niedziela, 25 sierpnia 2013

Grekokatolicy i prawosławni w Polsce w świetle spisu powszechnego z 2011 r.

W nawiązaniu do wpisu z 12 lipca br., poświęconego ogólnej prezentacji wstępnych danych spisowych w obszarze wyznaniowym, proponuję dziś lekturę kolejnego opracowania, poświęconego wiernym dwóch konkretnych wspólnot: Polskiego Autokefalicznego Kościoła Prawosławnego.

Tak jak i tekst poprzedni, także i ten został przeze mnie napisany z myślą o portalu Ekumenizm.pl i tamże pierwotnie opublikowany.





Grekokatolicy i prawosławni w Polsce w świetle wyników wstępnych Narodowego Spisu Powszechnego z 2011 r.

                     9 kwietnia 2013 r. Główny Urząd Statystyczny opublikował w Internecie opracowanie pt. Ludność. Stan i struktura demograficzno-społeczna, zawierające pierwsze od 1931 r. (!) dane spisowe dotyczące poszczególnych wyznań, bardzo zresztą na razie fragmentaryczne. W poprzednim artykule piszący te słowa dokonał ogólnego przeglądu wyników spisu w obszarze konfesyjnym. Celem niniejszego opracowania jest bliższe przyjrzenie się wynikom, uzyskanym przez Polski Autokefaliczny Kościół Prawosławny i Ukraiński Kościół Greckokatolicki. 
                    
                             Prawosławni

                     Kościół prawosławny, przypomnijmy, uzyskał według danych spisowych wynik 156 tys. wiernych. Wynik relatywnie dobry, potwierdzający silną pozycję PAKP jako największego wyznania mniejszościowego w Polsce oraz drugiej po Kościele rzymskokatolickim (łacińskim) wspólnoty religijnej w naszym kraju. Z drugiej atoli strony wynik ten może jednak być uznany za wysoce niezadowalający. Po pierwsze dlatego, że sam PAKP zadeklarował wobec GUS liczbę 504 tys. 150 wiernych wg. stanu na rok 2011, co oznacza, że owa deklarowana wielkość przeszacowana była ponad trzykrotnie (!). Po drugie z uwagi na niewielką różnicę między wynikiem PAKP a liczbą plasujących się na kolejnym miejscu Świadków Jehowy (137 tys.).  Po trzecie wreszcie dlatego, że wśród wymienionych z nazwy w opracowaniu GUS wspólnot religijnych żadna nie doświadczyła tak wielkiego rozdźwięku in minus między deklarowaną przez siebie a wynikającą ze spisu liczbą wiernych. Niektóre wręcz odnotowały wynik lepszy, jak Kościół Ewangelicko-Augsburski (71 tys. w NSP 2011 przy 61 tys. 738 wg. autodeklaracji), wspomniani już jehowici (odpowiednio 137 tys. wobec 129 tys. 270) czy Kościół Zielonoświątkowy (26 tys. wobec 22 tys. 429). 
                   Czy możemy tu mówić o zaskoczeniu? Raczej nie. Otóż fikcyjny charakter deklarowanych przez PAKP statystyk obnażył już kilka lat temu p. Krzysztof Goss (zob. np. jego artykuł pt. Trzeba głosić prawdę ).  Zgodnie z obliczeniami tego badacza prawosławnych w Polsce dobrych już kilka lat temu było mniej więcej 200 tys., z czego 150 tys. w głównym mateczniku tego wyznania, czyli woj. podlaskim. Jak podaje Goss, liczbę 200 tys. prawosławnych w Polsce potwierdził w jednym z wywiadów stojący na czele PAKP Metropolita Warszawski i całej Polski, Wielce Błogosławiony Sawa Hrycuniak. Pan Goss, zbierając jeszcze w 1998 r. dane nt. liczby wiernych od wszystkich prawosławnych proboszczów w woj. podlaskim, uzyskał wynik zaledwie 113 tys. osób zarejestrowanych w parafialnej ewidencji ludności. Skąd zatem liczba 150 tys.?  Jest ona pochodną odjęcia od liczby mieszkańców województwa liczby zamieszkałych w nim katolików obrządku łacińskiego. Możliwe jest zatem w świetle zaprezentowanych wyników spisu, że p. K. Goss zbyt ostrożnie oszacował był liczebność  „trzecich” grup wyznaniowych w na północnym Podlasiu (poza tradycyjnymi, acz obecnie liczebnie znikomymi wspólnotami staroobrzędowców i muzułmanów są tam jeszcze Świadkowie Jehowy i protestanci). Istnieje też możliwość, że Krzysztof Goss miał jednak rację i w woj. podlaskim mieszkają tysiące miejscowych odpowiedników „po prostu prawosławnych” i „prawosławnych ateistów” z państw postsowieckich, tj. ludzie zasadniczo uważający się za prawosławnych, lecz nie mający realnych związków ze strukturami PAKP, nie odnotowani w ewidencji parafian tego Kościoła. Można zatem postawić pytanie: czy szacunki K. Gossa były zbyt optymistyczne? A może po prostu wyliczenia tego badacza zdezaktualizowały się już w tak znacznym stopniu – i prawosławnych w Polsce obecnie rzeczywiście jest już nie 200 tys., a poniżej 160 tys.? Może zawiniła tu metodologia przyjęta przez GUS? A może tych „brakujących” 40-50 tys. prawosławnych szukać należy wśród ludzi, którzy z takich czy innych przyczyn odmówili udzielenia odpowiedzi na pytanie o przynależność wyznaniową (2 mln 734 tys. wg. GUS!) i/lub osób, których konfesyjnej afiliacji nie dało się określić np. z powodu wyjazdu za granicę? Spora emigracja zarobkowa z północnego Podlasia do zachodniej Europy jest faktem znanym nie od dziś (już w latach dziewięćdziesiątych XX w. takie np. Siemiatycze miały regularne połączenie autokarowe z Brukselą)…
                       
