poniedziałek, 4 marca 2013

Języki "obce" w Ukraińskim Kościele Greckokatolickim




Wklejony poniżej artykuł ukazał się w numerze 3 pisma "Grekokatolicy.pl" i był niejako rozwinięciem tez zawartych w poprzednim artykule, z numeru drugiego tegoż pisma. Artykuł poprzedni ujmował rzecz bardziej całościowo, postulując pewien program "polityki narodowościowo-językowej" UKGK w Polsce. W odpowiedzi na głosy krytyki czy raczej nagonkę, koncentrującą się w dużej mierze na kwestii językowej, wypadało pogłębić ten właśnie aspekt, wskazując na miejsce i rolę innych niż ukraiński (i cerkiewnosłowiański) języków w UKGK w ogóle.

-------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------


                            Języki „obce” w Ukraińskim Kościele Greckokatolickim

                                    Problem języka czy problem tożsamości?

                      Opublikowany przeze mnie w „Grekokatolicy.pl” nr 2 artykuł Jaka powinna być „polityka narodowościowo-językowa UKGK w Polsce? wzbudził liczne reakcje polemiczne, koncentrujące się w dużej mierze (i w coraz większym stopniu w miarę upływu czasu) na wtórnej z natury kwestii języka, zwłaszcza liturgicznego. Nazywam kwestię językową wtórną, ponieważ za pierwszoplanowe zagadnienie uważam problem właściwego określenia tożsamości grekokatolicyzmu i grekokatolików w Polsce. Jak już nieraz pisałem, są w tej mierze w gruncie dwie trudności: pierwsza natury wręcz fundamentalno-światopoglądowej, druga dotyczy tożsamości obrządkowej.
                        Pierwszy problem rysuje się jako zasadniczy dylemat: albo uznanie Kościoła greckokatolickiego w Polsce po prostu za narzędzie zberihannia ukrajinstwa, albo też traktowanie UKGK (zgodnie zresztą z tym, co sam UKGK o sobie oficjalnie głosi) jako Kościoła par excellence. Innymi słowy: albo postrzegamy Kościół instrumentalnie, jako byt służebny podporządkowany realizacji celów świeckich (narodowych, językowych czy politycznych), albo też widzimy w nim wartość samoistną, Bosko-ludzki organizm służący zbawieniu ludzi i budowie Królestwa Bożego, podporządkowany jedynie Bogu i Jego woli.
                     Od tego, czy będziemy w Kościele greckokatolickim widzieć Kościół Chrystusowy, czy użyteczny instrument realizacji celów świeckich – zależy także i nasze postrzeganie problemu językowego. Nie dziwi mnie zatem wcale, że osoby, dla których UKGK jest przede wszystkim (wyłącznie?) narzędziem zberihannia ukrajinstwa, z tak wielką stanowczością występują przeciwko samej tylko idei dopuszczenia języka polskiego w UKGK, w tym także w sferze kultu (podkreślam: dopuszczenia polskiego obok ukraińskiego, a nie zastąpienia ukraińskiego polskim!). Jest to stanowisko logiczne, wewnętrznie spójne. Problem w tym, że jest ono najzupełniej niechrześcijańskie, sprzeczne z pierwszym przykazaniem Dekalogu. Kto wbrew nauce Chrystusowej głoszonej przez Jego świadków, od Apostoła Pawła z Tarsu do Metropolity Andrzeja Szeptyckiego, głosi wizję Kościoła etnocentrycznego, ten w gruncie rzeczy odrzuca Boga Jedynego na rzecz bożka ukrajinstwa, dopuszczając się straszliwego grzechu bałwochwalstwa. Bardzo bym pragnął, abyśmy wszyscy wyciągnęli z tego faktu stosowne wnioski – i starali się być chrześcijanami konsekwentnymi, a nie jedynie z imienia.  
                          Możliwe jest również, iż osoby tak stanowczo dystansujące się wobec pomysłów dopuszczenia polszczyzny w UKGK nie są bynajmniej bałwochwalcami, lecz całkiem porządnymi, szczerze wierzącymi chrześcijanami–katolikami. Problem w tym, iż będąc nimi, specyfikę tożsamości UKGK i jego odrębności wobec Kościoła rzymskokatolickiego widzą jedynie w tożsamości etniczno-językowej, błędnie ignorując lub nie doceniając znaczenia obrządku, czyli naszej odrębnej spuścizny kościelnej w dziedzinie liturgii, duchowości, teologii oraz dyscypliny (prawa kościelnego). Takie osoby, wbrew – zdawałoby się – oczywistości zdają się mniemać, że różnica między cerkwią a kościołem, między Boską Liturgią a Mszą św. itd., tkwi wyłącznie w używanym języku. „Jeśliby Liturgia w cerkwi miałaby być po polsku,  to równie dobrze (albo i lepiej) pójść w niedzielę na Mszę do kościoła” – zdają się mówić rzecznicy takiej postawy.  
                           To drugie stanowisko określić by można mianem „ukraińskiego rzymskokatolicyzmu de facto”. Jego istnienie dziwić nie może – po stuleciach latynizacji, po ponad 60 latach egzystencji w rozproszeniu, gdzie trudno kultywować życie liturgiczne i w ogóle „cerkiewne” w pełnym wymiarze jego bogactwa. Nie można się jednak zgodzić z reprezentantami tego stylu myślenia. Nie tylko dlatego, że w ich wizji UKGK w Polsce sprowadza się właściwie do swego rodzaju sieci parafii personalnych dla mniejszości ukraińskiej w łonie KRK (w tym sensie dość logiczne, acz oczywiście błędne, jest postrzeganie przez niektórych UKGK jako „Kościoła dla Ukraińców” na tle KRK jako „Kościoła dla wszystkich innych”). Chodzi przede wszystkim o to, że dla katolika kluczowym problemem w życiu jest pełnienie Bożej woli i Bożego powołania – nie tylko w wymiarze jednostkowym, ale i wspólnotowym. Szczególnym zaś powołaniem katolickich Kościołów wschodnich i ich wiernych w Kościele powszechnym, zgodnie z dokumentami kościelnymi, jest pielęgnowanie i kultywowanie swej obrządkowej tożsamości, nie zaś redukowanie się do roli etnicznej przybudówki do Kościoła łacińskiego. Na świecie jest ponad miliard prawdziwych łacinników i doprawdy nie ma żadnej potrzeby, by te kilkanaście milionów wschodnich katolików przekształcało się w jakieś kiepskie kopie tychże łacinników. Pan Bóg głosem Swego Kościoła wyraża wobec nas biegunowo przeciwne życzenia – i obyśmy chcieli się w nie wsłuchać!                   

