niedziela, 13 marca 2011

Przekłady modlitw III


Dziękuję za zainteresowanie - do komentarzy, mam nadzieję, odniosę się jutro. A teraz proponuję kolejne 3 krótkie modlitwy (wieczorne) w moim przekładzie:


Modlitwa piąta
Panie, Boże nasz, dobry i miłujący człowieka, wybacz mi, com zgrzeszył (a) w tym dniu słowem, czynem i myślą. Obdarz mnie snem spokojnym i niezmąconym. Anioła Twego, stróża, ześlij, by mnie osłonił i zachował od zła wszelkiego. Albowiem Tyś jest Stróżem dusz i ciał naszych, i Tobie chwałę oddajemy, Ojcu i Synowi i Świętemu Duchowi, teraz i zawsze i na wieki wieków. Amen.
Modlitwa ósma, do Najświętszej Bogurodzicy
O dobra Matko dobrego Króla, przeczysta i błogosławiona Bogurodzico Maryjo, wylej na mą cierpiącą duszę miłosierdzie Syna Twego a naszego Boga! Przez modlitwy Twoje wskaż mi drogę do dobrych czynów, bym pozostały czas życia mego bez skazy przeżył (a) i dzięki Tobie raj odnalazł (a), Bogurodzico Dziewico, jedyna Czysta i Błogosławiona.
Modlitwa dziewiąta, do świętego Anioła Stróża
Aniele Chrystusowy, Stróżu mój święty i opiekunie  duszy i ciała mego, wybacz mi wszystko, czym zgrzeszyłem (–am) w dniu dzisiejszym. I wybaw mnie od wszelkiego podstępu Wroga, który jest mi przeciwny, bym żadnym grzechem nie rozgniewał (a) Boga mego. Proś za mną grzesznym (-ą) i niegodnym (-ą) sługą, abyś ukazał mnie godnym (-ą) dobroci i miłosierdzia Przenajświętszej Trójcy, i Matki Pana mego Jezusa Chrystusa , i wszystkich świętych. Amen.

A oto wersja ukraińska stąd:

Молитва п’ятa
Господи Боже наш, все, у чому я згрішив сьогодні, словом, ділом чи думкою, Ти, як благий і чоловіколюбець, прости мені. Сон мирний і спокійний даруй мені, ангела Твого хоронителя пошли, щоб він покривав і охороняв мене від усякого зла, бо Ти єси охоронець душ і тіл наших і Тобі славу возсилаємо Отцю, і Сину, і Святому Духові нині, і повсякчас, і на віки віків. Амінь.

Молитва восьма
до Пресвятої Богородиці
Благого Царя, благая Мати, Пречиста і Благословенна Богородице Маріє, милість Сина твого і Бога нашого вилий на мою грішну душу і твоїми молитвами настав мене на діяння благі, щоб останок життя мого я прожив без гріха і через тебе знайшов рай, Богородице Діво, єдина чиста і благословенна. Амінь.

Молитва дев’ята
до св. Ангела Хоронителя
Ангеле Христовий, Хоронителю мій святий, покровителю душі і тіла мого, прости мені все, чим я згрішив у цей день, і від усякої спокуси ворожої звільни мене, щоб я ніяким гріхом не прогнівив мого Бога, але молися за мене, грішного і недостойного раба, щоб стати мені достойним благості і милості Всесвятої Тройці і Матері Господа мого Ісуса Христа та всіх святих. Амінь.

poniedziałek, 7 marca 2011

Przekłady modlitw II


Kontynuując wątek translatorski, proponuję dzisiaj przekład tak zwanego "początku zwykłego" (cs.naczało obycznoje), który zwykle (nie zawsze!) rozpoczyna wszelkie modlitwy i celebracje w obrządku bizantyjskim. Po tłumaczeniu polskim - wersja ukraińska ze wspomnianego już modlitewniczka Raniszni i weczirni mołytwy.

Zachęcam do lektury i konstruktywnej krytyki.

Przez modlitwy świętych Ojców naszych, Panie Jezu Chryste, Boże nasz, zmiłuj się nad nami. Amen.
Chwała Tobie, Boże nasz, chwała Tobie.
Królu Niebieski, Pocieszycielu, Duchu prawdy, Który wszędzie jesteś i wszystko wypełniasz, Skarbnico dóbr i Dawco życia, przyjdź i zamieszkaj w nas, i obmyj nas ze wszelkiej zmazy, i zbaw, o Dobry, dusze nasze.
Święty Boże, święty Mocny, święty Nieśmiertelny, zmiłuj się nad nami  (3x).
Chwała Ojcu i Synowi i Świętemu Duchowi, i teraz i zawsze i na wieki wieków. Amen.
Przenajświętsza Trójco, zmiłuj się nad nami. Panie, oczyść grzechy nasze; Władco, przebacz nieprawości nasze. Święty, nawiedź nas  i ulecz słabości nasze dla imienia Twego.
Panie, zmiłuj się (3x).
Chwała Ojcu i Synowi i Świętemu Duchowi, i teraz i zawsze i na wieki wieków, amen.
Ojcze nasz, któryś jest w niebiesiech, święć się Imię Twoje,
przyjdź królestwo Twoje,
bądź wola Twoja, jako w niebie tak i na ziemi,
chleba naszego powszedniego daj nam dzisiaj,
i odpuść nam nasze winy, jako i my odpuszczamy naszym winowajcom,
i nie wódź nas na pokuszenie, ale nas zbaw ode złego. Amen.

Молитвами святих отців наших, Господи Ісусе Христе, Боже наш, помилуй нас.

Слава Тобі, Боже наш, слава Тобі.

Царю небесний, утішителю, Душе істини, що всюди єси і все наповняєш, скарбе дібр і життя подателю, прийди і вселися в нас, і очисти нас від усякої скверни, і спаси, благий, душі наші.

Святий Боже, святий кріпкий, святий безсмертний, помилуй нас (3).

Слава Отцю, і Сину, і Святому Духові, і нині, і повсякчас, і на віки віків. Амінь.

Пресвята Тройце, помилуй нас; Господи, очисти гріхи наші; Владико, прости беззаконня наші; Святий, посіти і зціли немочі наші, імени Твого ради.

Господи, помилуй (3).
Слава і нині:
Отче наш, Ти, що єси на небесах, нехай святиться ім'я Твоє, нехай прийде царство Твоє, нехай буде воля Твоя, як на небі, так і на землі. Хліб наш насущний дай нам днесь; і прости нам довги наші, як і ми прощаємо довжникам нашим; і не введи нас у спокусу, але ізбав нас від лукавого. Амінь.

niedziela, 6 marca 2011

Zaczynamy Wielki Post...

...a skoro tak, to warto podać garść linków, które przybliżą nam liturgiczną specyfikę tego okresu.

I. Liturgia św. Bazylego Wielkiego - jest celebrowana w niedziele Postu (I-V) zamiast Liturgii św. Jana Chryzostoma (ta ostatnia odprawiana jest w soboty postne i Niedzielę Palmową).

Zewnętrznie niewiele różni się od Liturgii św. Jana. Obrzędy są te same. Teksty "głośne" - właściwie też, najważniejszym wyjątkiem jest tu teotokion na anaforze. Tym, co z pozycji laika rzuca się w oczy, jest zazwyczaj wolniejszy śpiew chóru podczas anafory: ponieważ kapłani mają do odczytania o wiele dłuższe modlitwy "ciche", przyjęło się śpiewać tak, by "pokryć" te dłuższe modlitwy anafory (por. nagranie na płycie Objatija Otcza - link na końcu niniejszego wpisu).