                                     Grekokatolicy

                       W przypadku Ukraińskiego Kościoła Greckokatolickiego (inaczej: Kościoła Katolickiego Obrządku Bizantyjsko-Ukraińskiego) przez wiele lat zagmatwaniu statystyk sprzyjał status tego Kościoła w Polsce powojennej: w latach 1947-1956 de facto zdelegalizowanego i zakazanego, w latach 1957-1989 ledwie tolerowanego na zasadzie „wewnętrznego problemu Kościoła (rzymsko)katolickiego”. Dopiero we wrześniu 1989 r. wyświęcony został pierwszy w Polsce od 1946 r. biskup greckokatolicki, który zresztą samodzielnym rządcą odrodzonej eparchii (diecezji) przemyskiej stał się dopiero w kwietniu 1991 r. W takich warunkach długo kwitły wszelkiego rodzaju spekulacje i bajki „statystyczne”. Fantazjowano na temat 200-300 tys. grekokatolików w Polsce, sporadycznie padały i większe liczby. Pierwszą jaskółką realizmu zdawała się być na gruncie polskim statystyka opracowana przez warszawską nuncjaturę na podstawie danych pochodzących z  badań ankietowych dokonanych przez rzymskokatolickie kurie diecezjalne, opublikowana w miesięczniku „Powściągliwość i Praca” nr 7-8/1994 (a także na blogu ruthenus.blogspot.com we wpisie z dnia 14 października 2011 r.). Uzyskana tam liczba 110 tys. 380 grekokatolików była już bliższa prawdy, acz pobieżny nawet przegląd zawartych tam danych wskazywał, że w niektórych diecezjach ankietę nuncjatury potraktowano dość powierzchownie i najprawdopodobniej podawano „na oko” liczby znacznie „zaokrąglone” w górę. Być może zresztą wytłumaczenie kryje się w tym, że kurialiści w diecezjach z dużym udziałem ludności greckokatolickiej uczciwie podawali liczbę osób formalnie będących grekokatolikami, ale de facto objętych wyłącznie duszpasterstwem rzymskokatolickim.
                    A jak było naprawdę? Osoby zainteresowane szczegółami zachęcam do lektury mego artykułu w Kalendarzu „Błahowista” za 2013 r. (dostępny na blogu ruthenus.blogspot.com, wpis z 7 czerwca 2013 r.). Tu podam tylko rezultaty mych badań. Punktem wyjścia były – przez analogię do badań Krzysztofa Gossa – dane z momentu poprzedzającego akcję „Wisła” (1947),  już po przesiedleniach ludności ukraińskiej do Związku Sowieckiego (1944-1946). Otóż liczbę grekokatolików pozostałych w Polsce w przededniu akcji „Wisła” szacować można na 80-100 tys. Gdyby grupa ta nie doznała żadnych szykan, prześladowań, delegalizacji, gdyby rozwijała się w takim tempie, w jakim wzrastała ludność Polski powojennej w ogóle – to w połowie lat osiemdziesiątych XX w. byłoby w Polsce już nie 80-100 tys., a 120-155 tys. grekokatolików. Absolutnie nie więcej! Wszelkie zatem szacunki mówiące o 200 tys. i więcej wiernych UKGK były zatem od samego początku pozbawione wszelkich podstaw, podkreślić bowiem należy, że nawet owe 120-155 tys. hipotetycznych wiernych mogłoby zostać osiągnięte w warunkach bez mała cieplarnianych, a warunki realne do takich nie zaliczały się w żadnym razie.