                        Kwestia językowa w nauczaniu i dyscyplinie UKGK

               Język zatem  jest sprawą wtórną wobec ogólniejszego problemu tożsamości. Skoro jednak kwestia języka (której w moim poprzednim artykule poświęciłem niewiele miejsca) tak zainteresowała wiele osób w Polsce, warto być może poświęcić owemu zagadnieniu nieco więcej miejsca. W pierwszej kolejności przytoczmy oficjalne dokumenty naszego Kościoła greckokatolickiego i wypowiedzi jego Protohierarchów w przedmiocie używania innych, niż ukraiński (i cerkiewnosłowiański) języków.  
Oto Sługa Boży Andrzej hr. Szeptycki, metropolita halicki, arcybiskup lwowski etc. 16 maja 1904 r. wydał list do grekokatolików-Polaków, a w nim napisał m.in.:
Między wiernymi, duchownej mej władzy podlegającymi, mając i was, którzy choć z ruskich rodzin pochodzicie, w domu jednak tylko po polsku mówicie i poczuwacie się do polskiej narodowości, (…) tego pragnę i od kapłanów moich dyecezyj domagam się, by zawsze wszystkie Wasze potrzeby duchowne były zaspokojone – by w nauce, spowiedziach do was w mowie zastosowywali się, nie żądając od was, byście się ruskiego języka uczyli, by ich rozumieć. [podkreślenia tu i dalej – P.S.]
Nie było to bynajmniej jednostkowa, odosobniona wypowiedź z początków pontyfikatu Sługi Bożego. Oto bowiem przy końcu tegoż pontyfikatu, w postanowieniach synodu archieparchii lwowskiej z 1940/41 r. czytamy:
(...) християнський патріотизм не може перешкоджувати нам в обниманні християнською любов'ю ближнього і тих християн, які за приписами церковного права належать до наших парохій чи Епархії. Тих нечисленних католиків візантійсько-слов'янського обряду, що належать до народності великоруської, білоруської, польської, німецької, чеської чи жидівської, ми не хочемо винародовлювати. Ми готові сповняти супроти них з якнайбільшою християнською любов'ю наші душпастирські обов’язки, стаючи, за прикладом св. Апостола Павла, ”всім для всіх”. Ми готові передавати їм Євангеліє в їхній рідній мові і по наших силах помагати їм у зберіганні й оцінюванні якслід їхніх традицій і звичаїв.
Co ciekawe, w protokole posiedzenia synodu z 23 maja 1940 r. zanotowano:
W dyskusji nad tym działem zauważa ks. dr Kostelnyk, że może byłoby wskazanym opuścić te słowa, iż „nie chcemy innych narodów ukrainizować” [tak było w pierwotnej redakcji projektu – P.S.], a także sądzi, że zbyt wiele obiecujemy w słowach „będziemy szanować ich tradycje”.
Bardzo ciekawy detal historyczny: późniejszy czołowy współpracownik Moskwy w dziele niszczenia grekokatolicyzmu w Ukrainie chce stępić wymowę dekretu synodalnego, zaś Metropolita, jako prawodawca synodalny, zupełnie ignoruje te uwagi. Ogłoszony w 1941 r. tekst dekretu Praca nad zjednoczeniem Kościołów w punkcie, o którym mowa (tekst – patrz wyżej), jest tylko nieco przeredagowany – „ukrainizować” zamieniono na „wynaradawiać”, wyliczono poszczególne narodowości (w projekcie pierwotnym nie było tego). Istota pozostała bez zmian: odrzucenie ukrainizacji nie-Ukraińców pod płaszczykiem religii, zobowiązanie do stosowania w posłudze duszpasterskiej odnośnych języków oraz do pomocy, po naszych syłach oczywiście (i w miarę potrzeby, dodajmy) w zachowaniu tożsamości narodowej.
                              Dodajmy, dla wyjaśnienia historycznego Sitz im Leben, że jedynym językiem liturgicznym za życia Metr. Andrzeja pozostawał język cerkiewnosłowiański. Nawet Apostoła i Ewangelię czytano po cerkiewnosłowiańsku.  Zauważmy także, iż adresując swój list pasterski z 1904 r. do grekokatolików narodowości polskiej, Metropolita określił ich jako pochodzących z rodzin ruskich (ukraińskich). Bardzo jest znamienne, że jako Pasterz głęboko przejęty zasadami Ewangelii akceptował na gruncie kościelnym fakt, iż człowiek ruskiego (ukraińskiego) pochodzenia wskutek naturalnej asymilacji może stać się np. Polakiem i za takiego być uznawanym przez kościelną (cerkiewną) władzę. Nie są mi znane analogiczne enuncjacje hierarchii rzymskokatolickiej w Galicji wschodniej – natomiast powszechnie wiadomo, że akurat na przełomie XIX/XX w. prowadziła ona aktywną kampanię repolonizacji zrutenizowanych łacinników.
                            Ale oto przyszedł Sobór Watykański II, który uroczyście dopuścił języki żywe/narodowe do liturgii (dziś mówi się i pisze nieraz, że zastąpił nimi łacinę, co jest nieprawdą). Zebrany w Rzymie na III sesji Soboru ukraiński episkopat greckokatolicki w dniu 12 listopada 1964 r. podjął decyzję
(…) допустити уживання живої української мови у відправах наших богослужб для кращої і кориснішої участи наших вірних у тих богослужбах, зразу тільки в деяких частинах наших богослужб, а саме в читанні Апостолів і Євангелій, у «Віpyю», «Отче наш» і в молитві перед святим Причастя, і то вже в найближчому часі. Як тільки появиться друком апробований текст тих частин відправи.
Postanowienie to dotyczyło języka ukraińskiego. Ale już w roku następnym (!) wydano analogiczne decyzje w przedmiocie innych języków:
(…) залишаючи і на далі в засаді церковнослов’янську мову, ми порішили увести з часом і в міру потреби живу українську мову в Літургії і священнодіяннях нашого обряду. Рівнож дозволяємо в разі конечності вживати, за виразним благословенням місцевого ієрарха візантійсько-українського обряду, теж інших мов: у читанні Апостола й Євангелія, після їхнього прочитання в українській мові, та в проказуванні вірними: «Вірyю», «Отче наш», «Вірyю, Господи, і визнаю»…
W tymże samym posłaniu z 1965 r. ukraińscy biskupi greckokatoliccy tłumaczą, dlaczego dopuszczają używanie w liturgii także „innych języków”:
(…) дати можливість і тим нашим вірним, що задля різних причин не розуміють достаточно живої української мови, духовно користати з наших літургічних богослужб і не почувати себе неприналежним до нашої Церкви.      
Synod Biskupów w roku 1969 poszedł jeszcze dalej, rozszerzając możliwość używania „innych języków” w czasie Boskiej Liturgii na ektenie (litanie). Wspomina się też wyraźnie o kazaniach, nie zostało natomiast powtórzone zalecenie, by czytania (Apostoł i Ewangelia) były dwujęzyczne. Być może dlatego, że „inne języki” dopuszczono we wspólnotach mających możliwość celebrowania więcej niż jednej Liturgii niedzielnej:
16. В доповненні до постанов попереднього Архиєпископського Синоду  з  1965 року про вживання інших мов, як старословянська (!) й українська, в служенні св. Літургії, тобто читання Апостола, Євангелії, виголошування проповідей, Вірую, Отче наш, Вірую Господи, теперішній Синод  дозволяє вживати інших мов також у дияконських частинах, це значить, в усіх єктеніях з прошеннями і відповідями вірних, якщо в храмі служиться більше св. Літургій і якщо заходить таки справжня потреба. Синод, силою такого загального рішення, дозволяє Впресв. (!) Митрополитам і Владикам поза митрополіями вживати інших мов за попереднім узгідненням і благословенням Блаженнішого Верховного Архиєпископа.
17. В звязку (!) з повищим рішенням, Синод поручає Впресв. Митрополитам і Владикам поза митрополіями предложити відповідний літургічний переклад у відносній до місцевих потреб мові Верховному Архиєпископові, щоб його можна було видати з благословенням на користування ним.
Z kolei Synod Biskupów zebrany w Rzymie w roku 1980 zleca podkomisji ds. przekładu ksiąg liturgicznych na język angielski opracowanie angielskiego tłumaczenia Liturgii św. Jana Chryzostoma. Wynik pracy podkomisji, po zaaprobowaniu przez kolejny Synod Biskupów (1982) zostaje zatwierdzony dekretem Kongregacji dla Kościołów Wschodnich z 10 sierpnia 1984 r. Do liturgikonu zawierającego teksty ukraiński i angielski pisze przedmowę (datowaną 19 maja 1987 r.) rezydujący wówczas w Rzymie arcybiskup większy Mirosław kard. Lubacziwśkyj. Wyjaśnia w niej, dlaczego angielski przekład Liturgii został przygotowany i wydany:
Передаємо цей офіційний переклад для вжитку нашої Української Католицької Церкви, щоб прийти з поміччю тим нашим вірним, які щиро люблять Церкву й бажають брати участь у її Богослужбах, але на жаль не знають української мови. До таких вірних нашої Церкви належать не тільки українці 3-ого покоління, але також неукраїнці, які стали членами нашої Церкви через подружжя, й очевидно їхні діти і внуки. Всі вони з різних причин і обставин не мали змоги навчитися української мови. Тож, щоб і їм також дозволити користати з усіх духовних скарбів наших Богослужб, та нашого прекрасного обряду, видаємо оцей переклад англійський поруч з українським зі закликом до всіх наших вірних, щоб вони, по можності своїх сил старалися пізнати красу та велич цих наших Богослужб.
Są to właściwie oczywiste, wręcz banalne racje rodem z podręcznika teologii pastoralnej. Przytaczam je wyłącznie dla zadokumentowania, że obowiązują one i w UKGK. Fakt, że muszę uzasadniać w ten sposób tezy skądinąd oczywiste jest dość przerażającym świadectwem nienormalności naszej sytuacji tu i teraz.
Ale skoro już jesteśmy przy „tu i teraz”… W 2002 roku odbyło się wspólne zgromadzenie eparchialne (łac. conventus eparchialis, ukr. jeparchijalnyj sobor) obu eparchii UKGK w Polsce, poprzedzone spotkaniami i dyskusjami na szczeblu parafialnym i dekanalnym. Na niektórych spotkaniach podnoszono różne postulaty: a to żeby oddzielić sprawy wyznaniowe od narodowościowych, a to by odejść od utożsamiania przynależności religijnej z narodowością („grekokatolik=Ukrainiec”), otwierać się na lokalne środowiska polskojęzyczne, życzliwie przyjmować w cerkwi osoby pochodzenia rzymskokatolickiego, wchodzące do niej przez małżeństwo, stwarzać im warunki akceptacji i miłości, by zapobiec odejściu do Kościoła rzymskokatolickiego – a w kazaniach żeby nie było wrogich lub nieprzychylnych elementów wobec innych narodowości i religii. Treści owe, w nieco złagodzonej postaci, przeniknęły do wygłoszonego na zgromadzeniu referatu zbiorczego, który następnie przedrukował Kalendarz „Błahowista” za 2003 r. (s. 66-67).
Zgromadzenie eparchialne powołało komisje robocze, komisje wypracowały postulaty i projekty ustaw partykularnych. Między innymi komisja liturgiczna przyjęła, zaś obaj biskupi eparchialni zaaprobowali i ogłosili (po dokonaniu pewnych poprawek) normatyw liturgiczny pn. Zasady życia liturgicznego (ukr. Pryncypy liturhijnoho żyttia). Z dniem 7 stycznia 2005 r. Zasady stały się prawem kościelnym obowiązującym w obu eparchiach. Zawarte w nich przepisy dot. języków w liturgii brzmią następująco (za www.cerkiew.net.pl): 

