sobota, 17 stycznia 2026

Czy "Українська Греко-Католицька Церква" i "Kościół Greckokatolicki w Polsce" to pojęcia tożsame? Uporządkujmy nasze nazewnictwo!

 Pytanie zadane w tytule ma wszelkie pozory banalności. Wiadomo przecież, że Ukraiński Kościół Greckokatolicki ujęty jako całość obejmuje wiernych i struktury administracyjne w wielu krajach świata, zaś część UKGK znajdująca się w Polsce, choć mająca średniowieczne korzenie i na historycznych swych terenach należąca do dawnego "obszaru rdzeniowego" tego Kościoła, stanowi dziś statystycznie znikomą jego cząstkę. Po części z tego powodu, a po trosze niestety na własne życzenie, odgrywa w życiu całego UKGK rolę żałośnie małą, a w każdym razie moim zdaniem mniejszą od tej, którą odgrywać moglibyśmy, na pewno zaś mniejszą od tej, którą odgrywaliśmy na przełomie lat 80-ych i 90-ych XX w. (z uwagi na słabość wychodzącego z podziemia Kościoła w Ukrainie). Zatem co prawda pojęcie "Kościół Greckokatolicki w Polsce" zawiera się w pojęciu "Ukraiński Kościół Greckokatolicki", ale go bynajmniej nie wyczerpuje. Zatem gdybyśmy mieli dążyć do maksymalnej zwięzłości, na pytanie postawione w tytule wystarczyłoby odpowiedzieć krótkim "nie" i na tym zakończyć. Pozwolimy sobie jednak napisać na ten temat trochę więcej, a to ze względu na to, że w obiegu oficjalnym zaczyna się te dwa pojęcia - tyle, że "Ukraiński Kościół Greckokatolicki" w wersji ukraińskiej, a "Kościół Greckokatolicki w Polsce" w wersji polskiej - traktować jako synonimy. Np. na stronie WWW archieparchii przemysko-warszawskiej czytamy:



Skąd to się wzięło, co w tym jest niewłaściwego, jak należałoby sprawę rozwiązać? O tym właśnie chciałbym napisać.

Gdy Kościół nasz w Ukrainie zaczynał wychodzić z podziemia (tzn. manifestować publicznie swe istnienie, jeszcze przed legalizacją w ZSRR), a w Polsce odbywały się procesy analogiczne, tylko na większą skalę i bez przeciwdziałania ze strony władz - odbywało się to na ogół pod przejętą z diaspory nazwą "Ukraiński Kościół Katolicki" (ang. Ukrainian Catholic Church), która zresztą po dziś dzień pozostaje w obiegu w krajach anglojęzycznych. Nie miejsce tu, by wyjaśniać szczegółowo jej genezę, wspomnę tylko krótko, że przyczyną jej pojawienia się była przemożna chęć odejścia zarówno od określenia Greek Catholic - jako sugerującego, że chodzi o Kościół helleński, skupiający etnicznych Greków - jak i Ruthenian Catholic, jako drażniącego, bo wskazującego na dawną, zarzuconą już nazwę etniczną Ukraińców galicyjskich, z której to społeczności wywodził się zasadniczy trzon wiernych.

Nazwa ta jednak nie przyjęła się ani w Ukrainie, ani też w Polsce. Jak uparcie nie akcentowano by archaiczności przedrostka "gre(c)ko-", był on jednak w powszechnym użyciu. Przemawiała za nim tradycja. Przemawiały względy praktyczne: jak nazwać wiernego UKK? Ukrainiec-katolik? Ukraiński katolik? Oba te warianty miały swe wady; mieszały narodowość z obrządkiem, a poza tym w Ukrainie, gdy Kościół rzymskokatolicki zaczął się otwierać na język ukraiński i odcinać się od stereotypu "Kościoła polskiego", właściwie równie dobrze mogły i mogą być (i są!) stosowane wobec wiernych KRK ukraińskiej narodowości. Poza tym w ramach przeciwdziałania odrodzeniu grekokatolicyzmu duchowieństwo prawosławne zaczęło rozpowszechniać wymysł, jakoby "Kościół greckokatolicki został rozwiązany na Soborze Watykańskim II", a to, co teraz wychodzi z katakumb, nie jest prawowitym kontynuatorem grekokatolicyzmu sprzed 1946 r.; porzucenie "gre(c)ko-" miało o tym dowodnie świadczyć, a także być dowodem na to, że wspólnota ta znajduje się na drodze do całkowitej romanizacji, że odrzucenie obrządku bizantyjskiego przez "UKK" to tylko kwestia czasu.