                Ile zatem wynosiła realna liczba grekokatolików w Polsce? Łącznie z tymi, którzy tylko formalnie przynależeli do Kościoła greckokatolickiego, ale nie praktykowali w jego nielicznych i rozproszonych punktach duszpasterskich, mogła w istocie sięgać owych 110 tys. 380 z ankiety nuncjatury. Jeśli jednak interesuje nas liczba osób rzeczywiście utrzymujących żywy związek z grekokatolicyzmem, to na podstawie schematyzmu ks. D. Błażejowśkiego (BLAZEJOWSKYJ D., Schematism of the Ukrainian Catholic Church: a Survey of the Church in Diaspora, Rome 1988, s. 930-985) oszacować można, że w przededniu Tysiąclecia Chrztu Rusi (1988) było ich 40-44 tys. Z kolei na początku XXI wieku, w przededniu akcesji RP do WE (1 maja 2004 r.), liczbę „zewidencjonowanych” grekokatolików w Polsce oszacowałem na 31 tys. Zatem liczba uzyskana w NSP 2011 – 33 tys. – nie jest żadnym zaskoczeniem, bo niemal dokładnie wpisuje się w moje szacunki, z tym tylko zastrzeżeniem, że dotyczą one sytuacji sprzed niemal 10 lat, a liczba 31 tys. już wtedy była szacunkiem maksymalnym. Z drugiej strony na liczbę grekokatolików w Polsce wpływają nie tylko czynniki o charakterze ujemnym (asymilacja, wyjazdy na Zachód), ale i te dodatnie – zwłaszcza imigracja z Ukrainy.     
                   Oczywiście również w przypadku UKGK wynik spisowy (33 tys.) niższy jest od autodeklaracji, czyli liczby wiernych obu greckokatolickich eparchii podanej w „Annuario Pontificio” (55 tys. – 30 tys. w archieparchii przemysko-warszawskiej, 25 tys. w eparchii wrocławsko-gdańskiej). Ale i to nie jest niespodzianką. Wystarczyło prześledzić fluktuacje tej statystyki w „AP”,  by dojść do wniosku, że nie jest ona, delikatnie rzecz ujmując, zbyt dokładna. Oto np. w „AP” z 2005 r. eparchia wrocławsko-gdańska miała 50 tys. wiernych, a już w edycji z roku następnego liczba ta spadła do 21 tys. Ta ostatnia liczba podawana była ciągle aż do 2009 r. włącznie, natomiast w edycjach z lat 2010-2012 spotykamy już liczbę 25 tys.  
                  Jak zatem interpretować owe 33 tysiące – liczbę raczej przekraczającą szacunki dotyczące liczby osób pozostających w ewidencji parafialnej UKGK w Polsce? Być może – jest to przy interpretacji danych NSP 2011 zwrot w zasadzie rytualny – ów statystyczny „urodzaj” zawdzięczamy urokom GUS-owskiej metodologii. Być może jednak jest to świadectwo pozostawania pewnej części zdeklarowanych grekokatolików poza strukturami parafialnymi UKGK, w szczególności wskutek braku takowych w miejscu zamieszkania tych wiernych. Pamiętać należy, iż sieć parafii greckokatolickich w Polsce obejmuje zasadniczo dwa obszary: 1) tzw. ziemie ojczyste (ukr. ridni zemli), czyli tereny, gdzie grekokatolicy mieszkali do 1947 r. (woj. małopolskie, podkarpackie, południowe skrawki lubelskiego) i gdzie przywrócono do mniej lub bardziej regularnego greckokatolickiego kultu kilkadziesiąt świątyń (kilka wybudowano), oraz 2) tzw. ziemie odzyskane, na które przesiedlono grekokatolików w 1947 r. Poza tymi dwoma obszarami parafii greckokatolickich prawie nie ma (a i tam, gdzie są, znajdują się w dużym na ogół rozproszeniu). „Nadmiar” grekokatolików w NSP 2011 może być zatem przesłanką do postawienia tezy, iż wskutek migracji ludności obecna sieć parafialna UKGK w jakiejś części przestała być adekwatną do potrzeb wiernych „nowej” czy „wtórnej” diaspory. Oczywiście pełniejszy obraz uzyskamy wtedy, gdy dostępne staną się dane dotyczące regionów zamieszkania grekokatolików. Równie ciekawie zapowiadają się – także w przypadku prawosławnych – dane dotyczące obywatelstwa, narodowości, języka i innych cech osób deklarujących przynależność do jednego z dwóch omawianych tu Kościołów wschodnich.    