Літургійні мови
50.       Традиційною літургійною мовою УГКЦ є церковнослов’янська мова.
51.       Українська мова рівноправна з церковнослов’янською, якщо йдеться про затверджені компетентною церковною владою тексти.
52.       За згодою єпархіального Єпископа можна вживати також іншомовні затверджені переклади літургійних текстів, якщо в даному випадку чи середовищі існує така душпастирська потреба.
53.       У випадку браку затверджених для літургійного вжитку перекладів літургійних текстів даною мовою, можна її використовувати в Богослуженнях призначених для іншомовних учасників тільки в обмеженому обсязі - у проповіді, читаннях, катизмах, Молитві Господній, Символі Віри, молитві перед св. Причастям.
Jak zatem widzimy, obowiązujące w metropolii przemysko-warszawskiej UKGK partykularne prawodawstwo liturgiczne dopuszcza używanie w liturgii języków innych niż ukraiński czy cerkiewnosłowiański. Nawet gdy nie ma zatwierdzonych przekładów ksiąg liturgicznych – a w kontekście UKGK dotyczy to m.in. języka polskiego – można używać danego języka w kazaniu, czytaniach z Pisma św., katyzmach (psalmy śpiewane lub recytowane np. na nieszporach czy Liturgii Uprzednio Poświęconych Darów), Modlitwie Pańskiej (Ojcze nasz), Symbolu Wiary oraz modlitwie przed Komunią (Wierzę, Panie, i wyznaję…). I tak bywa z reguły, gdy duchowni ze środowiska lubelskiego (parafia i seminarium) celebrują Boską Liturgię dla polskojęzycznej przeważnie społeczności wiernych (np. w Chełmie, Horodle czy kościołach lubelskich).
Wypada także wspomnieć jedno z postanowień ostatniego zwyczajnego Synodu Biskupów UKGK (Brzuchowice, 2-9 września 2010 r.), które brzmi:
Для покращення душпастирської опіки мігрантів (…) доручити Патріаршій літургійній комісії підготувати двомовні тексти Літургій Івана Золотоустого і Василія Великого, а також Чину святих таїнств Хрещення, Миропомазання та Подружжя для душпастирських потреб у країнах найбільш чисельного перебування вірних УГКЦ.