W Polsce również można było zanotować przejawy tej propagandy, ale dla grekokatolików miała ona stosunkowo niewielkie znaczenie. Poza tym obok nowej nazwy z diaspory pojawiła się nowa nazwa z Rzymu, czy właściwie: tendencja do narzucenia nam kurialnego rzymskiego określenia naszego Kościoła jako jego nazwy oficjalnej. "Kościół Katolicki Obrządku Bizantyjsko-Ukraińskiego" - w sumie nawiązywało to do nazewnictwa z Konkordatu z 1925 r. (tam był "obrządek grecko-ruski"; jak łatwo zauważyć, "bizantyjsko-ukraiński" to niejako "wariant uwspółcześniony"). Przyjęcie takiej nazwy, poza odejściem od tradycji, w oczach nieżyczliwych podważającym naszą ciągłość z instytucją kościelną sprzed 1947 r., pociągało również za sobą szereg niedogodności. Nazwa taka jest b. długa, jej zastosowanie do poszczególnych jednostek organizacyjnych trudne (jak nazwać parafię? "Parafia Katolicka Obrządku Bizantyjsko-Ukraińskiego"? - za długie; "Parafia Bizantyjsko-Ukraińska"? - nieprecyzyjne), nie ma lapidarnego określenia dla wiernego: "katolik obrządku bizantyjsko-ukraińskiego" to zdecydowanie za długie; a jak krócej? - bo przecież nie "Bizantyno-Ukrainiec"? Poza tym KKKW z 1990 r., który wszedł w życie w 1991 r., odszedł od synonimiczności pojęć "obrządek" i "Kościół", wyraźnie rozdzielając ich znaczenie. Wszystko to sprawiło, że Stolica Rzymska niejako "przywróciła do łask" na terenie Polski termin "greckokatolicki", uznając go za synonimiczny z "bizantyjsko-ukraiński", co zostało stwierdzone w oficjalnym komunikacie Nuncjatury warszawskiej, opublikowanym w biuletynie KAI (miałem ksero, niestety nie jestem w stanie w tej chwili go znaleźć, stąd nie podam nawet roku - były to w każdym razie lata 90-te XX w.). 

Komisja ekumeniczna powołana po wspólnym Zgromadzeniu obu eparchii w marcu 2002 r. w przyjętym projekcie normatywu ekumenicznego zawarła również i punkt dotyczący nazwy naszego Kościoła, słusznie uznając, że jeśli się ma zamiar wchodzić w stosunki z innymi wspólnotami, to trzeba mieć uporządkowany własny status, a przynajmniej nazwę. Stąd pojawił się w projekcie punkt treści następującej: 

13. У всякого роду зовнішніх зв’язках УГКЦ виступає під одною і цією ж самою назвою, а саме: ”Українська Греко-Католицька Церква” (польською Ukraiński Kościół Greсkokatolicki). Допускається вживання її в скороченому, напівофіційному варіанті – ”Греко-Католицька Церква” (польською Kościół greckokatolickі). Інші, неправильні назви (“Католицька Церква Візантійсько-Українського Обряду”, “Українська Католицька Церква”, “Візантійсько-Українська Церква” і т.п.) мають бути послідовно усунені з офіційного, ділового та медіального обігу.


Intencja autora projektu była jasna - chodziło o to, by nazwa tożsama z tą, pod którą Kościół występuje w Ukrainie, stała się jedyną nazwą oficjalną dla tegoż Kościoła w Polsce. "Wariant skrótowy, półoficjalny", gdzie "greckokatolicki" pisano by małą literą, miał odpowiadać praktyce innych wyznań. Mamy np. nazwę oficjalną "Polski Autokefaliczny Kościół Prawosławny", ale możemy mówić i pisać krócej: "Kościół prawosławny". Mamy "Kościół Ewangelicko-Augsburski w Rzeczyspolitej Polskiej", ale możemy mówić i pisać o nim per "Kościół luterański" czy "Kościół ewangelicki" nawet, choć przecież istnieją w Polsce jeszcze Kościół Ewangelicko-Reformowany i Kościół Ewangelicko-Metodystyczny. Dla autora projektu było jasne i oczywiste, że ten wariant nie powinien być stosowany w winietach pism czy stron WWW.

Projekt, który w tej wersji wyszedł z pozgromadzeniowej komisji ekumenicznej, został przez rewizorów kurialnych zmieniony w ten sposób, że w wersji oficjalnie opublikowanej "greckokatolicki" stał się "Greckokatolickim", przez co wariant ten nabrał cech zewnętrznych nazwy wprawdzie skróconej, ale oficjalnej. Istotny sens przepisu uległ zatem znaczącej zmianie, acz nie jestem pewien, na ile osoby tej zmiany dokonujące miały świadomość jej znaczenia. Moim zdaniem myślały raczej, że poprawiają błąd ortograficzny.