sobota, 24 sierpnia 2013

Z Dnem Nezałeżnosty, Ukrajino! - Lublin 24.VIII.2013

24 sierpnia 1991 r. Rada Najwyższa Ukraińskiej SRS (czy SRR, jak kto woli) uchwaliła deklarację niepodległości. Dlatego też właśnie 24 sierpnia. został proklamowany oficjalnym Dniem Niepodległości Ukrainy.

Nie znalazłem lepszego sposobu uczczenia Dnia Niepodległości Ukrainy niż wizyta na grobach osób, które na różne sposoby starały się kłaść podwaliny pod ukraińską państwowość.

Zacząłem od mogiły ks. Andrzeja Pełenśkiego (1864-1940), greckokatolickiego kapłana i działacza oświatowego towarzystwa Proswita.

Nagrobna płyta świeżo po umyciu...








...i już po wyschnięciu:







Grób ks. Pełenśkiego znajduje się na rzymskokatolickiej części cmentarza przy Lipowej. Natomiast na części prawosławnej pochowani są żołnierze Armii Czynnej Ukraińskiej Republiki Ludowej. W 2001 r. wzniesiono tam również osobny pomnik. 

Pod ww. pomnikiem od lat odbywają się ukraińskie uroczystości oficjalno-patriotyczne. Tak było i dzisiaj (zobacz i posłuchaj - Radio Lublin;  można również obejrzeć obszerny materiał w telewizyjnej Panoramie Lubelskiej). 

Ja sam w uroczystościach tych udziału nie brałem, na cmentarz prawosławny przyszedłem już pod wieczór. Zdjęcie wklejone poniżej zostało zrobione już przy użyciu lampy błyskowej:








Duży wieniec - jak wynika z napisu na szarfie - pochodzi od Konsulatu Generalnego Ukrainy w Lublinie, mniejszy zaś, jak się domyślam, złożyło Towarzystwo Ukraińskie. Nie wiem, kto zapalił dużego znicza (stojącego pośrodku), natomiast dwie skromne czerwone lampki po bokach zapalił piszący te słowa.







piątek, 12 lipca 2013

Wyznania w Polsce wg. danych spisu powszechnego z 2011 r.

Tematyka statystyczno-wyznaniowa gościła już na moim blogu: zamieszczałem tu swego czasu tabelkę statystyczną opracowaną przez Nuncjaturę warszawską, opublikowaną w 1994 r. oraz mój artykuł o statystyce UKGK w Polsce 1988-2013, zamieszczony pierwotnie w Kalendarzu "Błahowista" za 2013 r.