Liturgia św. Bazylego Wielkiego: po ukraińsku i cerkiewnosłowiańsku. Polskich przekładów dla obrządku bizantyjsko-ukraińskiego (recensio Ruthena) nie ma, są tylko w obrządku bizantyjsko-rosyjskim (synodalnym):

 na stronie emerytowanego proboszcza z Kostomłot, o.arch. Romana:

http://www.cyrylimetody.marianie.pl/modlitwy.htm (poz. 2 i 13).

Na prawosławnej stronie http://liturgia.cerkiew.pl/teksty_nabozenstwa.html jest w pdf-ie.
II. Liturgia Uprzednio Poświęconych Darów - celebrowana we środy i piątki Wielkiego Postu, w Wielkim Tygodniu od poniedziałku do środy. Bardzo się różni od obu Liturgii przywołanych wyżej. Są to właściwie nieszpory z Komunią. Celebracja bardzo ciekawa pod każdym względem.

W sieci znaleźć można tekst ukraiński z modlitewnika Pryjdite pokłonimsia.
Szerzej i więcej o tej Liturgii (teksty, w tym polski nieoficjalny, nagrania audio i video) na forum eparchii wrocławsko-gdańskiej.

III. Nagrania z płyty Objatija Otcza - wydanej przez studytów z Uniowa - prezentują szerokie spektrum pieśni wielkopostnej i pasyjnej, w szczególności fragmentów obu Liturgii wspomnianych powyżej. Miłego (i ubogacającego duchowo!) słuchania życzę! 

sobota, 5 marca 2011

Przekłady modlitw I

Na marginesie ostatnich ataków na moją skromną osobę, związanych z głoszeniem przeze mnie poglądów będących w świetle nauki i praktyki Kościoła (także UKGK!) poczciwymi truizmami z elementarza teologii pastoralnej - przyszedł mi do głowy pomysł na wzbogacenie niniejszego bloga roboczymi wersjami przekładów modlitw obrządku bizantyjsko-ukraińskiego.

W chwili obecnej pracuję nad dwujęzycznym, ukraińsko-polskim, zbiorkiem modlitw osobistych (poranne i wieczorne, przed i po jedzeniu, przed i po Komunii). Pewien zaprzyjaźniony sympatyk UKGK i tradycji bizantyjskiej w ogóle pracuje równolegle nad zbiorkiem 3 Liturgii (św. Jana Chryzostoma i św. Bazylego Wielkiego oraz Uprzednio Poświęconych Darów) w 3 wersjach: ukraińskiej cyrylicą, ukraińskiej w polskiej transkrypcji oraz po prostu polskiej.

Jest zatem co zamieszczać na blogu - i to nie tylko i nie tyle po to, by tenże blog czymś zapchać: publikując propozycje przekładów różnych modlitw daję jednocześnie czytelnikom bloga okazję do podzielenia się uwagami dotyczącymi jakości przekładu, podsuwania lepszych tłumaczeń poszczególnych słów czy fraz itd.

Dziś cz. 1 - proponuję wersje robocze 2 modlitw wieczornych:

Modlitwa pierwsza, św. Makarego Wielkiego, do Boga Ojca

Boże wieczny i Królu wszelkiego stworzenia, któryś dał mi dożyć aż do tej godziny, przebacz mi grzechy, których się dopuściłem (-am) w tym dniu czynem, słowem i myślą. Oczyść, Panie, skruszoną duszę moją ze wszelkiej zmazy cielesnej i duchowej. Daj mi, Panie, sen spokojny tej nocy, bym wstawszy w pokorze z mego łoża, służył (a) najświętszemu imieniu Twemu i zdeptał (a) walczących przeciw mnie wrogów cielesnych i duchowych. I wybaw mnie, Panie, od myśli próżnych i złych pożądań. Albowiem Twoje jest królestwo, moc i chwała, Ojca i Syna i Świętego Ducha, teraz i zawsze i na wieki wieków.

Modlitwa druga, do Pana naszego Jezusa Chrystusa, św. Antiocha
O, Wszechmogący, Słowo Ojca, Sam będąc doskonałym, Jezu Chryste, dla Twego wielkiego miłosierdzia nie odsuwaj się nigdy ode mnie, sługi Twego, lecz zawsze we mnie przebywaj. Jezu, Pasterzu Dobry Twych owiec, nie wydaj mnie wężowemu podstępowi, ani nie opuszczaj mnie wobec zakusów szatańskich – albowiem jest we mnie zalążek rozkładu. Dlatego  Ty, Panie Boże wysławiany, Królu święty, Jezu Chryste, ochroń mnie śpiącego światłem nie znającym zmierzchu, Duchem Twoim Świętym, którym uświęciłeś uczniów Twoich. Daj, Panie, i mnie niegodnemu słudze Twemu (niegodnej służebnicy Twej) na łożu mym Twe zbawienie. Oświeć umysł mój światłem pojmowania świętej Twej Ewangelii, duszę – miłością do krzyża Twego, serce – czystością słowa Twego, ciało me – Twym cierpieniem (pragnieniem) beznamiętnym, myśl mą Twą pokorą ochroń, i w czasie stosownym podnieś mnie, bym głosił Twą chwałę. Albowiem wysławiany jesteś, z nie mającym początku Ojcem Twoim i Najświętszym Duchem, na wieki. Amen
Dla porównania: wersja ukraińska z modlitewniczka Raniszni i weczirni mołytwy, wyd. przez lwowskie Swiczado w 2008 r.:

Молитва перша
св. Макарія Великого до Бога Отця
Боже вічний і Царю всякого сотворіння, що сподобив мене дожити до цього часу, прости мені
 гріхи, які я вчинив у цей день ділом, словом і думкою, й очисти, Господи, смиренну мою душу
 від усякої скверні плоті і духа. І дай мені, Господи, в цю ніч сон мирний, щоб, вставши
з мого смиренного ложа, я догоджав пресвятому імені Твоєму в усі дні життя мого
та переміг ворогів моїх, що борються проти мене. І ізбави мене, Господи, від помислів суєтних,
 що осквернюють мене, і від похотей лукавих. Бо Твоє є царство, і сила, і слава з єдинородним
 Твоїм Сином і пресвятим, і благим, і животворящим Твоїм Духом нині і повсякчас, і на віки
віків. Амінь.

Молитва друга
св. Антіоха до Ісуса Христа
Вседержителю, Слово Отче, сам вседосконалий Ісусе Христе. З великого милосердя свого
ніколи не покидай мене, раба Твого, але завжди в мені перебувай. Ісусе, добрий пастирю
своїх овець, не віддай мене підступам  зміїним  і не залиш мене на волю сатани, бо насіння
тлі в мені є. Ти ж бо, Господи, достойний поклоніння, Царю святий, Ісусе Христе, у сні мене
охорони Світлом, що ніколи не меркне — Духом Твоїм Святим, яким освятив єси учеників
 своїх. Дай, Господи, і мені, недостойному рабові Твоєму, спасення своє на ложі моїм
 і просвіти розум мій світлом пізнання святого Євангелія Твого, душу — любов’ю хреста
твого, серце — чистотою слова Твого, тіло моє — Твоїми страстями безстрасними, думку
 мою — Твоїм смиренням охорони; і підведи мене в час належний, щоб славословити
Тебе. Бо прославлений єси з безначальним Твоїм Отцем і пресвятим Духом на віки. Амінь.

