poniedziałek, 4 listopada 2013

Ks. mitrat dr Eugeniusz Popowicz biskupem pomocniczym archieparchii przemysko-warszawskiej!

Nuncjatura Apostolska w Polsce podała właśnie co następuje:


NUNCJATURA APOSTOLSKA W POLSCE
N. 3910/13
KOMUNIKAT
Ojciec Święty Franciszek
mianował ks. mitrata Eugeniusza Mirosława Popowicza, wikariusza generalnego archidiecezji przemysko-warszawskiej obrządku greckokatolickiego, biskupem pomocniczym tejże archidiecezji, przydzielając mu stolicę tytularną Orreacelia.
Warszawa, 4 listopada 2013 r.
 + Celestino Migliore
Nuncjusz Apostolski


Biskupowi-Nominatowi z serca gratuluję! Niewątpliwie - obok ks. mitrata dra Stefana Batrucha - był jednym z faworytów do biskupiej nominacji. Doktor wschodniego prawa kanonicznego po Papieskim Instytucie Wschodnim, wieloletni proboszcz archikatedralny przemyski oraz protosyncel (odpowiednik wikariusza generalnego) - dał się poznać jako wielkiej miary organizator i człowiek rzetelnej pracy. Mianowanie Go biskupem nie zaskakuje zatem w żadnym stopniu - owszem, ta kandydatura była od początku w moim mniemaniu jedną z 2 "oczywistych".
NA MNOHAJA LITA, WŁADYKO!


Należy się spodziewać, że - o ile nie nastąpi zwiększenie liczby eparchij UKGK w Polsce - to w przyszłym roku, po ukończeniu przez JE Ks. Metropolitę Jana Martyniaka 75 lat (20.VI.2014), dotychczasowy biskup wrocławsko-gdański JE Włodzimierz Juszczak obejmie stolicę metropolitalną w Przemyślu, natomiast JE Eugeniusz Popowicz zostanie biskupem eparchialnym w Gdańsku. Oczywiście, możliwa jest również nominacja na metropolię dla Biskupa Eugeniusza, przy pozostawieniu eparchii wrocławsko-gdańskiej pod rządami jej dotychczasowego Arcypasterza, ale ten wariant wydaje się jednak mniej prawdopodobny. 


Nowy biskup pomocniczy obrządku greckokatolickiego

Wikariusz generalny archidiecezji przemysko-warszawskiej ks. mitrat Eugeniusz Mirosław Popowicz został mianowany 4 listopada biskupem pomocniczym tej archidiecezji obrządku greckokatolickiego.
Biskup nominat ma 52 lata. Do tej pory pełnił obowiązki proboszcza parafii katedralnej i wikariusza generalnego archidiecezji przemysko-warszawskiej. Był również członkiem rady kapłańskiej i ekonomicznej, a także redaktorem Przemyskich Wiadomości Eparchialnych.



Ks. mitrat Eugeniusz Mirosław Popowicz urodził  się 12 października 1961 r. w Człuchowie (woj. pomorskie). Studia teologiczne odbywał w Wyższym Seminarium Duchownym w Lublinie. Święcenia diakonatu otrzymał 14 października 1986 r., a trzy dni później – 17 października 1986 r. – z rąk arcybiskupa Mirosława Marusyna przyjął święcenia kapłańskie.
Po święceniach ks. Popowicz był wikariuszem w parafii Pasłęk i Elbląg. Po dwóch latach został skierowany na dalsze studia do Rzymu – studiował wschodnie prawo kanoniczne w Instytucie Wschodnim (Pontificio Istituto Orientale). Pracę doktorską pisał pod kierunkiem prof. Marco Brogi. W 1993 r. uzyskał stopień doktora.
Po zakończeniu specjalizacji, na prośbę kard. Mirosława Lubacziwskiego, ks. Popowicz został skierowany do pracy na Ukrainie. Pracował w Metropolitalnym Sądzie Kościelnym, gdzie pełnił funkcję wikariusza sądowego. Jednocześnie wykładał w Seminarium Duchownym we Lwowie, Tarnopolu i we Lwowskiej Akademii Teologicznej.
W 1995 r. ks. mitrat Popowicz został mianowany proboszczem parafii greckokatolickich w Górowie Iławeckim i Lelkowie. Rok później, po nominacji ks. mitrata Teodora Majkowicza na biskupa diecezjalnego nowo utworzonej diecezji wrocławsko-gdańskiej, powierzono mu obowiązki proboszcza parafii katedralnej w Przemyślu i wikariusza generalnego archidiecezji przemysko-warszawskiej, obejmującej teren wschodniej części kraju od Wisły.
Ojciec Święty Franciszek 4 listopada 2013 r. mianował ks. mitrata Eugeniusza Mirosława Popowicza  biskupem pomocniczym archidiecezji przemysko-warszawskiej, przydzielając mu stolicę tytularną Orreacelia.