Czy jednak należy z tego wnosić, że doszło w ten sposób do jakiejś strasznej tragedii? Absolutnie nie! Można by nawet uznać ową zmianę za opatrznościową (!), o ile by została ona należycie umocowana i autorytatywnie zinterpretowana. O co mi chodzi? Otóż nasza metropolia jest częścią globalnego Ukraińskiego Kościoła Greckokatolickiego, ze stolicą w Kijowie, obejmującego metropolie, eparchie i egzarchaty na kilku kontynentach. Nie ma żadnej przeszkody, by - jako część UKGK znajdująca się w Polsce - używała lokalnie innego wariantu nazwy. Innymi słowy: by ta część Ukraińskiego Kościoła Greckokatolickiego, która znajduje się w Polsce, używała tamże nazwy "Kościół Greckokatolicki w Polsce", tak jak np. ta część UKGK, która znajduje się w Stanach Zjednoczonych AP, używa od kilkudziesięciu lat nazwy "The Ukrainian Catholic Church in the USA" (analogicznie - w Kanadzie czy Australii). Powinno to tylko być przyjęte oficjalnie i notyfikowane odpowiednim władzom kościelnym i świeckim - że oto nasz Kościół w Polsce przyjmuje nazwę "Kościół Greckokatolicki w Polsce", pozostając częścią większej wspólnoty - Ukraińskiego Kościoła Greckokatolickiego. Pozwoliłoby to nam używać, zależnie od kontekstu, obu tych nazw. 

Proponowana zmiana miałaby niewątpliwe zalety. Jesteśmy wschodnim Kościołem katolickim w faktycznej diasporze. Faktycznej - bo formalnie wschodnie obszary RP to nasze historyczne territorium proprium, tereny naszych dawnych eparchii: przemysko-samborsko-sanockiej (obecnie przemysko-warszawskiej), chełmsko-bełskiej, włodzimiersko-brzeskiej i kijowskiej metropolitalnej. Ale większość praktykujących grekokatolików zamieszkuje dziś inne ziemie dzisiejszej Polski - nawet jeśli Warszawę i okolice zaliczymy zgodnie z cyrkumskrypcją XIX-wieczną do dawnej eparchii chełmskiej. Poza tym na historycznych obszarach wierni nasi są bardzo nieliczni i rozproszeni, czyli żyją w warunkach de facto diasporalnych. Są przy tym zróżnicowani narodowościowo - choć z wielu oficjalnych enuncjacji cerkiewnych zdawałoby się wynikać, że stanowią ukraiński monolit. A tak naprawdę są wśród nich i Łemkowie nie uważający się za Ukraińców, i Polacy, i pojedynczy przedstawiciele innych grup narodowościowych czy etnicznych. Poza tym istniejąc w Polsce, wśród społeczeństwa w większości polskiego, mając poważny odsetek małżeństw narodowo mieszanych, sami sobie czynimy krzywdę, utrzymując fikcję 100 % ukraińskości. Nie mówiąc już o tym, że jako jedyny w Polsce katolicki Kościół tradycji bizantyjskiej winniśmy być otwarci także na grekokatolików z innych Kościołów sui iuris, którzy w sposób naturalny powinni znaleźć się pod opieką naszej hierarchii - ale wtedy, gdy będzie ona dawać rękojmię sprawowania tej opieki z pełnym poszanowaniem tożsamości tych wiernych - obrządkowej, etnicznej, językowej. Dotyczy to również parafian cerkwi św. Nikity w Kostomłotach. W tym kontekście nazwa lokalna wyzbyta z przymiotnika kojarzonego z konkretną narodowością i niejednokrotnie interpretowanego ekskluzywistycznie (w duchu "Kościół ukraiński = Kościół dla Ukraińców") byłaby niewątpliwie pożyteczna. Oczywiście sama nazwa bez zmiany podejścia nie na wiele się zda. 

Należy przy tym zauważyć, że przyjęcie takiej nazwy lokalnej (krajowej) nie wykluczałoby w żadnej sposób dalszego stosowania, tam gdzie to byłoby wskazane, nazwy "globalnej". Pozostając nadal integralną częścią UKGK moglibyśmy nadal tej nazwy używać w odpowiednich ku temu sytuacjach. Poza tym, gdyby w przyszłości UKGK w wymiarze globalnym zmienił nazwę, jak to już proponowano (np. zastępując "Ukraiński" w nazwie "Kijowskim"), mielibyśmy w Polsce tę wygodną sytuację, że w naszym krajowym wymiarze nie musielibyśmy niczego zmieniać. Zmieniłaby się tylko nazwa "globalna".
 