UWAGA! Tłumaczyłem z cerkiewnosłowiańskiego na podstawie oficjalnego rzymskiego Czasosłowa.

"Odwaga bycia sobą" - list pasterski hierarchy melchickiego z 1970 r.

Jak zapowiadałem był już wcześniej, na blogu tym wklejane będą także niektóre ważne teksty w językach innych, niż polski czy ukraiński. Jako pierwszy publikuję list pasterski egzarchy melchickiego w USA, arcybiskupa Józefa Tawila (1913-1999), na Boże Narodzenie 1970 r., zatytułowany "Odwaga bycia sobą".

Na czym polega znaczenie tego listu? Ukazuje on w bardzo jednoznaczny sposób postawę i wizję Kościoła greckokatolickiego diametralnie różną od pokutującej u nas koncepcji Kościoła jako narzędzia zberihannia ukrajinstwa. Wizję opartą w zupełności na wypełnianiu religijnego posłannictwa tej wspólnoty, zgodnie z tym, czego od katolickich Kościołów wschodnich oczekuje Kościół Powszechny - w postawie otwarcia na świat zewnętrzny.

Zastanawiam się, czy - mutatis mutandis - byłoby możliwe, by w liście hierarchy greckokatolickiego z Polski znalazł się passus analogiczny do tego, co abp Józef napisał był poniżej w rozdziale "Niebezpieczeństwo dla tej misji: mentalność getta" (wytłuszczone)...

List zaczerpnąłem z witryny http://www.melkite.org/ - zresztą w tekście umyślnie pozostawiałem oryginalne hiperłącza.

 

 

THE COURAGE TO BE OURSELVES

To our beloved children, the priests and faithful of the Melkite Church in the United States, peace in Christ our Lord, greetings and blessings.

OUR INCOMPARABLE PATRIMONY

The incomparably rich writings of our Fathers are the voice of your own ancestors in the faith. Their names are known throughout the Christian world - Athanasius of Alexandria, Basil the Great, the two Gregories, John Chrisostom, John of Damascus, and the rest. We alone can truly say that they are bones of our bones, flesh of our flesh: ours in the truest sense of the term. They lived in the lands of our origin and the riches of their inheritance is now the treasured possession of the entire Church. Still we are the most rightful heirs of their inestimable treasures, for we are their very descendants, sons of the same soil.

However true this may be, we do not live in the past, but in the present. Why must we exert so much energy to preserve the heritage of days long since past, we who are such a minority in American Catholicism? Since we live in the United States now, why do we not simply follow the majority of Catholics and become Latin?

These questions are often heard and deserve answers.

We can do no better than recall the teaching of Vatican II which declared: ''History, tradition, and numerous ecclesiastical institutions manifest luminously how much the universal Church is indebted to the Eastern Churches. Therefore, ...all Eastern rite members should know that they can and should always preserve their lawful liturgical rites and their established way of life ... and should honor all these things with greatest fidelity.''

OUR MISSION TO ROMAN CATHOLICS

For a long time the principle of the superiority of the Roman rite, which had become general during the Middle Ages, prevailed in the West. The Latin tradition was considered the only true Catholic tradition, and this led to a certain fixedness among Catholics: the Latin way is the only way! Events of the succeeding centuries only served to heighten the feeling among Latin Catholics that to be Catholic one had to be Roman.
Vatican II put an end to this provincialist view of the Church once and for all. The Church cannot be identified, it stressed, with any one culture, nation, or form of civilization without contradicting that universality which is of the essence of the Gospel.

The existence of Eastern Churches as part of the Catholic family, although they have distinct customs and traditions in all areas of Church life, dramatically shows that to be Catholic one does not have to conform to the Roman model.

Indeed, the Roman Church, as the Council affirmed, has learned many lessons of late from the East in the fields of liturgy (use of the vernacular, Communion in both kinds, baptism by immersion), of Church order (collegiality, synodal government, the role of the deacon), and spirituality. In a very real sense, the Western Church ''needs'' a vibrant Eastern Church to complement its understanding of the Christian message. Top of Page

ECUMENICAL VOCATION OF EASTERN CATHOLICS

By our fidelity to maintaining our patrimony, by our refusal to be assimilated, the Eastern Churches render a most precious service to Rome in still another area of Church life. Latinizing this small number of Easterners would not be a gain for Rome; rather it would block - perhaps forever - a union of the separated Churches of the East and West. It would be easy then for Orthodoxy to see that union with Rome leads surely to ecclesiastical assimilation.

Thus it is for the sake of ecumenism - to create a climate favorable to the union of the Churches - that the Eastern Catholic must remain faithful to his tradition. This providential vocation which is ours opens to the Church an unlimited perspective for preaching the Gospel to all peoples who, while they accept faith in Christ, must still remain themselves in this vast assembly of believers.

From what has been said above, it is easy for us to find our place in America's pluralistic societies with its varied Churches and religious groups. In the now famous words of the late Patriarch Maximos IV,

''We have, therefore, a two-fold mission to accomplish within the Catholic Church. We must fight to insure that latinism and Catholicism are not synonymous, that Catholicism remains open to every culture, every spirit, and every form of organization compatible with the unity of faith and love. At the same time, by our example, we must enable the Orthodox Church to recognize that a union with the great Church of the West, with the See of Peter, can be achieved without being compelled to give up Orthodoxy or any of the spiritual treasures of the apostolic and patristic East, which is opened toward the future no less to the past.'' Top of Page

A DANGER TO THIS MISSION: THE GHETTO MENTALITY

We have not yet mentioned the principal dangers which threaten our communities and their mission to the Churches: the ghetto mentality and the assimilation process.

In a ghetto life is closed in upon itself, operating only within itself, with its own ethnic and social clichés. And the Parish lives upon the ethnic character of the community; when that character disappears, the community dies and the parish dies with it.

One day all our ethnic traits - language, folklore, customs - will have disappeared. Time itself is seeing to this. And so we can not think of our communities as ethnic parishes, primarily for the service of the immigrant or the ethnically oriented, unless we wish to assure the death of our community. Our Churches are not only for our own people but are also for any of our fellow Americans who are attracted to our traditions which show forth the beauty of the universal Church and the variety of its riches. Top of Page

A SECOND DANGER: THE ASSIMILATION PROCESS

Without doubt we must be totally devoted to our American national culture. We must have an American life-style. We must be fully American in all things and at the same time we must preserve this authentic form of Christianity which is ours and which is not the Latin form. We must know that we have something to give, otherwise we have no reason to be. We must develop and maintain a religious tradition we know capable of enriching American life. Otherwise we would be unfaithful to our vocation.

It is often easier to get lost in the crowd than to affirm one's own personality. It takes more courage, character, and inner strength to lead our traditions to bear fruit than it takes to simply give them up. The obsession to be like everyone else pursues us to the innermost depths of our hearts. We recognize that our greatest temptation is always to slip into anonymity rather than to assume our responsibility within the Church. And so, while we opt for ethnic assimilation, we can never agree to spiritual assimilation.

One prime source of spiritual assimilation for Eastern Catholics has been the phenomenon known as 'latinization', the copying by Eastern Catholics of the theology, spiritual practices, and liturgical customs of the Latin Church. Latinization implies either the superiority of the Roman rite -the position denounced by Vatican II - or the desirability of the assimilation process, an opinion with which we cannot agree. Not only is it unnecessary to adopt the customs of the Latin rite to manifest one's Catholicism, it is an offense against the unity of the Church. As we have said above, to do this would be to betray our ecumenical mission and, in a real sense, to betray the Catholic Church.