A to informacja z witryny UKGK:

Папа Франциск призначив Єпископа-помічника для Перемишльсько-Варшавської архиєпархії УГКЦ у Польщі



У понеділок, 4 листопада 2013 року, у Ватикані повідомлено про те, що Святіший Отець призначив митрофорного протоєрея Євгена Мирослава Поповича Єпископом-помічником Перемишльсько-Варшавської архиєпархії УГКЦ у Польщі, надаючи йому титулярний осідок Горрецелії (Horrea coelias). Від 1996 року він виконував служіння протосинкела архиєпархії та пароха катедрального собору в Перемишлі.
Єпископ-номінант Євген народився 12 жовтня 1961 року в Члухові у південно-західній Польщі. У 1981 році вступив до Вищої духовної семінарії в Любліні, після закінчення якої 17 жовтня 1986 року отримав ієрейські свячення.
Через певний час душпастирського служіння в різних парафіях Польщі о. Євген від’їхав на навчання до Рима, де здобув докторат зі східного канонічного права в Папському східному інституті. Деякий час виконував служіння судового вікарії у Львівській архиєпархії та викладав у Львівській духовній семінарії. Відтак повернувся до Польщі, де виконув різноманітні душпастирські та інші обов’язки в Перемишльсько-Варшавській архидієцезії. Володіє польською, українською, італійською, російською та англійською мовами.
Історія перемишльського греко-католицького єпископства починається на початку минулого тисячоліття, а першою історичною постаттю, про яку згадують літописи, є єпископ Антоній Добриня, який отримав свячення з рук Київського митрополита. У XV столітті до неї приєднано Самбірську єпархію.
Після поділів Польщі Перемшльська єпархія була однією з трьох адміністративних одиниць Галицько-Львівської митрополії УГКЦ, а Перемишльському єпископові були підпорядковані парафії в Кракові та Варшаві, що були розташовані за межами єпархії. У 1934 році з її території виокремлено Апостольську адміністрацію Лемківщини.
Внаслідок територіальних змін за підсумками Другої світової війни, на території Польщі залишилися Апостольська адміністрація Лемківщини та західна частина Перемишльської єпархії. Значна частина греко-католиків була переселена до Радянського Союзу. Були заарештовані та померли мученицькою смертю останні єпископи - блаженний Йосафат Коциловський, ЧСВВ, та його помічник блаженний Григорій Лакота. Відтоді відповідальність за душпастирську опіку над вірними східного обряду покладено на римо-католицького Варшавського архиєпископа, який призначав спеціального вікарія з-поміж греко-католицьких священиків. Після акції «Вісла» велика частина вірних були переселені на захід та північ країни, а греко-католицьке душпастирство зазнавало всіляких перешкод з боку комуністичної влади.
Щойно 1989 року візантійсько-українська Церква у Польщі отримала першого власного єпископа після арешту блаженного Йосафата Коциловського. Ним став владика Іван Мартиняк, який був призначений єпископом-помічником Примаса Польщі та Генеральним вікарієм для греко-католиків. А через два роки блаженний Іван Павло ІІ призначив владику Івана Єпархом Перемишльським, юрисдикція якого обіймала усі парафії на території країни. Дбаючи про забезпечення якомога кращої душпастирської опіки, Апостольська Столиця 31 травня 1996 р. утворила в Польщі Перемишльсько-Варшавську митрополію, до складу якої увійшли новостворені однойменна архиєпархія та Вроцлавсько-Гданська єпархія.

wtorek, 22 października 2013

"Wybaczyć wszelkie zło" - nowy film Grzegorza Linkowskiego


Wklejony poniżej anons pochodzi ze strony WWW greckokatolickiej eparchii wrocławsko-gdańskiej.



29 października o godzinie 22:54 w cyklu "Świat Bez Fikcji" TVP 2 wyemituje film dokumentalny w reżyserii Grzegorza Linkowskiego „Wybaczyć wszelkie zło.”

___________________________________

„Wybaczyć wszelkie zło.”
scenariusz i reżyseria : Grzegorz Linkowski
czas: 45 min.
©TVP SA 2013 rok