W dniu wczorajszym w serwisie Ekumenizm.pl ukazał się mój artykuł "Wyznania w Polsce wg. spisu powszechnego z 2011 r.". Ponieważ publikacja ta pod względem technicznym daleka jest od doskonałości, postanowiłem zamieścić ów tekst także i tutaj:




Statystyka wyznaniowa w Polsce współczesnej w świetle Narodowego Spisu Powszechnego z 2011 r.

NSP 2011 był pierwszym od 80 lat polskim spisem powszechnym, w którym pojawiło się  pytanie o przynależność wyznaniową respondenta.  Było to pytanie fakultatywne. Można było:  1) odmówić udzielenia odpowiedzi lub 2)  podać wyznanie, do którego się należy lub też 3) zadeklarować bezwyznaniowość.

Podkreślić należy, iż NSP 2011 przewidywał zastosowanie 2 typów ankiet spisowych: „pełnej” i „reprezentacyjnej”. Pytanie o wyznanie zawarte było jedynie w wersji reprezentacyjnej badania spisowego. Wersja ta miała objąć zaledwie 20 % ludności. Stąd też wyniki uzyskane w spisie są swego rodzaju ekstrapolacją wyników owej cząstkowej ankiety na sumaryczny wynik badania. Nie podważając metodologii, zastosowanej przez GUS do wyliczeń, które będą zaprezentowane poniżej, wypadało jednak zasygnalizować, że dane wyznaniowe zebrane w ramach NSP 2011 miały charakter quasi-sondażowy i być może w tym fakcie dopatrywać się można źródła pewnych „niespodzianek” zawartych w opublikowanych przez GUS w opracowaniu Ludność. Stan i struktura demograficzno-społeczna. Dla uzyskania pełniejszego obrazu sytuacji dane NSP 2011 dotyczące poszczególnych społeczności wyznaniowych skonfrontowane zostaną  poniżej z danymi pochodzącymi z GUS-owskiej publikacji Wyznania Religijne - Stowarzyszenia Narodowościowe i Etniczne w Polsce 2009-2011, w której zawarto autodeklaracje poszczególnych wspólnot wyznaniowych w przedmiocie liczby członków.

Ogółem spis objął 38 mln. 512 tys. osób, spośród których aż 2 mln. 734 tys. (7,1 %) odmówiło odpowiedzi na pytanie o przynależność wyznaniową. Dla całkiem sporej grupy, bo aż dla 627 tys. (1,63 %), nie udało się ustalić przynależności wyznaniowej. Jak wyjaśnia GUS, „są to przede wszystkim przypadki osób, które w trakcie badania spisowego przebywały za granicą, a także mieszkańcy obiektów zbiorowego zakwaterowania i bezdomni, którym nie zadawano większości pytań spisowych, w tym – pytania o wyznanie”.

Odpowiedzi na pytanie dotyczące wyznania udzieliło zatem 35 mln. 151 tys. osób, czyli 91,27 % ludności, z czego do bezwyznaniowców zalicza się 929 tys. osób, czyli  2,41 % ludności. Do poszczególnych wyznań należy więc według danych spisowych 34 mln. 222 tys. osób, tj. 88,86 % ludności Polski.

Statystyczną palmę pierwszeństwa dzierży – co do tego chyba nikt nie mógł mieć wątpliwości – Kościół rzymskokatolicki, inaczej „Kościół Katolicki – obrządek łaciński”. Obejmuje on 33 mln. 729 tys. wiernych, co stanowi 87,58 % ludności. Sam Kościół rzymskokatolicki zadeklarował GUS-owi w 2011 r., iż jego wierni stanowią 95,5 % ludności (nie podając liczby bezwzględnej). Jak widzimy, w świetle NSP 2011 procent ten jest niższy o ok. 8 pkt. Co ciekawe, Kościół rzymskokatolicki istotnie liczy sobie  95,95 % - ale nie ludności Polski, lecz osób, które odpowiedziały na pytanie o przynależność wyznaniową.