For this reason many parishes are attempting to return to the practice of Eastern traditions in all their purity. This has often entailed redecoration of the churches and elimination of certain devotions on which many of the people had been brought up. In some places, our priests, attempting to follow the decree of the Council in this matter have been opposed by some of their parishioners. Other priests have been reluctant to move in this direction, as they feared that division and conflict would result. We should all know in this regard that a latinized Eastern Church cannot bear anything but false witness, as it seems to be living proof that Latinism and Catholicism are indeed one and the same thing.

To be open to others, to be able to take our rightful place on the American Church scene, we must start by being fully ourselves. It is only in our distinctiveness that we can make any kind of contribution to the larger society. It is only by being what we are that we retain a reason for existence at all. Top of Page

GRATITUDE TO OUR FOREFATHERS

Immigrants from Western Europe to the United States had less to do than our fathers did to adapt themselves to the American life-style. The Easterner, on the other hand, found himself immersed in a far different world than that which he knew. The temptation was great to throw off his entire heritage and become what he was not. And so we remember with gratitude our fathers and grandfathers and the priests who accompanied them from the old country for the foundations we have in this immense continent. Those who followed them have also worked well, often building splendid churches with the assistance of the Latin hierarchy. Now we are in the age of the young, American-born priests. To them especially falls the task of perfecting the work begun before them. They are still too few in number, but we hope with confidence that their number will increase.

We cannot be grateful enough to those Roman Catholic bishops of this country who took the steps necessary to preserve our heritage while we had no hierarchy of our own on these shores. We think most of all of the late Cardinal Richard Cushing, undoubtedly the greatest benefactor of our church in the United States. Thanks to his apostolic openness and love, he worked for the establishment of our exarchate and generously endowed it with his psychological and financial support once it had been erected. For this reason we have directed that a solemn Liturgy be celebrated annually in our cathedral to perpetuate his memory. Top of Page

TOWARD THE FUTURE

This is not the place to describe in detail the projects we are currently working on. We only list some here: a diocesan religious education program for both adults and youth, a unified text and musical setting for the Divine Liturgy to be followed by similar texts for the other services of the Church, such as the sacraments, a diocesan handbook which we will soon be happy to offer to the faithful and to the friends of our Church, a periodical which will also appear before long, and the general sharing with the faithful of our pastoral responsibility, as in parish councils and an active diaconate among other things.

Also high on our priority list are the concerns of youth. Without the participation of the young, we can be assured that all our work is in vain and that our communities will disappear. And so we look forward to implementing a diocesan youth program as well before long.

We also recognize that we are reaching only a small number of our faithful while the majority of them are unknown to us. Like the Good Shepherd concerned about the lost sheep, we ask ourselves what can be done for them. We are presently in the process of studying these situations and hope to provide for their pastoral care where possible.

With what joy, then, was it to hear Bishop Mark Hurley of Santa Rosa, California observe in a recent speech that ''in many of our dioceses Eastern Christians are without churches of their own. It is the duty of the Latin bishops to see that the venerable rites of the East are preserved.'' The bishop then called on the Eastern Catholic bishops in America to form parishes in these areas so that ''the example of the East may continue to instruct Western Catholics and that the true universality of the Catholic Church may be experienced.

CLOSING THOUGHTS

Dear faithful, be united to one another in the love of Christ. Form one soul and one heart with your priests and with one another, for it is only by this union in love that God is truly glorified.

With these prayers and sentiments, dear faithful, we ask for you and your families the most abundant blessings of our Lord Jesus Christ.

Archbishop Joseph Tawil
Christmas, 1970

piątek, 25 lutego 2011

Śp. Jerzy Nowosielski (7.I.1923-21.II.2011) o sprawach narodowościowych




Zmarły 21 bm. w Krakowie Profesor Jerzy Nowosielski, wybitny malarz i bardzo interesujący myśliciel, znaczną część Swego intelektualnego dorobku pozostawił nam w formie rozmów, które przez wiele lat przeprowadzał z Nim śp. Zbigniew Podgórzec (1935-2002). Poniżej proponuję małą próbkę – fragmenty rozmowy na temat raczej dla rozmów Nowosielski –Podgórzec nietypowy: kwestie narodowościowe. Konkretnie – zagadnienia tożsamości narodowej samego Artysty oraz jego spojrzenia na zjawisko narodowości, ze szczególnym uwzględnieniem spraw ukraińskich.

Z Nowosielskim można się zgadzać całkowicie, częściowo lub wcale – tym niemniej warto się zapoznać z Jego przemyśleniami na różne tematy. Dlatego zachęcam do lektury (krytycznej, a jakże!) pism Profesora. Zabrzmi to pewnie paradoksalnie, ale np. ja osobiście, czytając Nowosielskiego lata temu, utwierdziłem się raczej w grekokatolicyzmie, choć przecież sam Profesor, ochrzczony i wychowany w naszym Kościele (konkretnie w parafii krakowskiej), potem nawet przez czas jakiś kandydat na mnicha we Lwowie, po okresie ateizmu przyjął prawosławie i na Unię patrzył krytycznie (patrz niżej).

Fragmenty opublikowane poniżej pochodzą z:

Podgórzec Z., Rozmowy z Jerzym Nowosielskim. Wokół ikony – Mój Chrystus – Mój Judasz, opr. K. Czerni, Kraków 2009, s. 406-411.

 Książka ta jest nadal dostępna w sprzedaży, m.in. u  wydawcy.

Publikację niniejszą traktuję jako mój prywatny hołd pamięci Profesora Jerzego Nowosielskiego.


W „Krakowskich Zeszytach Ukrainoznawczych” ukazała się Pana biografia (Rys Biograficzny Jerzego Nowosielskiego opracowany przez Marka Tytkę). Jej autor robi z Pana Ukraińca!

Nigdy nie pozwalam z siebie czegoś lub kogoś robić! Ale przecież jestem w jakimś stopniu Ukraińcem. Jeżeli się ma ojca Ukraińca, a matkę Polkę, mieszka się w kraju, gdzie istnieją dwie kultury, to człowiek przynależy do obu tych kultur. Tylko nie wiem, co to znaczy: być Polakiem i co to znaczy: być Ukraińcem. Natomiast wiem, co to znaczy: być człowiekiem. Istnieje pewien gatunek Ukraińców, którzy zawsze chcą ustalić, kto jest kto. Wielu takich Ukraińców patrzy na mnie spode łba, jak coś robię w cerkwi, i pytają: A wy chto? Jak to: chto? Ja staram się być człowiekiem, nie zawsze mi to wychodzi, ale przynajmniej się staram. Narodowość to najbardziej sztuczna kategoria tożsamości, jaką ludzie potrafili wytworzyć. W XVII i XVIII wieku weszła do ludzkiej świadomości w miejsce świadomości konfesyjnej, ponieważ żarliwość religijna zanikła wtedy prawie do zera. Ale to jest sztuczne pojęcie! Narodowość co innego oznacza w Polsce i na Ukrainie – gdzie są podobne struktury społeczno-polityczne – a zupełnie co innego w Chinach czy w Indiach. A jeszcze co innego na przykład w Ameryce. Nie ma amerykańskiej narodowości w naszym europejskim rozumieniu tego słowa.

W takim razie jaka jest Pana narodowość?