Na koniec wreszcie – dwa ważne cytaty z programowych wystąpień Wielce Błogosławionego Światosława, nowo wybranego  Arcybiskupa Większego (Patriarchy) Kijowsko-Halickiego, Predstojatela UKGK. Na początek sięgnijmy do zapisu pierwszej konferencji prasowej   

І наступне питання, на якому я особисто дуже настоював, коли ми розробляли цю стратегію, це питання інкультурації. Можливо саме через те, що я потрапив свого часу у Латиноамериканську культуру і запитував себе, що означає бути східним християнином в Південній Америці. Бо те, що ми тут вважаємо сходом, для того боку світу є північчю. Тобто ці орієнтири географічно цілком переоцінюються. Ось коли я побачив надзвичайну цікавість до нашої Церкви і весь той час, направду, я проповідував іспанською мовою, перекладаючи на іспанську мову такі традиційні грецькі, старослов’янські різні духовні поняття або вислови, або фрази. Отож та культура дуже потребувала того скарбу віри і духовної традиції, які ми маємо в нашій візантійській східній духовності. Ми як Церква, яка є спадкоємницею тої місії Апостолів слов’ян Кирила і Методія, які були великими перекладачами і Святого Письма і Літургії, маємо надзвичайну місію сьогодні дальше цей переклад продовжувати, щоб ми могли молитися правильно, глибоко в англійській мові, в іспанській мові, в португальській мові, в українській мові. Тобто це питання інкультурації є дуже важливим.