Pozycja nr 2 – tu również nie ma niespodzianki: „[Polski Autokefaliczny] Kościół Prawosławny”. Sporym jednakże zaskoczeniem dla osób znających statystykę PAKP jedynie z autodeklaracji tego Kościoła jest liczba wiernych wynikająca z danych spisowych: zaledwie 156 tys. (0,41 % ludności). Dla porównania: sam PAKP podał do GUS-u liczbę 504 tys. 150 wiernych, czyli ponad trzykrotnie większą. Do sprawy tej powrócę w zakończeniu.

Na trzecim miejscu uplasował się Związek Wyznania Świadków Jehowy ze 137 tys. wiernych (0, 36 % ludności). Sami jehowici podali 129 tys. 270 jako liczbę „głosicieli”, czyli pełnoprawnych, ochrzczonych członków Związku w 2011 r. Być może tutaj właśnie tkwi źródło lepszego wyniku w spisie – wynik NSP odzwierciedlać może tych adeptów ZWŚJ, którzy już utożsamiają się z doktryną jehowicką, biorą udział w życiu tej społeczności, ale jeszcze nie zostali pełnoprawnymi „głosicielami”. Oczywiście może to być też przeszacowanie wynikłe z winy GUS.

Podobnie rzecz się ma z czwartą grupą wyznaniową w kraju: Kościołem Ewangelicko-Augsburskim (luterańskim), liczącym sobie wg. spisu 71 tys. wiernych (0,18 % ludności), podczas gdy sam KE-A w 2011 r. deklarował 61 tys. 738 wiernych. Być może nastąpiło przeszacowanie z winy GUS, być może sam KE-A nieco zbyt rygorystycznie „urealnił” swą statystykę (dla porównania: w r. 2000 deklarował 87 tys. 300 wiernych, w 2005 – już 77 tys. 500 członków, zaś w roku 2009 liczba luteranów wynosić miała 75001). Możliwym wyjaśnieniem jest też fakt, iż parafie luterańskie nie są w Polsce rozsiane równomiernie (dotyczy to właściwie wszystkich większych grup wyznaniowych w RP, poza rzymskimi katolikami). Spore połacie kraju są ich pozbawione (przykład: całkiem spore województwo lubelskie liczy sobie 1 parafię – w stolicy województwa, z 1 filiałem – w małej wiosce przygranicznej). Spory „naddatek” luterańskich wiernych może być zatem pochodną ich diasporalnego statusu, który sprawia, że wielu ewangelików augsburskich po prostu „wypada” z ewidencji parafialnej, nie przestając jednak odczuwać związku z luteranizmem.

Piąte miejsce zajął Kościół greckokatolicki, inaczej „Kościół Katolicki – obrządek bizantyjsko-ukraiński”, czyli metropolia przemysko-warszawska Ukraińskiego Kościoła Greckokatolickiego. Wg. spisu liczba grekokatolików w Polsce wynosi 33 tys. (0,09 %), przy czym dotyczy to wiernych UKGK, a nie innych katolików tradycji bizantyjskiej, w szczególności neounitów, ujętych w spisie jako osobna pozycja. GUS w publikacji Wyznania Religijne - Stowarzyszenia Narodowościowe i Etniczne w Polsce 2009-2011 podał liczbę wiernych zaczerpniętą z Annuario Pontificio 2012 – 55 tys. Dodać wszakże należy, iż moje własne – a zatem przez greckokatolickiego duchownego dokonane – szacunki, publikowane w oficjalnych wydawnictwach UKGK, opiewały na maksymalnie 31 tys. wiernych na początku XXI w., jeszcze przed akcesją RP do WE i falą masowych wyjazdów do pracy na Zachodzie. Do problemu powrócę w zakończeniu tego artykułu.

Miejsce szóste należy do Kościoła Zielonoświątkowego – 26 tys. wiernych (0,07 % ludności). Co ciekawe, także i tym przypadku dane spisowe są bardziej optymistyczne od autodeklaracji (22 tys. 429 wiernych w 2011 r.). Być może powodem takiego wyniku są deklaracje osób jeszcze nie ochrzczonych, a już utożsamiających się z KZ – podobnie jak to (hipotetycznie) było w przypadku Świadków Jehowy?

