udziałem Nuncjusza Apostolskiego w Polsce, abpa Celestino Migliore oraz zaproszonych gości. Bezpośrednią transmisję z uroczystości przeprowadzi TVP 1 o godz. 11.00.
                27 czerwca (czwartek) 2013 r. Jego Świątobliwość Swiatosław Szewczuk wraz z delegacją w składzie: Metropolita Lwowski, abp Ihor Woźniak, Tarnopolski, abp Wasyl Semeniuk Iwano Frankowski, abp Wołodymyr Wijtyszyn i Przemysko-Warszawski, abp Jan Martyniak, będą gośćmi Metropolity Lubelskiego, abp. Stanisława Budzika. Podczas wizyty w Lublinie, zaplanowano: na godz. 11.00, złożenie wieńca pod pomnikiem Walk i Męczeństwa na Majdanku, oraz krótką modlitwę o pojednanie polsko-ukraińskie i zapalenie zniczy przy obelisku ze słowami bł. Emiliana Kowcza, patrona duszpasterzy Kościoła Greckokatolickiego, o godz. 11.30 odwiedziny archikatedry lubelskiej i miejsca pochówku śp. ks. abpa Józefa Życińskiego, niestrudzonego orędownika dialogu kultur i religii.
               W związku z pobytem w Lublinie Jego Świątobliwości Światosława Szewczuka, Zwierzchnika Kościoła Greckokatolickiego, serdecznie zapraszam do udziału w uroczystościach na Majdanku i w archikatedrze lubelskiej, 27 czerwca 2013 r. w godz. od 11.00 do 12.00.
Z wyrazami szacunku,
ks. Stefan Batruch – koordynator