Kolejna wypowiedź pochodzi ze spotkania z dziennikarzami w budynku seminarium duchownego w Drohobyczu (7 maja 2011 r.). WB Światosław odpowiada na pytanie, jakim chciałby widzieć UKGK za 10 lat:

Синод наших владик створив таку команду № 2. Мали на меті опрацювати бачення, якою ж мала б бути наша Церква через 10 років до 2020 року. Накреслили 10 таких пріоритетів того, що хотіли б за 10 років зробити. Відтак починає працювати команда № 3, яка має розпрацювати певні механізми втілення в життя. Основними були питання: молоді, євангелізації, інкультурації, питання про розвиток структур нашої Церкви, питання мови в Літургії. Можливо, для України питання мови є не настільки актуальним, але коли йдеться про інші країни, то це дуже болюче питання. У 2020 році я хотів би бачити нашу Церкву як єдиний організм, який існує в усьому світі, говорить різними мовами, проголошує Євангеліє в різних країнах, але є єдиною Церквою східної традиції.



                   Propozycje praktyczne dla metropolii przemysko-warszawskiej

Rzecz jasna, wcielanie w życie najsłuszniejszych nawet i niekwestionowanych zasad musi uwzględniać okoliczności czasu i miejsca. Z jednej strony wydaje się czymś oczywistym, że nie można dłużej chować głowy w piasek, żyć dawno zdezaktualizowaną fikcją w 100 % ukraińskiej i ukraińskojęzycznej wspólnoty, ignorować polskojęzyczne otoczenie, w którym z woli Bożej żyjemy – oraz fakt występowania wśród grekokatolików grup etnicznych czy etnograficznych o pewnym stopniu kulturalno-językowej swoistości (jak Łemkowie, z których nie wszyscy określają się jako Ukraińcy). Z drugiej – sytuacja UKGK w Polsce po 1947 r. pozostaje skrajnie trudna, rozproszenie wiernych w większości parafii uniemożliwia duplikację niedzielno-świątecznych Liturgii. Niektórzy wierni są skażeni mentalnością etnocentryczną lub zlatynizowaną (o czym pisałem w pierwszej części); Kościół nie może kierować się błędnymi poglądami, powinien je umiejętnie prostować, z drugiej jednak strony musi je uwzględniać jako element rzeczywistości po prostu.
Stąd też moje propozycje, wysuwane już w zasadzie nieraz w mniej lub bardziej dopracowanej formie (por. artykuł z nr 2 „Grekokatolicy.pl” czy z Kalendarza „Błahowista” za 2010 r. – UKGK w Polsce i asymilacja: w poszukiwaniu rozwiązań duszpasterskich), są w istocie bardzo ostrożne, nie uderzają w żaden sposób w „ukraiński stan posiadania” i nie dają żadnych podstaw do zarzutów o „odbieranie narodowi jego języka”, jak to niektórzy „patrioci” raczyli byli mi zarzucać.

Primo: należy stworzyć osobom polskojęzycznym możliwość brania jak najpełniejszego, świadomego udziału w życiu modlitewno-liturgicznym UKGK.  Powinny zostać opracowane i wydane:
a) modlitewnik zawierający modlitwy prywatne w języku polskim (może być dwujęzyczny, ukraińsko-polski);
b) modlitewnik zawierający teksty stałe oraz antyfony Boskiej Liturgii św. Jana Chryzostoma i św. Bazylego Wielkiego oraz Liturgii Uprzednio Poświęconych Darów w trzech równolegle zamieszczonych wariantach (ukraiński cyrylicą, ukraiński w transkrypcji polskiej, wreszcie polski);
c) Katechizm UKGK w przekładzie polskim;
d) jedna lub kilka książek polskojęzycznych traktujących o tradycji bizantyjsko-ukraińskiej (na początek mogą to być zaadaptowane do polskiej rzeczywistości tłumaczenia książek takich jak: Szmańko T., Jak powodytysia w chrami. Poradnyk bohomolcia, Lwiw 2006; Fedoriw Ju., Obriady Ukrajinśkoji Cerkwy,  Rym-Toronto 1970; tenże, Pojasnennia cerkownych bohosłużeń i Swiatych Tajn, Lwiw 2009);
e) polskie przekłady obrzędów chrzcielnych, ślubnych i pogrzebowych.