Moja narodowość zupełnie mnie nie obchodzi. Najbardziej czuję się związany z kulturą polską, ale także z ukraińską i rosyjską. A to się już Ukraińcowi w głowie nie może pomieścić, żeby Ukrainiec kochał kulturę rosyjską, bo oni nienawidzą Rosji. Za to by mnie najchętniej powiesili. Jest taki gatunek ludzi – miał Pan endeków w Polsce – i z tymi ludźmi właściwie nie ma dyskusji, bo oni uważają, że narodowość jest dana od Boga i trzeba jej dochować wierności. A ja w ogóle nie wiem, czy istnieje narodowość ukraińska i co to takiego. Jeżeli mówię po ukraińsku, podpisuję się po ukraińsku, to używam ukraińskiej wersji mojego nazwiska. A jeżeli mówię po polsku, używam wersji polskiej. Przecież jest wielu ludzi, na przykład taki Tibor Csorba, który był Polakiem i Węgrem jednocześnie. Moja sytuacja życiowa tak mnie ustawiła i nie ma w tym żadnej mojej zasługi ani winy. A poza tym nie uznaję winy tylko dlatego, że człowiek ma troszkę bardziej liberalny i luźny stosunek do takich pojęć jak narodowość.

(…)

Pana biograf napisał: „Jerzy Nowosielski zna bardzo dobrze swój język ojczysty ukraiński oraz język polski. Od 1962 roku podaje swą narodowość jako polską”. Czy rzeczywiście Pan tak czynił?

To nieprawda. We wszystkich dokumentach, jakie mi wystawiano po 1945 roku, wpisywano narodowość polską.

Marek Tytko pisze też, że w latach 1940-1942 występował Pan „jako wyznawca religii greckokatolickiej i jako Ukrainiec”.

Od urodzenia byłem przecież członkiem kościoła greckokatolickiego. W nim się urodziłem i wychowałem. Gdy jednak do mojej świadomości dotarło, że unia brzeska była wielką tragiczną pomyłką, po prostu wróciłem do prawosławia. Wróciłem do korzeni, z których unia wyrosła. Dzisiaj, uważając ją za pomyłkę, żywię do niej najgorętsze uczucia i wspieram jej świątynie, jak tylko mogę.

A Pana ukraińskość?

Przecież mój ojciec był Polakiem pochodzenia ukraińskiego. Ja zaś poszedłem za ojcem i formalnie przed drugą wojną światową byłem narodowości ukraińskiej. Miałem to nawet wpisane w dowodzie tożsamości.

A czuł się Pan Polakiem czy Ukraińcem?

Niekiedy czułem się Ukraińcem. Zwłaszcza wtedy, gdy na Ruś Zakarpacką ruszył z atakiem propagandowym nacjonalizm polski i węgierski.

To był koniec lat trzydziestych?

Tak. Gdy jednak we wrześniu 1939 roku zobaczyłem pociąg z rannymi, to przysiągłem sobie, że kończę z moim nacjonalizmem czy jakimś tam patriotyzmem. I wtedy stałem się – jeśli mogę posłużyć się zdewaluowanym dzisiaj słowem – internacjonalistą. Przez całą okupację byłem zdeklarowanym internacjonalistą. Nie czułem się związany z żadną grupą narodowościową, widząc, jak ludzie wzajemnie się zabijali. W ogóle od tamtego czasu nie rozumiem, co to znaczy przyznawać się do jakiejś narodowości czy ojczyzny. Sam od owego pamiętnego września uważam się, tu, na ziemi, za człowieka bez narodowości. Jeśli w tym okresie mego życia można by mówić o jakiejś ojczyźnie, to tą ojczyzną mogłoby być prawosławie.

Skąd te tęsknoty?

Przecież już jako chłopiec wychowany w tradycji greckokatolickiej miałem również styczność z cerkwią prawosławną. W Krakowie istniała prawosławna cerkiew garnizonowa, do której często chodziłem. W ogóle od najmłodszych lat byłem wręcz zafascynowany prawosławiem i czułem, że wyznanie greckokatolickie jest tylko jakąś namiastką prawosławia, jakimś sfałszowanym prawosławiem. Byłem głęboko przekonany – choć walczyłem z poczuciem lojalności wobec Kościoła rzymskokatolickiego, do którego wspólnoty jako unita się zaliczałem – że moją prawdziwą ojczyzną duchową jest właśnie prawosławie. Gdy więc poczułem potrzebę odsunięcia się od ludzi – nie wiem, czy to było powołanie – to zacząłem szukać w obrębie Kościoła greckokatolickiego takiego monasteru, który byłby najbardziej prawosławny z ducha. I znalazłem ławrę Jana Chrzciciela we Lwowie reguły studyckiej, gdzie wszystko właściwie było prawosławne: liturgia, dyscyplina, myślenie.

Czy teraz uważa się Pan za człowieka bez narodowości?

Narodowość jest naprawdę sztucznym pojęciem, to zjawisko charakterystyczne dla środkowej i wschodniej Europy. A już taki Francuz na przykład nie bardzo rozróżnia narodowość od przynależności państwowej. Dla niego nation to przynależność państwowa i narodowość zarazem. Natomiast w tej Europie, gdzie było dużo narodów o własnej dojrzałej tożsamości kulturowej, a pozbawionych własnego państwa, wytworzyło się zjawisko narodowości jako nadrzędnej kategorii tożsamości. To dotyczy Ukrainy, Czech, Polski… Ale już Niemcy mają bardzo niejasne pojęcie narodowości, połowa Austriaków spytanych, czy są Niemcami, odpowie, że tak, bo dla nich wyznacznikiem jest język.

To znaczy, że język jest najważniejszym kulturowym kryterium narodowości?

Niekoniecznie. Niech Pan weźmie Żydów, przecież oni nie mają jednego własnego języka, mają swój język sakralny, teraz sztucznie reanimowany. Ich prawdziwym językiem jest jidysz. Kiedy moja studentka mieszkała w Izraelu w domu akademickim, to połowa Żydów mówiła po polsku, a połowa po rosyjsku. Wspólny język nie jest konieczny dla określenia narodowości. Ormianie też prawie nie mają swojego języka, a jaka to silna narodowość. W Indiach pełno tych narodowości, ale przecież nie ma tendencji do stworzenia państw narodowych. Na przykład tacy Bengalczycy – ich są setki milionów – gdyby chcieli się postarać o własne państwo, to by je mieli; mają osobny język. Z kolei Pakistan odłączył się od Indii na zasadzie wyznaniowej, ale język ma ten sam – hindi. A w całej Ameryce w ogóle nie ma narodowości, to po prostu duże państwo.

Jaka jest geneza narodowości ukraińskiej? Ukraina to dawni Rusini galicyjscy, wołyńscy…

Według mnie, istnieje analogia między słowem „ukraina” a słowem utopija. Uk po grecku oznacza „nie”, topos – „miejsce”, czyli utopija to znaczy „nigdzie”. Tak samo Ukraina – to „żadna kraina”, czyli nigdzie. Ukraińcy byliby wspaniałym społeczeństwem, gdyby sobie uświadomili, że nie są żadną narodowością, że można stworzyć wielkie państwo bez obowiązku narodowości. Coś na wzór Szwajcarii, tylko w większej skali. To by się mogło stać ich ideą narodową, przecież tak już kiedyś było! Kto szedł do kozactwa? Polacy, na których ciążyły wyroki, Francuzi, Czesi, Niemcy – międzynarodowe towarzystwo rezunów, hulaków, ale to był zalążek jakiejś nowej jakości organizacyjno-politycznej.
I mów Pan do nacjonalisty o takich rzeczach. On tego nie zrozumie, bo on chce być narodowy. Państwo bez narodowości? Bardzo dobrze – w takim państwie żaden szowinizm nie może się wyhodować, takie w nim jest przemieszanie. Ukraińcy formują teraz tę narodowość trochę sztucznie – ci zachodni nauczyli się od Polaków, a ci wschodni nie chcą być Rosjanami. W Kijowie zaczynają już mówić po ukraińsku, ale gdzieś w Donbasie czy Charkowie wszyscy mówią po rosyjsku, ale za Rosjan się nie uważają. Istna utopija.