Na miejscu siódmym – ostatnim wśród imiennie wskazanych wspólnot wyznaniowych    GUS umieścił Starokatolicki Kościół Mariawitów z 10 tys. (na s. 101 opracowania dodano „niespełna”), co stanowi 0,03 % ludności. Sam SKM deklarował wobec GUS liczbę 23 tys. 436 wiernych, czyli ponad dwukrotnie więcej.  Co jest przyczyną tak dużej rozbieżności? Piszący te słowa nie czuje się kompetentnym, by odpowiedzieć na to pytanie.

Na mariawitach „płockich” kończy się GUS-owska lista największych grup wyznaniowych. Członkowie wszystkich pozostałych konfesji razem wzięci według danych spisowych liczą sobie jedynie 59 tys. (0,15 % ludności).

Jak widzimy, wstępne dane spisowe mają charakter fragmentaryczny. Być może już jesienią 2013 r. pojawi się pełniejsze opracowanie danych spisowych nt. wyznań. Dopóki go nie ma, bez odpowiedzi pozostają pytania np. o to, gdzie „podziały się” wspólnoty takie, jak Kościół Polskokatolicki (deklarujący 20 tys. 402 wiernych w 2011 r.) czy Kościół Adwentystów Dnia Siódmego (odpowiednio 9 tys. 654 wiernych)? Czy dane uzyskane w ramach NSP 2011 w przypadku tych dwóch wyznań były na tyle niższe od 10  tys. wiernych, że spowodowały nieuwzględnienie tych wspólnot wśród największych wyznań w Polsce? A może lista siedmiu wspólnot, od rzymskich katolików po mariawitów „płockich”, niekoniecznie odzwierciedla rzeczywistą strukturę liczebności poszczególnych grup wyznaniowych? Jeśli sięgniemy do wersji demo formularza spisowego  (ma być dostępna w internecie do 25 lipca 2013 r.), to łatwo możemy stwierdzić, że gdy na s. 10 formularza osobowego pojawia się „wyznaniowe” pytanie nr 4, to po wybraniu wariantu „należę do:” pojawia się do wyboru lista…tychże samych siedmiu wyznań, niemal w tej samej kolejności (jedyna różnica: zielonoświątkowcy na ostatnim miejscu). Ósmym punktem do wyboru jest „inne” – ale tu już trzeba wybrać z listy (ew. wpisać własną opcję). Być może zatem to, co prezentuje GUS, niekoniecznie jest rzeczywistym wykazem wyznań liczących od („niespełna”) 10 tys. wiernych w górę, ile zestawieniem statystyki tych wspólnot, które z góry uznano za „wiodące”? Może w bardziej szczegółowych opracowaniach, które mają się niezadługo ukazać, liczba polskokatolików czy adwentystów „głównego nurtu” okaże się również bliska 10 tys. (a może, zwłaszcza w przypadku pierwszej grupy, nawet i wyższa)? Skądinąd nie można wykluczyć, że takie właśnie sformułowanie ankiety mogło wpływać sugerująco na rachmistrzów czy osoby dokonujące samospisu – powodując albo deklarowanie przynależności do któregoś z wyznań „głównej listy”, albo też np. odmowę udzielenia odpowiedzi? Przypominam, że odpowiedzi odmówiły 2 mln. 734 tys. osób, zaś liczba członków wszystkich grup wyznaniowych poza Kościołem rzymskokatolickim ma wg. spisu wynosić ledwie 493 tys., czyli ponad 5 razy mniej.

Osobnym, złożonym problemem jest statystyka prawosławnych i grekokatolików. Na jej temat opublikowałem był w nr 21 tygodnika ukraińskiego „Nasze Słowo” z 26 maja 2013 r. artykuł Kościoły w spisie ludności 2011 r. Z uwagi na to, że dostępny jest on jedynie w języku ukraińskim, w Polsce mało znanym, postaram się jego zasadnicze tezy przedstawić w osobnym tekście polskojęzycznym.