Czy możliwe jest pojednanie polsko-ukraińskie? Dwóch młodych historyków Polak: dr Mariusz Zajączkowski i Ukrainiec dr Roman Kabaczij analizują nieznane sensacyjne fakty, dotyczące rozmów i porozumień pomiędzy AK-DSZ i UPA z maja 1945 roku. Prezentują unikalny cykl archiwalnych zdjęć przedstawiających strony : ukraińską i polską podczas przygotowań do rozmów i samych negocjacji, które odbywają się tuż po tragicznych wydarzeniach na Wołyniu , na kilka miesięcy przed Akcją „Wisła„ , a które w efekcie prowadzą do zaprzestania bratobójczych walk i wspólnego zbrojnego wystąpienia przeciwko nowej komunistycznej władzy. W tym samym czasie w 70 rocznicę tragicznych wydarzeń na Wołyniu wyrusza na Ukrainę pielgrzymka z krzyżem bł. Jerzego Popiełuszki (z parafii św. Stanisława Kostki w Warszawie) pod hasłem „Zło dobrem zwyciężaj”. Pielgrzymi uczestniczą w wielu spotkaniach ze społecznością ukraińską na Wołyniu próbując wspólnie odnaleźć drogę do pojednania obu narodów. Film pokazuje że trudna pamięć nie musi dzielić.

__________________________________________

Przypomnijmy: Konferencja poświęcona porozumieniu zawartemu 21 maja 1945 r. między zamojskim Inspektoratem Armii Krajowej a ukraińskimi organizacjami narodowo-wyzwoleńczymi odbyła się w piątek 18 maja 2012 r. w Cieszanowie. To przykład właściwego działania i udanego porozumienia – mówi o tamtym wydarzeniu główny organizator konferencji greckokatolicki ksiądz, Stefan Batruch, prezes Fundacji Kultury Duchowej Pogranicza.

W maju 1945 r. na terenie powiatu lubaczowskiego doszło do rozmów kierownictwa Inspektoratu Armii Krajowej – Delegatury Sił Zbrojnych (AK-DSZ) Zamość z przedstawicielami Ukraińskiej Głównej Rady Wyzwoleńczej (UHWR), Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów – Bandery (OUN-B) i Ukraińskiej Powstańczej Armii (UPA). W ich efekcie 21 maja 1945 r. w przysiółku Lublińca Nowego – Żarach zawarte zostało porozumienie o nieagresji i współpracy.

– Wcześniej to wydarzenie nie było gruntownie zbadane. Teraz udało się ustalić miejsce tych rozmów i odtworzyć ich przebieg – mówi ks. Stefan Batruch.

– Nie odnajduję się w aspekcie liczenia ofiar i analizowania polsko-ukraińskich okrucieństw. Odczuwam raczej potrzebę odnajdywania takich momentów, które mówią o tym, że Polacy i Ukraińcy współpracowali ze sobą, potrafili się odnaleźć w trudnych sytuacjach – wyjaśnia ideę spotkania ks. Batruch.

– Porozumienie z maja 1945 jest dla mnie przykładem, że w momencie trudnym, gdzie popełniono wiele błędów i było wiele niewinnych ofiar po obu stronach, znaleźli się dowódcy podziemia polskiego i ukraińskiego, którzy mieli w sobie tyle roztropności i mądrości, żeby powiedzieć, że potrzeba szukać dróg porozumienia – dodaje.

Zdaniem kapłana, konflikty między różnymi społecznościami zdarzały się w różnych częściach świata zawsze. Nie zawsze jednak ci, którzy te konflikty powodowali, zdobywali się na to, żeby usiąść do stołu i wyjaśniać nieporozumienia. – Są więc momenty, którymi możemy się pochwalić, że prócz błędów, które popełniali, potrafili wykazać dużo mądrości – ocenia ks. Batruch.

W czasie spotkania padła propozycja upamiętnienia tego wydarzenia w formie tablicy lub obelisku, co spotkało się z przychylnością obecnych.(wyk.KAI)

Red.

poniedziałek, 21 października 2013

Rok temu "złota polska jesień", dzisiaj - rozryty plac budowy

Dokładnie rok temu opisywałem "kopuły cerkiewne w gęstwie jesiennego listowia", czyli de facto jesień na Sławinku (i Sławinie po części). W ówczesnym wpisie znaleźć można zdjęcia z al. Warszawskiej, tytułowe kopuły cerkwi wyzierające spoza złotych i czerwonych liści, wreszcie szereg widoków z Ogrodu Botanicznego UMCS.

Jak już wtedy pisałem, była to ostatnia jesień "starej" alei Warszawskiej. Zapowiadana wówczas przebudowa ruszyła i trwa. Oto jak wygląda al. Warszawska teraz:









Zdjęcie powyższe wykonane zostały wczoraj, tj. 20 października 2013 r. Natomiast filmik, zamieszczony na moim profilu na Facebook.com, został wykonany dzisiaj. Można zobaczyć na nim nie tylko plac budowy, ale i pracujących ludzi (oraz maszyny).