Ta utopija wydaje się bardzo niebezpieczna i może być wybuchowa.

Nie, bo to za duża machina. To nie Czeczenia czy Armenia, ale olbrzymi kraj. Oni w ogóle powinni oddać Rosji Donbas i Krym, mieliby wtedy dużo łatwiejszą sytuację. Tyle że Rosja nie chce samego Krymu, tylko całej Ukrainy. Dla Rosji to bardzo wygodne, że istnieją tam punkty zapalne i przy najbliższej okazji może wejść jako mediator.  (…)

   

  

piątek, 18 lutego 2011

Majaczenie chorych - antologia

Na łamach tygodnika ukraińskiego "Nasze Słowo" pewien Pan raczył był napisać:

 Протягом деякого часу помітними стали спроби насаджувати Греко-католицькій церкві в Польщі польську мову, бо нібито більшість молоді не розуміє вже української, бо щораз більше є мішаних українсько-польських сімей, і тому це питання треба конче вирішувати. Коли ще про це відступництво від рідної мови в рідній Церкві хтось один або другий нашіптував, можна було це сприймати, як маячню хворого.

 Postanowiłem pójść tropem wskazanym przez Pana Redaktora i przeprowadzić małą kwerendę, by poszukać tych niecnych ludzi, co to śmieli propagować odstępstwo od języka ojczystego w ojczystym Kościele. Czyli owych majaczących chorych. Plon mych poszukiwań okazał się przeobfity, wykryłem i zdemaskowałem tylu chorych i to na takich stanowiskach, że ho-ho! Ograniczyłem się do wieku XX, a i tak w porównaniu z tym, co zdołałem nagromadzić poniżej, zdobycz Pana Redaktora wygląda nader skromnie: ot, jakieś tam pisemko "Grekokatolicy.pl" - i dwóch piszących w nim duchownych niskiej rangi i bez znaczenia (wiem o tym dobrze, w końcu sam jestem jednym z nich). Co innego wykryci przeze mnie chorzy: jest to crême de la crême, od episkopatu po redakcję Kalendarza "Błahowista".


Oto pierwszy chory – Andrzej hr. Szeptycki, metropolita halicki, arcybiskup lwowski etc. 16 maja 1904 r. wydaje list do grekokatolików-Polaków, a w nim majaczy w sposób następujący:

Między wiernymi, duchownej mej władzy podlegającymi, mając i was, którzy choć z ruskich rodzin pochodzicie, w domu jednak tylko po polsku mówicie i poczuwacie się do polskiej narodowości, (…) tego pragnę i od kapłanów moich dyecezyj domagam się, by zawsze wszystkie Wasze potrzeby duchowne były zaspokojone – by w nauce, spowiedziach do was w mowie zastosowywali się, nie żądając od was, byście się ruskiego języka uczyli, by ich rozumieć. [podkreślenia tu i dalej – autora bloga]
Gdybyż to była tylko chwilowa niedyspozycja! Niestety, trwała praktycznie do końca życia tego hierarchy, gdyż w postanowieniach synodu archieparchiii lwowskiej z 1940/41 r. czytamy takie oto majaczenia:
(...) християнський патріотизм не може перешкоджувати нам в обниманні християнською любов'ю ближнього і тих християн, які за приписами церковного права належать до наших парохій чи Епархії. Тих нечисленних католиків візантійсько-слов'янського обряду, що належать до народності великоруської, білоруської, польської, німецької, чеської чи жидівської, ми не хочемо винародовлювати. Ми готові сповняти супроти них з якнайбільшою християнською любов'ю наші душпастирські обов’язки, стаючи, за прикладом св. Апостола Павла, ”всім для всіх”. Ми готові передавати їм Євангеліє в їхній рідній мові і по наших силах помагати їм у зберіганні й оцінюванні якслід їхніх традицій і звичаїв.

Co ciekawe, w protokole posiedzenia synodu z 23 maja 1940 r. czytamy:

W dyskusji nad tym działem zauważa ks. dr Kostelnyk, że może byłoby wskazanym opuścić te słowa, iż „nie chcemy innych narodów ukrainizować” [tak było w pierwotnej redakcji projektu – przyp. tłum.], a także sądzi, że zbyt wiele obiecujemy w słowach „będziemy szanować ich tradycje”.

Bardzo ciekawy detal historyczny: późniejszy czołowy współpracownik Moskwy w dziele niszczenia grekokatolicyzmu w Ukrainie chce stępić wymowę dekretu synodalnego, zaś Metropolita, jako prawodawca synodalny, zupełnie ignoruje te uwagi. Ogłoszony w 1941 r. tekst dekretu Praca nad zjednoczeniem Kościołów w punkcie, o którym mowa (tekst – patrz wyżej), jest tylko nieco przeredagowany – „ukrainizować” zamieniono na „wynaradawiać”, wyliczono poszczególne narodowości (w projekcie pierwotnym nie było tego). Istota pozostała bez zmian: odrzucenie ukrainizacji nie-Ukraińców pod płaszczykiem religii, zobowiązanie do stosowania w posłudze duszpasterskiej odnośnych języków oraz do pomocy, po naszych syłach oczywiście (i w miarę potrzeby, dodajmy) w zachowaniu tożsamości narodowej.
Dodajmy, dla wyjaśnienia historycznego Sitz im Leben, że jedynym językiem liturgicznym za życia Metr. Andrzeja pozostawał język cerkiewnosłowiański. Nawet Apostoła i Ewangelię czytano po cerkiewnosłowiańsku.  

Ale oto przyszedł Sobór Watykański II, który uroczyście dopuścił języki żywe/narodowe do liturgii (dziś mówi się i pisze nieraz, że zastąpił nimi łacinę, co jest nieprawdą). Zebrany w Rzymie na III sesji Soboru ukraiński episkopat greckokatolicki w dniu 12 listopada 1964 r. wygląda jeszcze na zdrowy, jako że podejmuje decyzję

(…) допустити уживання живої української мови у відправах наших богослужб для кращої і кориснішої участи наших вірних у тих богослужбах, зразу тільки в деяких частинах наших богослужб, а саме в читанні Апостолів і Євангелій, у «Віpyю», «Отче наш» і в молитві перед святим Причастя, і то вже в найближчому часі. Як тільки появиться друком апробований текст тих частин відправи.

Ale już w roku następnym choroba powaliła biskupów i zaczęli majaczyć w sposób następujący:

(…) залишаючи і на далі в засаді церковнослов’янську мову, ми порішили увести з часом і в міру потреби живу українську мову в Літургії і священнодіяннях нашого обряду. Рівнож дозволяємо в разі конечності вживати, за виразним благословенням місцевого ієрарха візантійсько-українського обряду, теж інших мов: у читанні Апостола й Євангелія, після їхнього прочитання в українській мові, та в проказуванні вірними: «Вірyю», «Отче наш», «Вірyю, Господи, і визнаю»…

W tymże samym posłaniu z 1965 r. biskupi naiwnie tłumaczą, dlaczego dopuszczają używanie w liturgii także „innych języków”:

(…) дати можливість і тим нашим вірним, що задля різних причин не розуміють достаточно живої української мови, духовно користати з наших літургічних богослужб і не почувати себе неприналежним до нашої Церкви.      