Czego natomiast należałoby unikać? Nielogiczności i czegoś, co można by nazwać duchowym lokajstwem czy psychologią chytrego niewolnika.

Nielogicznością jest np. używanie w winietach urzędowych pism czy wydawnictw sformułowania "Перемисько-Варшавська Митрополія Української Греко-Католицької Церкви в Польщі" (zob. np. wstęp do liturgikonu polskojęzycznego). Otóż ta część UKGK, która usytuowana jest w Polsce, pokrywa się w całości z metropolią przemysko-warszawską. Logika wymagałaby skreślenia "w Polsce". Z kolei "Ukraiński Kościół Greckokatolicki w Polsce" to sformułowanie dwuznaczne, bo mogące sugerować, że są jakieś różne UKGK, w tym jeden w Polsce; innymi słowy, że my jesteśmy osobnym Kościołem sui iuris. Wiem, sam używam skrótu "UKGKwRP", używam go jednak nie jako nazwy, ale jako określenia i to w ramach skrótu właśnie. I nie w sytuacjach oficjalnych oczywiście, tylko w publicystyce internetowej. Podobnie razi używana przez nasz Synod Metropolitalny w winietach dekretów nazwa "Metropolia Przemysko-Warszawska Kościoła Greckokatolickiego (Bizantyjsko-Ukraińskiego) w Polsce". Pal sześć ten "bizantyjsko-ukraiński", ale przecież jeśli "w Polsce", to nie ma on innych niż przemysko-warszawska metropolii! Chyba że zamiast "Ukraiński Kościół Greckokatolicki" używa się tam nazwy "Kościół Greckokatolicki (Bizantyjsko-Ukraiński)" - skądinąd PO CO?! - ale wtedy znowu zbędny jest dodatek "w Polsce". Warianty poprawne: 
1) "Ukraiński Kościół Greckokatolicki. Metropolia Przemysko-Warszawska";
2) "Metropolia Przemysko-Warszawska Ukraińskiego Kościoła Greckokatolickiego";
3) "Kościół Greckokatolicki w Polsce" (po odpowiednim umocowaniu prawnym tej nazwy lokalnej);
4) "Metropolia Przemysko-Warszawska" (formalnie poprawnie, innej takie metropolii jak na razie nie ma - w żadnym wyznaniu).

Lokajstwem nazywam sytuację, w której w dwóch wersjach językowych tekstu używamy dwóch wersji nazwy Kościoła: w wersji ukraińskiej "Українська Греко-Католицька Церква", w wersji polskiej "Kościół Greckokatolicki [w Polsce]" - tak właśnie, jak to jest na przeklejonym powyżej fragmencie oficjalnej strony eparchii metropolitalnej (ale przykłady takiej "chytrości" znajdowałem i gdzie indziej). Mnie się to kojarzy właśnie z taką naiwną chytrością: w wersji polskiej usunąć przymiotnik "ukraiński", który nie wszystkim Polakom się podoba, ale w wersji ukraińskiej zachować ten przymiotnik, bo Ukraińcom się on kojarzy niewątpliwie pozytywnie. A że język ukraiński używa innego alfabetu, w Polsce dzisiejszej niekoniecznie powszechnie znanego, więc jest nadzieja, że Polak nie zauważy tego, co w wersji ukraińskiej jest - a Ukrainiec tego, czego nie ma w polskiej. Oczywiście trudno tak naiwne rachuby brać na serio, tzn. trudno uwierzyć, by poważni ludzie mieli się nimi kierować. Z drugiej jednak strony zbyt dużo widziałem takich zestawień na tablicach, winietach pism, stronach WWW - z konsekwentnym wygumkowaniem przymiotnika "Ukraiński" w wersji polskiej. I zbyt długo żyję na świecie, przy czym w konkretnym kraju i środowisku, by nie nabrać takowych skojarzeń. Być może błędnych - trudno. Tym niemniej uważam, że jeśli na tablicy, stronie WWW czy w winiecie pisma urzędowego figuruje nazwa w dwóch językach, to obie wersje winny być tożsame. Chowanie przymiotnika "ukraiński" w wersji polskiej uważam za niepoważne.

Podsumowując - "Kościół Greckokatolicki w Polsce" jako nazwa lokalna dla naszej metropolii to dobry pomysł. Ważne, by ewentualne jego wprowadzenie w życie motywowane było nie konformizmem wobec ukrainofobów, tylko realnymi, pragmatycznymi przesłankami, z gatunku tych, które wyliczyłem powyżej.