Paradoksalnie, w dłuższej perspektywie dzięki tej przebudowie Warszawska stanie się (zwłaszcza odcinek za skrzyżowaniem z al. Solidarności) drogą znacznie bardziej cichą i spokojną, bo już tylko lokalną - do Jastkowa; tranzyt przejmie obwodnica, do Warszawy jechać się będzie przez przedłużoną al. Solidarności (i dalej S-17).  Ale zanim tak się stanie (termin przewidziany na rok 2014), mieszkańcy niegdysiejszego Sławinka-Zdroju będą mieli i krajobraz, i ogólną atmosferę niezbyt... zdrojową.

wtorek, 10 września 2013

Ks. B. Maściuch zamiast bł. Jozafata Kocyłowskiego?

Przemyscy aktywiści "Wspólnoty Samorządowej Doliny Sanu" ujawnili wreszcie, jakiego to innego duchownego greckokatolickiego chcieliby mieć jako patrona ulicy w Przemyślu, zamiast bł. Jozafata Kocyłowskiego, biskupa i męczennika: ks. Bazylego Maściucha, zmarłego w 1936 r. administratora apostolskiego Łemkowszczyzny:

http://zapalowski.eu/index.php?option=com_content&view=article&id=2131%3Anowy-patron-ulicy-w-przemyslu&catid=20%3Amoim-zdaniem&Itemid=54

http://isakowicz.pl/index.php?page=news&kid=8&nid=8454

Cóż, jak widać, niewiele rozumieją z tej całej historii. Kiedy ogłosili, że mają "patrona zastępczego", miałem (niewielką) nadzieję, że zgłoszą kogoś ze wcześniejszych biskupów przemyskich, z XVIII-XIX w. na przykład, albo któregoś z zasłużonych kapłanów z tego okresu. Ciekawym pomysłem byłoby wysunięcie np. bł. Emiliana Kowcza, kapłana i męczennika (1884-1944), to byłoby jednak zbyt finezyjnym krokiem, nie na poziom "patriotów przemyskich". Takiej więc nadziei nie miałem, ale liczyłem na to, że wybiorą po prostu kogoś zasłużonego a nie budzącego kontrowersji ani wśród Polaków, ani wśród Ukraińców. A gdyby szukać wśród nowych męczenników UKGK, to zdecydowany wróg nacjonalizmu doncowsko-ounowskiego bł. Grzegorz Chomyszyn byłby też ciekawą propozycją. Oczywiście, pewnym minusem obu  kandydatur (bł. Emiliana i bł. Grzegorza) byłby brak poważniejszych związków z Przemyślem...

Tymczasem WSDS wybrała kandydata nie tylko nie "neutralnego", ale kontrowersyjnego, tylko dla drugiej strony. Administracja Apostolska Łemowszczyzny była, czy się nam to podoba czy nie, elementem antyukraińskiej polityki władz. Piszą aktywiści WSDS: Przejścia na prawosławie wśród Łemków ustały, a nawet nastąpiły powroty do obrządku greckokatolickiego - tylko że przejścia ustały na dobre PRZED utworzeniem AAŁ. Owszem, osobne biskupstwo w Sanoku (ale w ramach metropolii halickiej) byłoby OK. Podobnie OK byłoby poszanowanie partykularnych cech łemkowskich, a zwłaszcza - integralności tradycji wschodniej (nie tylko zresztą na Łemkowszczyźnie). Ale sposób, w jaki przeprowadzono utworzenie AAŁ - tworu doraźnie wyodrębnionego z eparchii przemyskiej, ale i z metropolii halickiej, utworzonego na mocy umowy międzynarodowej - był i jest nadal postrzegany jako dywersja w stosunku do UKGK i eparchii przemyskiej.

Trudno nie zacytować zresztą jeszcze jednego passusu:

Jego następcy kontynuowali jego dzieło, do czasu, kiedy to poprzez działanie nacjonalistów ukraińskich doszło do operacji „Wisła”. Dzięki polityce duszpasterskiej ks. Maściucha i jego następców, na terenie Łemkowszczyzny nie doszło do konfliktu z Polakami i mordów prowokowanych przez OUN i UPA. Łemkowie nie dali poparcia dla ideologii nacjonalistów ukraińskich.

Słowa te obrazują dość dobitnie sposób myślenia (?) "przemyskich patriotów". Ks. Maściuch i jego następcy dobrze wychowali Łemków, nie było konfliktu z Polakami, nie było mordów upowskich, ani poparcia dla ideologii OUN. OK - to dlaczego w takim razie tych "dobrze wychowanych" i stroniących od OUN i UPA Łemków dotknęła taż sama "Wisła"? Czyżby jednak doszło do niej nie tylko "poprzez działania nacjonalistów ukraińskich"? A może to nacjonaliści ukraińscy wysiedlali Łemków z ojczystych gór?