Synod Biskupów w roku 1969 brnie jeszcze dalej w chorobę, o czym świadczą majaczenia rozszerzające możliwość używania „innych języków” w czasie Boskiej Liturgii na ektenie (litanie). Wspomina się też wyraźnie o kazaniach, nie zostało natomiast powtórzone zalecenie, by czytania (Apostoł i Ewangelia) były dwujęzyczne. Być może dlatego, że „inne języki” dopuszczono we wspólnotach mających możliwość celebrowania więcej niż 1 Liturgii niedzielnej:

16. В доповненні до постанов попереднього Архиєпископського Синоду  з  1965 року про вживання інших мов, як старословянська (!) й українська, в служенні св. Літургії, тобто читання Апостола, Євангелії, виголошування проповідей, Вірую, Отче наш, Вірую Господи, теперішній Синод  дозволяє вживати інших мов також у дияконських частинах, це значить, в усіх єктеніях з прошеннями і відповідями вірних, якщо в храмі служиться більше св. Літургій і якщо заходить таки справжня потреба. Синод, силою такого загального рішення, дозволяє Впресв. (!) Митрополитам і Владикам поза митрополіями вживати інших мов за попереднім узгідненням і благословенням Блаженнішого Верховного Архиєпископа.
17. В звязку (!) з повищим рішенням, Синод поручає Впресв. Митрополитам і Владикам поза митрополіями предложити відповідний літургічний переклад у відносній до місцевих потреб мові Верховному Архиєпископові, щоб його можна було видати з благословенням на користування ним.
Z kolei Synod Biskupów zebrany w Rzymie w roku 1980 zleca podkomisji ds. przekładu ksiąg liturgicznych na język angielski opracowanie angielskiego tłumaczenia Liturgii św. Jana Chryzostoma. Wynik pracy podkomisji, po zaaprobowaniu przez kolejny Synod Biskupów (1982) zostaje zatwierdzony dekretem Kongregacji dla Kościołów Wschodnich z 10 sierpnia 1984 r. Do liturgikonu zawierającego teksty ukraiński i angielski pisze przedmowę (datowaną 19 maja 1987 r.) rezydujący wówczas w Rzymie arcybiskup większy Mirosław kard. Lubacziwśkyj, i oto, co w niej majaczy ów najwyraźniej chory Protohierarcha:
Передаємо цей офіційний переклад для вжитку нашої Української Католицької Церкви, щоб прийти з поміччю тим нашим вірним, які щиро люблять Церкву й бажають брати участь у її Богослужбах, але на жаль не знають української мови. До таких вірних нашої Церкви належать не тільки українці 3-ого покоління, але також неукраїнці, які стали членами нашої Церкви через подружжя, й очевидно їхні діти і внуки. Всі вони з різних причин і обставин не мали змоги навчитися української мови. Тож, щоб і їм також дозволити користати з усіх духовних скарбів наших Богослужб, та нашого прекрасного обряду, видаємо оцей переклад англійський поруч з українським зі закликом до всіх наших вірних, щоб вони, по можності своїх сил старалися пізнати красу та велич цих наших Богослужб.
W 2002 roku odbyło się wspólne zgromadzenie eparchialne (łac. conventus eparchialis, ukr. jeparchijalnyj sobor) obu eparchii UKGK w Polsce, poprzedzone spotkaniami i dyskusjami na szczeblu parafialnym i dekanalnym. Na spotkaniach tych podnoszono różne postulaty, niektóre co najmniej podejrzane: a to żeby oddzielić sprawy wyznaniowe od narodowościowych, a to by odejść od utożsamiania przynależności religijnej z narodowością („grekokatolik=Ukrainiec”), otwierać się na lokalne środowiska polskojęzyczne, życzliwie przyjmować w cerkwi osoby pochodzenia rzymskokatolickiego, wchodzące do niej przez małżeństwo, stwarzać im warunki akceptacji i miłości, by zapobiec odejściu do Kościoła rzymskokatolickiego – a w kazaniach żeby nie było wrogich lub nieprzychylnych elementów wobec innych narodowości i religii. Ot, takie tam majaczenia, nb. najbezczelniej w świecie sformułowane w języku polskim. Hrich taj hodi!  ;-) Co gorsza, pozwolono nieobacznie, by treści owe, w nieco złagodzonej postaci, przeniknęły do wygłoszonego na zgromadzeniu referatu zbiorczego, który następnie przedrukował Kalendarz „Błahowista” za 2003 r. (s. 66-67). Sorom!

Na domiar złego nie dopilnowano i lektora Piotra Siwickiego (zbieżność danych osobowych z autorem bloga bynajmniej nie przypadkowa), który w referacie Ukraiński Kościół Greckokatolicki w Polsce i zagadnienia ekumeniczne ośmielił się przemycić takie oto majaki:

(…) від нас самих залежить, наскільки в наших (правда, нелегких!) обставинах ми серйозно ставимося до нашої традиції, наскільки ми є дійсно східніми християнами, а не просто такими собі римо-католиками української національности з дещо відмінними богослужбовими ритуалами і певною юридичною відрубністю? І, нарешті, якою мірою ми свідомі факту, що УГКЦ є Христовою Церквою? Церквою візантійсько-української традиції, Церквою українською – проте саме Церквою, а не суспільно-культурною організацією частини української громади в Польщі?

A potem, oczywiście, Kalendarz „Błahowista” za 2003 r. przedrukował toto na s. 85. Co za brak czujności ze strony kompetentnych czynników!
W tak niezdrowej atmosferze nie dziwi to, co stało się potem. Otóż zgromadzenie eparchialne powołało komisje, komisje wypracowały postulaty i projekty ustaw partykularnych. Między innymi komisja liturgiczna przyjęła, zaś obaj biskupi eparchialni zaaprobowali i ogłosili (po dokonaniu pewnych poprawek) normatyw liturgiczny pn. Zasady życia liturgicznego (ukr. Pryncypy liturhijnoho żytnia). Z dniem 7 stycznia 2005 r. Zasady stały się prawem kościelnym obowiązującym w obu eparchiach. Zawarte w nich przepisy dot. języków w liturgii brzmią następująco (za www.cerkiew.net.pl): 

Літургійні мови

50.        Традиційною літургійною мовою УГКЦ є церковнослов’янська мова.
51.        Українська мова рівноправна з церковнослов’янською, якщо йдеться про затверджені компетентною церковною владою тексти.
52.        За згодою єпархіального Єпископа можна вживати також іншомовні затверджені переклади літургійних текстів, якщо в даному випадку чи середовищі існує така душпастирська потреба.
53.        У випадку браку затверджених для літургійного вжитку перекладів літургійних текстів даною мовою, можна її використовувати в Богослуженнях призначених для іншомовних учасників тільки в обмеженому обсязі - у проповіді, читаннях, катизмах, Молитві Господній, Символі Віри, молитві перед св. Причастям.