Secundo: w przeważającej większości parafii UKGK w Polsce nie ma na razie żadnego „pola manewru” w kwestiach językowych, jeśli chodzi o celebracje obowiązkowe dla ogółu wiernych, czyli przede wszystkim Boską Liturgię niedzielną i świąteczną. Drugiej Liturgii najczęściej odprawić się nie da, świadomość wiernych zaś nie jest gotowa na dopuszczenie elementów polszczyzny w ramach tej jedynej Liturgii, która jest celebrowana. Stąd w większości parafii udział osób polskojęzycznych w Liturgii niedzielno-świątecznej nie wpłynie na jej formę językową, natomiast dzięki pomocom wyliczonym powyżej, zwłaszcza w punkcie b), wierni tacy będą mogli lepiej, aktywniej i pełniej uczestniczyć w Liturgiach ukraińskojęzycznych.
Co innego w przypadku chrztów, ślubów i pogrzebów. Nie ma żadnego powodu, by część lub nawet całość obrzędu w przypadku np. rodzin mieszanych czy po prostu polskich nie była celebrowana po polsku (oczywiście, najpierw muszą powstać przekłady tekstów). Decydować o tym winien duszpasterz w porozumieniu z bezpośrednio zainteresowanymi osobami. Są to celebracje najzupełniej nieobowiązkowe, stąd jeśli komuś polonofobia nie pozwala być ich uczestnikiem, to po prostu nie musi.

Tertio: tam, gdzie istnieją możliwości organizacyjno-techniczne i dobra wola ze strony duszpasterza czy duszpasterzy, mogłaby być sprawowana osobna niedzielna czy świąteczna Boska Liturgia (druga, trzecia, czwarta…) dla wiernych języka polskiego. Oczywiście na początku z braku przekładów byłaby to Liturgia w języku ukraińskim (albo i cerkiewnosłowiańskim, czemu nie?) z elementami polskimi (czytania, kazanie, Symbol Wiary, Modlitwa Pańska, modlitwa przed Komunią). Z czasem liczba tych elementów mogłaby wzrastać, w szczególności nie przedstawia wielkiego trudu opracowania i zatwierdzenie przekładów ektenii (w duchu uchwał synodalnych z 1969 r.)  Mogłyby także być wykorzystane istniejące już przekłady części zmiennych (antyfony świąt Pańskich, tropariony i kontakiony, prokimeny i wersety Alleluja, teotokiony świąteczne).
Takich parafii w całej Polsce mogłoby być zapewne kilka, może kilkanaście. Bardzo ważny jest tu przy tym element osobistego zaangażowania duszpasterza i przynajmniej przyzwolenia ze strony wspólnoty. Bez tego rzecz się raczej nie uda. Jak arcysłusznie napisał był bł. Emilian Kowcz, wierni instynktownie odczują, czy są kochani i potrzebni, czy wręcz przeciwnie. I na masochizm jednostek w tym wypadku nie liczyłbym. Na tym wspólnoty chrześcijańskiej zbudować się nie da.
Tak czy inaczej, także i w tych nielicznych parafiach wiernym pozostałaby możliwość udziału w Liturgii ukraińskojęzycznej według dotychczasowego stanu, stąd też i tu nie byłoby żadnych podstaw do skarg na rzekome prześladowanie języka i narodowości ukraińskiej.

Quarto: powinna powstać „eksperymentalna” placówka duszpasterska przeznaczona dla wiernych języka polskiego. Zapewne jedna na początek, może z czasem po jednej na eparchię? Placówka taka mogłaby mieć status parafii personalnej. Byłaby w szczególności naturalnym miejscem kształtowania się polskojęzycznego grekokatolicyzmu, wykuwania i „próbowania” przekładów itd.  Taka placówka rzecz jasna istniałaby również „obok” sieci parafii terytorialnych UKGK, stąd jej działalność nie niosłaby najmniejszego uszczerbku językowemu status quo w parafiach terytorialnych.

Quinto: co się tyczy problemu łemkowskiego, w tym tzw. łem-Łemków, to nie chcę się tu stroić w pióra eksperta, którym w tym zakresie nie jestem. Biorąc pod uwagę ogólne zasady, warto by podkreślić, że duże znaczenie ma tu okoliczność, na ile dialekt łemkowski w obecnym stanie rzeczy jest skodyfikowany w język literacki. Osobiście nie słyszałem nigdy o łemkowskich (karpatoruskich) tłumaczeniach tekstów liturgicznych. Podobno na Słowacji wydany został rusiński Apostoł, ale bodajże nie z oryginału tłumaczony. Zagadnienie to zatem wymaga pogłębionych studiów. Natomiast już teraz stwierdzić wypada, że nie ma żadnych teologicznych czy kanonicznych przeszkód dla wygłaszania w parafiach łemkowskich kazań po łemkowsku, zwłaszcza gdy Łemkiem jest sam kaznodzieja. Sługa Boży Andrzej Szeptycki wydał był swego czasu osobny list pasterski do Hucułów, zredagowany w ich dialekcie. I to jest, myślę, wiążący dla nas przykład pasterskiej troski.