Nie miałbym nic przeciwko ulicy ks. B. Maściucha w Sanoku, a i w Przemyślu zresztą. Ale wysunięcie akurat tej kandydatury w tym kontekście (tj. jako zamiennika bł. Jozafata Kocyłowskiego) świadczy o tym, o czym pisałem był na początku: "patriotom przemyskim" nie chodzi o propozycję do przyjęcia dla wszystkich, im chodzi o to, by postawić na swoim, a jednocześnie zagrać na nosie dzisiejszym przemyskim Ukraińcom, którzy niewątpliwie - nie wchodząc w niuanse biografii i posługiwania ks. Maściucha - odbiorą propozycję WSDS jako skierowaną w nich prowokację.

WSDS zatem nie goi ran, a jątrzy. Działa nie na rzecz pojednania i kompromisu, a na rzecz dalszego konfliktu 2 społeczności.


PS. Przy wszystkich minusach sytuacji przemyskiej wypada zauważyć, że gdzie indziej bywa gorzej. Np. w innej historycznej stolicy eparchii Kościoła ruskiego w granicach obecnej Polski, w Chełmie, w ogóle nie ma patronów ulic związanych z ruskością/ukraińskością, Kościołem unickim (greckokatolickim) czy prawosławnym. Nie ma swej ulicy założyciel miasta, król Rusi Daniel Romanowicz. Nie ma jej nestor historiografii ukraińskiej, urodzony w Chełmie w 1866 r. M. Hruszewśkyj (tu była próba, ale odrzucona przez radę miasta w związku z tym, że Hruszewśkyj dążył do włączenia Chełma i Ziemi Chełmskiej w skład państwa ukraińskiego w roku... 1918). Nie mają swych ulic zasłużeni biskupi uniccy, jak Metody Terlecki (założyciel pierwszego chełmskiego gimnazjum), Jakub Susza (wybitny arcypasterz eparchii w czasach najtrudniejszych, pierwszy badacz historii Chełma, jeden z najwybitniejszych katolickich hierarchów w Rzeczypospolitej w II poł. XVII w., politycznie bez zarzutu, bo udał się pod Beresteczko do obozu królewskiego z cudowną ikoną chełmską Matki Bożej) czy Porfiriusz Skarbek-Ważyński (cywilny naczelnik powstania kościuszkowskiego w Ziemi Chełmskiej).  Nie uczczono w ten sposób także międzywojennego polityka ukraińskiego, autonomisty stojącego na platformie lojalności wobec państwa polskiego, szczerego zwolennika porozumienia - a przy tym rodowitego chełmianina z dziada pradziada - Antoniego Wasyńczuka.  Paradoksalnie zatem wypada stwierdzić, że to co dzieje się w Przemyślu (gdzie bądź co bądź rada miasta ustanowiła ulicę bł. Jozafata Kocyłowskiego, gdzie nawet wrogowie tej nazwy i postaci szukają zamiennika wśród grekokatolików), przy wszystkich zastrzeżeniach, wskazuje na sytuację o wiele lepszą niż w Chełmie, co jest niewątpliwie pochodną bez porównania większej liczebności i znaczenia Kościoła greckokatolickiego i społeczności ukraińskiej w grodzie nad Sanem.

niedziela, 25 sierpnia 2013

Grekokatolicy i prawosławni w Polsce w świetle spisu powszechnego z 2011 r.

W nawiązaniu do wpisu z 12 lipca br., poświęconego ogólnej prezentacji wstępnych danych spisowych w obszarze wyznaniowym, proponuję dziś lekturę kolejnego opracowania, poświęconego wiernym dwóch konkretnych wspólnot: Polskiego Autokefalicznego Kościoła Prawosławnego.

Tak jak i tekst poprzedni, także i ten został przeze mnie napisany z myślą o portalu Ekumenizm.pl i tamże pierwotnie opublikowany.





Grekokatolicy i prawosławni w Polsce w świetle wyników wstępnych Narodowego Spisu Powszechnego z 2011 r.

                     9 kwietnia 2013 r. Główny Urząd Statystyczny opublikował w Internecie opracowanie pt. Ludność. Stan i struktura demograficzno-społeczna, zawierające pierwsze od 1931 r. (!) dane spisowe dotyczące poszczególnych wyznań, bardzo zresztą na razie fragmentaryczne. W poprzednim artykule piszący te słowa dokonał ogólnego przeglądu wyników spisu w obszarze konfesyjnym. Celem niniejszego opracowania jest bliższe przyjrzenie się wynikom, uzyskanym przez Polski Autokefaliczny Kościół Prawosławny i Ukraiński Kościół Greckokatolicki. 
                    
                             Prawosławni

                     Kościół prawosławny, przypomnijmy, uzyskał według danych spisowych wynik 156 tys. wiernych. Wynik relatywnie dobry, potwierdzający silną pozycję PAKP jako największego wyznania mniejszościowego w Polsce oraz drugiej po Kościele rzymskokatolickim (łacińskim) wspólnoty religijnej w naszym kraju. Z drugiej atoli strony wynik ten może jednak być uznany za wysoce niezadowalający. Po pierwsze dlatego, że sam PAKP zadeklarował wobec GUS liczbę 504 tys. 150 wiernych wg. stanu na rok 2011, co oznacza, że owa deklarowana wielkość przeszacowana była ponad trzykrotnie (!). Po drugie z uwagi na niewielką różnicę między wynikiem PAKP a liczbą plasujących się na kolejnym miejscu Świadków Jehowy (137 tys.).  Po trzecie wreszcie dlatego, że wśród wymienionych z nazwy w opracowaniu GUS wspólnot religijnych żadna nie doświadczyła tak wielkiego rozdźwięku in minus między deklarowaną przez siebie a wynikającą ze spisu liczbą wiernych. Niektóre wręcz odnotowały wynik lepszy, jak Kościół Ewangelicko-Augsburski (71 tys. w NSP 2011 przy 61 tys. 738 wg. autodeklaracji), wspomniani już jehowici (odpowiednio 137 tys. wobec 129 tys. 270) czy Kościół Zielonoświątkowy (26 tys. wobec 22 tys. 429). 
                   Czy możemy tu mówić o zaskoczeniu? Raczej nie. Otóż fikcyjny charakter deklarowanych przez PAKP statystyk obnażył już kilka lat temu p. Krzysztof Goss (zob. np. jego artykuł pt. Trzeba głosić prawdę ).  Zgodnie z obliczeniami tego badacza prawosławnych w Polsce dobrych już kilka lat temu było mniej więcej 200 tys., z czego 150 tys. w głównym mateczniku tego wyznania, czyli woj. podlaskim. Jak podaje Goss, liczbę 200 tys. prawosławnych w Polsce potwierdził w jednym z wywiadów stojący na czele PAKP Metropolita Warszawski i całej Polski, Wielce Błogosławiony Sawa Hrycuniak. Pan Goss, zbierając jeszcze w 1998 r. dane nt. liczby wiernych od wszystkich prawosławnych proboszczów w woj. podlaskim, uzyskał wynik zaledwie 113 tys. osób zarejestrowanych w parafialnej ewidencji ludności. Skąd zatem liczba 150 tys.?  Jest ona pochodną odjęcia od liczby mieszkańców województwa liczby zamieszkałych w nim katolików obrządku łacińskiego. Możliwe jest zatem w świetle zaprezentowanych wyników spisu, że p. K. Goss zbyt ostrożnie oszacował był liczebność  „trzecich” grup wyznaniowych w na północnym Podlasiu (poza tradycyjnymi, acz obecnie liczebnie znikomymi wspólnotami staroobrzędowców i muzułmanów są tam jeszcze Świadkowie Jehowy i protestanci). Istnieje też możliwość, że Krzysztof Goss miał jednak rację i w woj. podlaskim mieszkają tysiące miejscowych odpowiedników „po prostu prawosławnych” i „prawosławnych ateistów” z państw postsowieckich, tj. ludzie zasadniczo uważający się za prawosławnych, lecz nie mający realnych związków ze strukturami PAKP, nie odnotowani w ewidencji parafian tego Kościoła. Można zatem postawić pytanie: czy szacunki K. Gossa były zbyt optymistyczne? A może po prostu wyliczenia tego badacza zdezaktualizowały się już w tak znacznym stopniu – i prawosławnych w Polsce obecnie rzeczywiście jest już nie 200 tys., a poniżej 160 tys.? Może zawiniła tu metodologia przyjęta przez GUS? A może tych „brakujących” 40-50 tys. prawosławnych szukać należy wśród ludzi, którzy z takich czy innych przyczyn odmówili udzielenia odpowiedzi na pytanie o przynależność wyznaniową (2 mln 734 tys. wg. GUS!) i/lub osób, których konfesyjnej afiliacji nie dało się określić np. z powodu wyjazdu za granicę? Spora emigracja zarobkowa z północnego Podlasia do zachodniej Europy jest faktem znanym nie od dziś (już w latach dziewięćdziesiątych XX w. takie np. Siemiatycze miały regularne połączenie autokarowe z Brukselą)…
                       
                                     Grekokatolicy

                       W przypadku Ukraińskiego Kościoła Greckokatolickiego (inaczej: Kościoła Katolickiego Obrządku Bizantyjsko-Ukraińskiego) przez wiele lat zagmatwaniu statystyk sprzyjał status tego Kościoła w Polsce powojennej: w latach 1947-1956 de facto zdelegalizowanego i zakazanego, w latach 1957-1989 ledwie tolerowanego na zasadzie „wewnętrznego problemu Kościoła (rzymsko)katolickiego”. Dopiero we wrześniu 1989 r. wyświęcony został pierwszy w Polsce od 1946 r. biskup greckokatolicki, który zresztą samodzielnym rządcą odrodzonej eparchii (diecezji) przemyskiej stał się dopiero w kwietniu 1991 r. W takich warunkach długo kwitły wszelkiego rodzaju spekulacje i bajki „statystyczne”. Fantazjowano na temat 200-300 tys. grekokatolików w Polsce, sporadycznie padały i większe liczby. Pierwszą jaskółką realizmu zdawała się być na gruncie polskim statystyka opracowana przez warszawską nuncjaturę na podstawie danych pochodzących z  badań ankietowych dokonanych przez rzymskokatolickie kurie diecezjalne, opublikowana w miesięczniku „Powściągliwość i Praca” nr 7-8/1994 (a także na blogu ruthenus.blogspot.com we wpisie z dnia 14 października 2011 r.). Uzyskana tam liczba 110 tys. 380 grekokatolików była już bliższa prawdy, acz pobieżny nawet przegląd zawartych tam danych wskazywał, że w niektórych diecezjach ankietę nuncjatury potraktowano dość powierzchownie i najprawdopodobniej podawano „na oko” liczby znacznie „zaokrąglone” w górę. Być może zresztą wytłumaczenie kryje się w tym, że kurialiści w diecezjach z dużym udziałem ludności greckokatolickiej uczciwie podawali liczbę osób formalnie będących grekokatolikami, ale de facto objętych wyłącznie duszpasterstwem rzymskokatolickim.
                    A jak było naprawdę? Osoby zainteresowane szczegółami zachęcam do lektury mego artykułu w Kalendarzu „Błahowista” za 2013 r. (dostępny na blogu ruthenus.blogspot.com, wpis z 7 czerwca 2013 r.). Tu podam tylko rezultaty mych badań. Punktem wyjścia były – przez analogię do badań Krzysztofa Gossa – dane z momentu poprzedzającego akcję „Wisła” (1947),  już po przesiedleniach ludności ukraińskiej do Związku Sowieckiego (1944-1946). Otóż liczbę grekokatolików pozostałych w Polsce w przededniu akcji „Wisła” szacować można na 80-100 tys. Gdyby grupa ta nie doznała żadnych szykan, prześladowań, delegalizacji, gdyby rozwijała się w takim tempie, w jakim wzrastała ludność Polski powojennej w ogóle – to w połowie lat osiemdziesiątych XX w. byłoby w Polsce już nie 80-100 tys., a 120-155 tys. grekokatolików. Absolutnie nie więcej! Wszelkie zatem szacunki mówiące o 200 tys. i więcej wiernych UKGK były zatem od samego początku pozbawione wszelkich podstaw, podkreślić bowiem należy, że nawet owe 120-155 tys. hipotetycznych wiernych mogłoby zostać osiągnięte w warunkach bez mała cieplarnianych, a warunki realne do takich nie zaliczały się w żadnym razie.
                Ile zatem wynosiła realna liczba grekokatolików w Polsce? Łącznie z tymi, którzy tylko formalnie przynależeli do Kościoła greckokatolickiego, ale nie praktykowali w jego nielicznych i rozproszonych punktach duszpasterskich, mogła w istocie sięgać owych 110 tys. 380 z ankiety nuncjatury. Jeśli jednak interesuje nas liczba osób rzeczywiście utrzymujących żywy związek z grekokatolicyzmem, to na podstawie schematyzmu ks. D. Błażejowśkiego (BLAZEJOWSKYJ D., Schematism of the Ukrainian Catholic Church: a Survey of the Church in Diaspora, Rome 1988, s. 930-985) oszacować można, że w przededniu Tysiąclecia Chrztu Rusi (1988) było ich 40-44 tys. Z kolei na początku XXI wieku, w przededniu akcesji RP do WE (1 maja 2004 r.), liczbę „zewidencjonowanych” grekokatolików w Polsce oszacowałem na 31 tys. Zatem liczba uzyskana w NSP 2011 – 33 tys. – nie jest żadnym zaskoczeniem, bo niemal dokładnie wpisuje się w moje szacunki, z tym tylko zastrzeżeniem, że dotyczą one sytuacji sprzed niemal 10 lat, a liczba 31 tys. już wtedy była szacunkiem maksymalnym. Z drugiej strony na liczbę grekokatolików w Polsce wpływają nie tylko czynniki o charakterze ujemnym (asymilacja, wyjazdy na Zachód), ale i te dodatnie – zwłaszcza imigracja z Ukrainy.     
                   Oczywiście również w przypadku UKGK wynik spisowy (33 tys.) niższy jest od autodeklaracji, czyli liczby wiernych obu greckokatolickich eparchii podanej w „Annuario Pontificio” (55 tys. – 30 tys. w archieparchii przemysko-warszawskiej, 25 tys. w eparchii wrocławsko-gdańskiej). Ale i to nie jest niespodzianką. Wystarczyło prześledzić fluktuacje tej statystyki w „AP”,  by dojść do wniosku, że nie jest ona, delikatnie rzecz ujmując, zbyt dokładna. Oto np. w „AP” z 2005 r. eparchia wrocławsko-gdańska miała 50 tys. wiernych, a już w edycji z roku następnego liczba ta spadła do 21 tys. Ta ostatnia liczba podawana była ciągle aż do 2009 r. włącznie, natomiast w edycjach z lat 2010-2012 spotykamy już liczbę 25 tys.  
                  Jak zatem interpretować owe 33 tysiące – liczbę raczej przekraczającą szacunki dotyczące liczby osób pozostających w ewidencji parafialnej UKGK w Polsce? Być może – jest to przy interpretacji danych NSP 2011 zwrot w zasadzie rytualny – ów statystyczny „urodzaj” zawdzięczamy urokom GUS-owskiej metodologii. Być może jednak jest to świadectwo pozostawania pewnej części zdeklarowanych grekokatolików poza strukturami parafialnymi UKGK, w szczególności wskutek braku takowych w miejscu zamieszkania tych wiernych. Pamiętać należy, iż sieć parafii greckokatolickich w Polsce obejmuje zasadniczo dwa obszary: 1) tzw. ziemie ojczyste (ukr. ridni zemli), czyli tereny, gdzie grekokatolicy mieszkali do 1947 r. (woj. małopolskie, podkarpackie, południowe skrawki lubelskiego) i gdzie przywrócono do mniej lub bardziej regularnego greckokatolickiego kultu kilkadziesiąt świątyń (kilka wybudowano), oraz 2) tzw. ziemie odzyskane, na które przesiedlono grekokatolików w 1947 r. Poza tymi dwoma obszarami parafii greckokatolickich prawie nie ma (a i tam, gdzie są, znajdują się w dużym na ogół rozproszeniu). „Nadmiar” grekokatolików w NSP 2011 może być zatem przesłanką do postawienia tezy, iż wskutek migracji ludności obecna sieć parafialna UKGK w jakiejś części przestała być adekwatną do potrzeb wiernych „nowej” czy „wtórnej” diaspory. Oczywiście pełniejszy obraz uzyskamy wtedy, gdy dostępne staną się dane dotyczące regionów zamieszkania grekokatolików. Równie ciekawie zapowiadają się – także w przypadku prawosławnych – dane dotyczące obywatelstwa, narodowości, języka i innych cech osób deklarujących przynależność do jednego z dwóch omawianych tu Kościołów wschodnich.    

sobota, 24 sierpnia 2013

Z Dnem Nezałeżnosty, Ukrajino! - Lublin 24.VIII.2013

24 sierpnia 1991 r. Rada Najwyższa Ukraińskiej SRS (czy SRR, jak kto woli) uchwaliła deklarację niepodległości. Dlatego też właśnie 24 sierpnia. został proklamowany oficjalnym Dniem Niepodległości Ukrainy.

Nie znalazłem lepszego sposobu uczczenia Dnia Niepodległości Ukrainy niż wizyta na grobach osób, które na różne sposoby starały się kłaść podwaliny pod ukraińską państwowość.

Zacząłem od mogiły ks. Andrzeja Pełenśkiego (1864-1940), greckokatolickiego kapłana i działacza oświatowego towarzystwa Proswita.

Nagrobna płyta świeżo po umyciu...








...i już po wyschnięciu:







Grób ks. Pełenśkiego znajduje się na rzymskokatolickiej części cmentarza przy Lipowej. Natomiast na części prawosławnej pochowani są żołnierze Armii Czynnej Ukraińskiej Republiki Ludowej. W 2001 r. wzniesiono tam również osobny pomnik. 

Pod ww. pomnikiem od lat odbywają się ukraińskie uroczystości oficjalno-patriotyczne. Tak było i dzisiaj (zobacz i posłuchaj - Radio Lublin;  można również obejrzeć obszerny materiał w telewizyjnej Panoramie Lubelskiej). 

Ja sam w uroczystościach tych udziału nie brałem, na cmentarz prawosławny przyszedłem już pod wieczór. Zdjęcie wklejone poniżej zostało zrobione już przy użyciu lampy błyskowej:








Duży wieniec - jak wynika z napisu na szarfie - pochodzi od Konsulatu Generalnego Ukrainy w Lublinie, mniejszy zaś, jak się domyślam, złożyło Towarzystwo Ukraińskie. Nie wiem, kto zapalił dużego znicza (stojącego pośrodku), natomiast dwie skromne czerwone lampki po bokach zapalił piszący te słowa.