Jak widać zatem, do rzędu chorych wypada zaliczyć zarówno autorów projektu, członków pozgromadzeniowej komisji liturgicznej, jak też i hierarchów, którzy takie właśnie majaczenia ogłosili prawem obowiązującym grekokatolików w Polsce.
Skoro już wspomnieliśmy o Kalendarzu „Błahowista”: w tym sympatycznym almanachu, firmowanym przez miesięcznik „Błahowist”, oficjalny organ UKGK w Polsce, ukazał się w roku 2010 artykuł diakona Piotra Siwickiego UKGK w Polsce i asymilacja: w poszukiwaniu rozwiązań duszpasterskich (s. 60-68 plus aneks na s. 69-72). Na s. 64-67 czytamy takie oto majaczenia:
Четверте: вся діяльність нашої Церкви спирається на фікції, нібито всі присутні в храмах – чистокровні, на 100 відсотків україномовні українці з однозначно українською національною самосвідомістю. Вся діяльність УГКЦ в Польщі розрахована начебто виключно на таких осіб, залишаючи поза увагою:  а) вірних, які втратили знання української мови, б) тих, хто вже не вважає себе українцем, в) змішані подружні пари та їхнє потомство, г) потомків східніх християн, у свій час златинізованих і сполонізованих, які б евентуально хотіли повернутися до греко-католицизму без національної трансформації, ґ) греко- католиків неукраїнців з інших католицьких Церков візантійської традиції, д)  чистісінських поляків-латинників, яких тягне до східнього обряду, духовности і т.п.? Що робимо на інституційному, понадпарафіяльному рівні, щоби такі категорії вірних від нас не відходили або приходили до нас?
              Тут можна би писати багато напр. на тему чому римо-католики, які зацікавлені східнім християнством, попадають у більшості до православних, а не до нас, чому реколекції на тему ікон організовують отці єзуїти, а не представники нашої Церкви тощо. Зупинюся на іншому –  а саме на вірних, які, незалежно від свідомости, затратили українську мову, зокрема не знають уже кирилиці, а таких, особливо серед наймолодших, немало. Чи наша Церква зробила якесь зусилля, щоби помогти таким вірним брати свідому й активну участь в її житті? Можна тут, звичайно, назвати останнє українсько-польське василіянське видання Божественної Літургії зі змінними частинами і коментарем (Варшава 2004) – яке дійсно може помогти польськомовній людині розуміти тексти, хоч основну символіку тощо. Але ця книжка вже такій людині не поможе активно включитися в Літургію, бо (лишаючи вже на боці, що вжитий у ній переклад 1988/97 року мало де використовується народом) український текст писаний кирилицею. Назріває отже потреба видання молитовників, де був би паралельно український текст фонетично транскрибований латинкою з польським перекладом поруч.
              Це ніяка новина в нашій Церкві. Візьмімо хоча б для прикладу о. Івана Негребецького (1853-1927), уродженця Перемишля, довголітнього пароха Успенської церкви в Заліссі під Ряшевом. “Що ся парохія на заході удержалась (...) се головна і непомірна заслуга покійного о. Івана Негребецького. Його старенький попередник о. Ганасевич (...) утримав її серед чужого заливу, та о. І.Н., його наслідник, оживив її наново і закріпив. (...) Першою його задачею було: привязати парохіян до своєї церкви і обряду і побудувати нову, гарну, муровану церкву. За окремим дозволом пок. Еп. Н. (! - П.С.) Ступницького видав для своїх парохіян латинськими черенками молитовник з цілою службою Божою, вечірнею і другими церковними обрядами – побіч польський переклад з відповідними потрібними поясненнями. Се зблизило і привязало парохіян до своєї церкви, бо зрозуміли богослуження і пізнали його красу. (...) Мило було слухати, як в церковнім богослуженню брали всі вірні діяльну участь, і наш прегарний церковний спів гомонів далеко на заході, і при процесіях пр. у Зелені свята неслась наша побожна пісня Пречистая Діво Мати руського краю!... (...)  Між парохом і парохіянами були щирі і дружні взаємини, Покійник зумів збудити у них народнього духа; хоч говорили по-польськи, то почували себе Русинами, інтересувалися нашими народніми справами і спішили радо з датками на народні ціли.”[1]
              Інший, вже з ХХ ст., визначний наш душпастир (і заразом великий український патріот), бл. свщмч. Омелян Ковч у брошурі Чому наші від нас утікають?, присвяченій якраз проблемі відходу вірних від Греко-Католицької Церкви, зауважив: “Прикро, але, щож, коли правда, й це треба сказати, що діти які покінчили народню школу, в дійсності уміють читати лише латинську азбуку. (...) Чи не булоби добре мати видання українських молитвеників латинськими буквами? – Це вже навіть раз таке роблено.[2] ”
              Такого роду молитовники потрібні зокрема тому, що українська є зараз єдиною (крім залишків церковнослов’янської де-не-де) літургійною мовою УГКЦ в Польщі, і в майбутньому довго ще (а може назавжди) залишиться головною. Це однак не звільняє нас від обов’язку думати про виготовлення польських перекладів літургійних текстів, бо вже бувають випадки, в яких з душпастирських міркувань польська мова більше підходить, напр. требні відправи (типу Хрещення, Вінчання, похорон) для деяких змішаних сімей, Богослуження для польськомовних осіб (зокрема в більших містах) тощо. А позаяк виготовлення перекладів здатних до літургійного вжитку – справа не з простих, особливо для нашої організаційно і кадрово слабкої Церкви, думати слід почати вже тепер, бо результатів діждемося не зразу.

Zamieściłem tu ten przydługi fragment po pierwsze po to, by uzmysłowić czytelnikowi, jaka fatalna beztroska i elementarny brak czujności panują w Wydawnictwie „Błahowist”, skoro takie właśnie majaczenia śmie puszczać w świat – i to pod oficjalną firmą UKGK w Polsce! A po drugie dlatego, że passus ten stanowi świetną ilustrację tego, jak zarzuty w rodzaju „odbierania narodowi jego języka ojczystego” mają się do rzeczywistości.

Ostatnim jak dotąd ogniwem w łańcuchu majaczących chorych jest Synod Biskupów UKGK, który na posiedzeniu w Brzuchowicach (2-9 września 2010 r.) postanowił:
Для покращення душпастирської опіки мігрантів (…) доручити Патріаршій літургійній комісії підготувати двомовні тексти Літургій Івана Золотоустого і Василія Великого, а також Чину святих таїнств Хрещення, Миропомазання та Подружжя для душпастирських потреб у країнах найбільш чисельного перебування вірних УГКЦ.

Aż strach pomyśleć, jak się ta choroba rozprzestrzenia! Na początku roku 2010 trafia między lud Boży Kalendarz „Błahowista” z zacytowanymi powyżej majaczeniami – no i już we wrześniu tegoż roku sam Synod Biskupów poddaje się chorobie i wymyśla jakieś teksty dwujęzyczne! Całe szczęście, że Polski to chyba nie dotyczy, jako że mowa jest wyraźnie o „krajach, w których wierni UKGK przebywają najliczniej” – a u nas, nie bez związku z polityką kultywowania narodowo-językowej fikcji, o której pisałem był w Kalendarzu za 2010 r., liczba wiernych jest niewielka i ciągle spada. Są zatem szanse na to, że majaczenia chorych nigdy nie zostaną zrealizowane i UKGK w Polsce wymrze nie skalawszy się dopuszczeniem języka polskiego do sfery kultycznej.



[1] Юл. Стеф., Памяти о. Івана Негребецького, “Нива” 22(1927) № 9б с. 333.
[2] Цит. за: Бл. Еміліян Ковч, Чому наші від нас утікають?, Львів 2006, с. 21; див. також в інтернеті: http://www.grekat.stalwol.pl/kowcz1_2.html