                                                         Podsumowanie

Proponowane przeze mnie rozwiązania są, raz jeszcze podkreślę, skrajnie wręcz ostrożne. Żadnego zagrożenia odbieraniem wiernym języka i narodowości ukraińskiej ich słusznych praw nie niosą. Niczego im na rzecz wiernych języka polskiego nie odbierają, natomiast wzbogacają wspólnotę greckokatolicką w Polsce o nowy wymiar posługiwania.  Są wezwaniem do rozwoju, a nie do niechętnej (takiej z mieleniem w zaciśniętych zębach bezsilnych przekleństw) kapitulacji przed procesem wynarodowienia.

Osobom zaś, do których i te argumenty nie przemawiają, upartym polonofobom którym nie chodzi o zachowanie ukraińskiego, lecz o niedopuszczenie polskiego, pragnąłbym przypomnieć na koniec trzy rzeczy.

1) Taka postawa jest oczywiście sprzeczna z chrześcijańską wizją patriotyzmu (por. np. liczne teksty Metr. Andrzeja), która polega na miłowaniu tego, co własne, bez nienawiści do tego, co obce.

2) Używanie innych języków w sferze kultowej (i nie tylko) UKGK jest zwłaszcza w diasporze normą.  Praktycznie tylko w Polsce UKGK ma ustabilizowane struktury administracyjne (eparchialne) i jednocześnie tak stanowczo dystansuje się od języka kraju i społeczeństwa, w którym działa. W Kanadzie, USA, Brazylii, Argentynie czy Australii jest zupełnie inaczej. Co więcej, także w kontekście polskim jesteśmy jedynym Kościołem, który jednocześnie głosi zasadę języków żywych w liturgii, i nie ma (co więcej: mieć nie chce!) tekstów polskojęzycznych. Krótko mówiąc, sytuacja nasza nie jest żadnym ideałem, tylko anomalią po prostu.

3) Ktoś wreszcie mógłby powiedzieć, że ukraiński jest językiem bliskim polskiemu (co nie zachodzi w przypadku angielskiego, portugalskiego czy hiszpańskiego), że można się go dość łatwo nauczyć choćby w zakresie biernym. I to jest pewien argument, który uznaję, stąd postulat by w przeważającej większości parafii poprzez ukraińsko-polskie modlitewniki raczej przyuczać wiernych języka polskiego do udziału w liturgii ukraińskojęzycznej uważam za sensowny. Ale takie modlitewniki powinny zaistnieć!
Nie ma natomiast zgody na ksenofobię podpartą racjami historycznej krzywdy. Pomijając przykazanie miłości nieprzyjaciół tudzież Chrystusowy mandat misyjny (rozumiem, że dla osoby o nacjonalistycznym światopoglądzie nie są to żadne argumenty), zwróćmy uwagę na przykład, jaki nam daje UKGK w Kazachstanie.
Otóż nie sądzę, by znalazł się ktoś, kto uznałby, że przesiedleńcy z akcji „Wisła” byli jako grupa kiedykolwiek w sytuacji gorszej, niż przesiedleńcy z Ukrainy zachodniej do Kazachstanu. Oczywiście, wśród osobników zapluwających się na forach internetowych pod bezpiecznym parasolem anonimowości na pewno znalazłby się niejeden gotów coś takiego twierdzić. Ale i taki człowiek, przeniesiony cudem do 1947 r. i postawiony przed wyborem PGR-u pod Szczecinem i stepu w obwodzie kustanajskim, z pewnością wybrałby pierwszy wariant.
Tymczasem UKGK w Kazachstanie, mimo gorszej od zawsze sytuacji swoich wiernych, mimo tego, że ciężar krzywd doznanych przez Ukraińców od Rosjan i sowietów nie jest mniejszy, niż ciężar krzywd zaznanych z rąk polskich i PRL-owskich – używa rosyjskiego wszędzie tam, gdzie istnieje taka duszpasterska potrzeba. I nie przeszkadza to Kościołowi greckokatolickiemu być jednocześnie najgłówniejszym filarem ukraińskości w Kazachstanie. Fakt, że my tu w Polsce, będąc w sytuacji o niebo lepszej, nie potrafimy się zdobyć na analogiczną politykę językową – jest dla naszej wspólnoty po prostu zawstydzający.

                                                                                          diakon Piotr Siwicki
  

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz